czwartek, 18 lipca 2013

Hamulec bezpieczeństwa

Ojciec Wacław Oszajca SJ w najnowszym Tygodnikowym ("Tygodnik Powszechny" nr 29/2013) komentarzu do czytań nadchodzącej niedzieli pisze o znanym i budzącym często zdumienie fragmencie Ewangelii. Oto Jezus przychodzi do domu sióstr: Marty i Marii. Pierwsza z nich zaczyna się krzątać wokół gościa, druga zaś siada mu u stóp i słucha, na co pierwsza oburza się i prosi gościa o interwencję, to jest o upomnienie leniwej siostry. Na to Jezus beszta krzątającą się i chwali właściwy wybór drugiej.

Nie, nie będę zajmować się tu komentowaniem kościelnych czytań ani niczym podobnym. Tylko w świetnym jak co tydzień komentarzu ojca Oszajcy tym razem zachwycił mnie jeden mały akapit, jak sądzę, bardzo uniwersalny na dzisiejsze czasy, który pozwalam sobie zacytować:

"Sytuacja, w jakiej znalazły się siostry, wydaje się być jasna. Z pozoru nie ma się nad czym zastanawiać: trzeba działać, zakasać rękawy, gość nie może czekać w nieskończoność na to, co mu się należy." - a "leniwa" Maria siedzi i słucha, zamiast wziąć się do roboty i pomóc siostrze. I dalej ojciec Oszajca: "Tymczasem to właśnie wtedy, gdy wszystko przynagla do działania, dobrze jest zaciągnąć hamulec." I dalej pisze o związanej z tą umiejętnością wolności. Wolności pozwalającej skupić się na sprawach najważniejszych. Na własny użytek dodaję, że może dla jednych będzie to refleksja religijna, dla drugich złapanie dystansu, lekkie przestawienie priorytetów albo i wywrócenie ich do góry nogami, a dla jeszcze innych zwyczajne złapanie tchu w codziennej pogoni za różnymi (prze)ważnymi głupotami, bez których nasze życie oczywiście od razu się zawali, runie w gruzy czy po prostu rozsypie się na kawałki. 

Na co dzień brak nam takiej wolności. Wolności, która pozwoli wybrać, co najważniejsze na ten moment. Sami nie umiemy. Nawet często nie zdajemy sobie sprawy, że tego potrzebujemy - tak gonimy. Że dobry byłby oddech, chwila lub dwie zwolnienia na zastanowienie, na zwykły odpoczynek. Czasem mamy szczęście i coś się wydarza. A wtedy dobrze mieć do tego właściwy stosunek.
Sądzę, że wielu z nas zdarzyła się sytuacja nagłej nieoczekiwanej "interwencji" w postaci zdarzenia uniemożliwiającego dalszą gonitwę za sprawami "arcyważnymi-i-niecierpiącymi-zwłoki". No nie wiem, złamana ręka, noga, zepsuty w szczerym polu samochód, kiedyśmy w drodze na w a ż n e  s p o t k a n i e i znikąd pomocy, nagła grypa i czterdzieści stopni gorączki albo niespodziewana ciąża i bunt całego ciała? W takiej sytuacji po prostu leżysz i kwiczysz i nic nie możesz zrobić. I choć z początku wydaje się, że wszystko się zawali, to jednak niezadługo się okazuje, że nie tak od razu, że nawet jeśli coś padnie, to nie tak całkiem, a ewentualna zmiana jest może nawet na lepsze? A tak właściwie to ten wymuszony odpoczynek chyba uratował nas przed obłędem. Mnie w każdym razie na pewno. I choć zmieniło się wszystko, nawet dość radykalnie, dziś mam pewność, że to właśnie brak takiej nagłej "interwencji" doprowadziłby mnie do szaleństwa.
Tylko dlaczego w takim razie człowiek nie umie sam w porę wyhamować? Dlaczego staje dopiero wtedy, gdy coś lub ktoś zaciągnie mu nagle i często wbrew jego woli taki "hamulec bezpieczeństwa"? Może dlatego że w tej gonitwie mało kto zachowuje jeszcze jakąkolwiek wolę. A najlepsze, że wcale nie zdaje sobie z tego sprawy.

Szczerze mówiąc, choć wiele razy słyszałam ten fragment, a także komentujące go różne kazania w kościele, po raz pierwszy spotkałam się z takim postawieniem akcentu. Po prostu "żywcem wzięte" :D z kolorowej prasy lifestylowej albo i licznych "biblii" człowieka współczesnego, czyli p o r a d n i k ó w. Okazuje się, że nie oferują niczego nowego pod słońcem. Już to kiedyś (jakieś 2 tysiące lat temu) powiedziano, a nawet zapisano. 


3 komentarze:

  1. A ja sobie myślę, że kluczem do rozwiązania tej i innych zagadek jest UWAŻNE przyjrzenie się naszym potrzebom. Marta miała wielką potrzebą ugoszczenia Jezusa - w tym postrzegała swoją powinność, okazanie szacunku i przywiązania. Jakże często - zakorzenionym w nas od pradziejów objawem miłości do drugiej osoby (np. dziecka) jest nakarmienie jej. Maria miała wielką potrzebę wysłuchania Pana. I ta potrzeba kazała jej zlekceważyć obyczaj goszczenia. Swoim zachowaniem wpasowała się w spełnienie potrzeby Jezusa, który przede wszystkim chciał być (tak po ludzku, czy po bosku) wysłuchany. Dla Niego przekazywanie Słowa było najważniejszą potrzebą - w tym momencie. Tak naprawdę to potrzeby kierują naszym zachowaniem. Czasem nie potrafimy tego zauważyć i mówimy, że MUSIMY coś zrobić. Nasze muszę to już odrębna kwestia. Dzięki, że mi przypomniałaś, że dwa tysiące lat temu my ludzie mieliśmy tak samo jak dziś. :) Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z niecierpliwością czekam na każdy kolejny Twój komentarz. Jest to wielka satysfakcja, widzieć, że Ktoś czyta, że rozumie, że chce i umie poddać mój wpis refleksji, a potem jeszcze się tą refleksją podzielić. Bardzo dziękuję:)

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.