środa, 17 lipca 2013

Jak schudnąć?


 Myśleć o sobie dobrze! I próbować wejść na Pilsko, wysyłając sms-y :D

 

Dziś po raz kolejny zajrzałam do postu, o którym pisałam już wczoraj. Tym razem przejrzałam komentarze. Interesująco przedstawia się linia podziału, a raczej to, co widoczne po obu jej stronach. Mianowicie część komentatorek pisze o swoich perypetiach z chudnięciem jak o zmianie sposobu odżywiania i w ogóle życia na lepsze, część natomiast ujmuje ten sam problem w kategoriach walki. 

Stosowanie przez autorki takiego słownictwa po zastanowieniu może naprawdę porażać, gdyż odnosi się ono do ich własnego ciała, czyli do czegoś im najbliższego, jedynego, jakie mają i jedynego, które im służy od urodzenia oby w zdrowiu jak najdłużej. Lecz aby to "jak najdłużej" rzeczywiście trwało w zdrowiu naprawdę długo, może warto swojemu ciału dogadzać zamiast z nim walczyć? Mnie się wydaje, że zrzucania zbędnych kilogramów lepiej jest dokonywać w klimacie dogadzania ciału (przez zdrowe i właściwe dla tego ciała odżywianie, przez odpowiednie dla niego ćwiczenia itp.), a nie w klimacie walki. Może się czepiam, jednak walka kojarzy mi się z wrogiem, dlatego nie chcę walczyć z moim własnym ciałem. Przecież nie mam innego. I jakoś tak przeczuwam, że po zakończeniu tej walki sukcesem, czyli po schudnięciu, czyli po pokonaniu swojego ciała wcale ono nie przestanie być wrogiem i wcale go wtedy nie polubię. Bo czy lubi się kogoś, z kim się jeszcze przed chwilą walczyło? I w dodatku go pokonało? Ktoś powie, że to tylko słowa, że wiadomo, o co naprawdę chodzi. Tak, owszem, chodzi o schudnięcie, ale moim zdaniem problem w tym, czy chudnę dla siebie, bo się (swoje ciało) kocham i chcę dla siebie (swojego ciała) jak najlepiej, czy chudnę (walczę z ciałem), bo się (swojego ciała) nienawidzę. Inna sprawa, dlaczego ja go nienawidzę - może ktoś mi mówi, że źle wyglądam?, może ktoś leczy swoje własne kompleksy, wyzłośliwiając się na mnie? I to powoduje, że ja, mając zaniżone poczucie własnej wartości, bardziej chcę słuchać złego gadania innych, zaś mniej polegać na własnych uczuciach? A nie do końca świadomie użyte słowa często wyrażają nasz prawdziwy (a tak naprawdę fałszywy, bo wmówiony nam przez innych) do siebie stosunek. Więc przestańmy powtarzać, że z wagą, z ciałem walczymy. Lepiej jest mówić i myśleć: dbamy o siebie, karmiąc się najlepszym (nietuczącym, zdrowym, we właściwych ilościach) jedzeniem i fundując sobie dobrą kondycję poprzez stosowne ćwiczenia. Ktoś powie, że to tylko zaklinanie rzeczywistości, że tak naprawdę to ciężka orka. Racja, to jest często orka. Ale czy człowiek nie jest zdolny do ciężkiej pracy z miłości? A już zwłaszcza do siebie samego? Chyba tak lepiej niż się nienawidzić i ze sobą walczyć. Jak się sami nie docenimy i nie pokochamy, to na pewno nie zrobią tego inni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.