czwartek, 4 lipca 2013

Na dobry początek

Pierwszą myślą pojawiającą się w głowie każdego, kto chce, by jego życie stało się bardziej "slow", jest skojarzenie z ruchem Slow Food. A skoro już o niespiesznym jedzeniu mowa, warto zacząć od podstawowego składnika większości posiłków, właściwie od elementu od najdawniejszych czasów mającego znaczenie symboliczne - od chleba.

Ideałem jest oczywiście samodzielne upieczenie pięknego, pachnącego bochenka. Takiego ze złotym połyskiem, z chrupiącą skórką, a najlepiej wg dawnych, sprawdzonych receptur, słowem - chleba na zakwasie. Znawcy tematu twierdzą, że to zarazem jest i nie jest proste. Jak większość tradycyjnych potraw zresztą. Zanim uda się osiągnąć właściwy (czytaj: smaczny) efekt, trzeba po prostu dojść do wprawy, czyli zmarnować parę kilo mąki i ... i właściwie to tyle, gdyż najlepszy chleb to w zasadzie dobra mąka, trochę soli i wody oraz zachowany z wcześniejszego pieczenia zakwas. Dla podkręcenia efektu można dosypać ziaren - jakich kto chce: słonecznika, kminku lub amarantusa czy dyni. Zresztą każdy to wie. Po przygotowaniu ciasta wystarczy "tylko" uformować bochenek, ułożyć go na liściu łopianu, wsunąć do węglowego pieca i czekać na efekt, rozkoszując się zapachem świeżego pieczywa. Kusząca wizja, nieprawdaż? Oczywiście, oczywiście. Jednak z braku :) powyższych rekwizytów (liścia łopianu, łopaty i ceglanego pieca na węgiel) pozostaje zadowolić się prozaiczną maszyną do pieczenia chleba. Brzmi okropnie, prawda? Jednak jestem pewna, że żyjące przed laty gospodynie, zmuszone do pieczenia chleba w opisany wyżej pracochłonny i wymagający czasu sposób, byłyby wdzięczne za ten mało romantyczny, acz ułatwiający życie wynalazek. Nie wybrzydzajmy więc, bo nie w narzędziu rzecz. Liczy się efekt - smaczny, chrupiący chleb własnego wypieku. Taki, który zjada się z samym masłem lub wręcz bez niczego.

A jeśli idzie o mnie, efekt ten udało mi się osiągnąć bez najmniejszego nakładu pracy - po prostu dostałam taki chleb w prezencie. Może to tylko zbieg okoliczności, a może ktoś po prostu czytał w moich myślach, dość powiedzieć, że jako "świeżo po raz trzeci" upieczona matka Polka karmiąca zostałam obdarowana kawałkiem pachnącego i gorącego chleba upieczonego bez dodatku drożdży, na zakwasie. Idealnie wilgotny, sprężysty i niezwykle kuszący został w ostatniej chwili przed zjedzeniem sfotografowany po to, aby umieścić zdjęcie w tym poście.

Tak więc niespodziewanie dostałam dobry chleb "na dobry początek" mojego wolnego w każdym sensie życia. I bardzo nie chcę tego początku zmarnować. Podejmuję wyzwanie. Mam nadzieję, że się uda.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.