sobota, 13 lipca 2013

Pomimo

Pomimo wczorajszej frustracji spowodowanej całotygodniowym szarpaniem się z codziennością (bez większych sukcesów), przemyślawszy sprawę, postanawiam jednak nie poddawać się w moich próbach wprowadzenia w życie paru zmian na lepsze, czytaj: wolniejsze. 

W końcu "slow" znaczy "wolne", a po polsku to słowo ma co najmniej dwa znaczenia - oprócz "powolne" także po prostu "wolne", czyli "free" - i tego się trzymajmy.

Będę wszystko robić wolniej - i to w każdym znaczeniu tego słowa. Ale na moich zasadach. Powoli (!) mi się wszystko w głowie układa, a praktyka czyni mistrza, więc na pewno się uda. 

Zasada pierwsza: Każdą zasadę przed jakąkolwiek próbą zastosowania na własnym podwórku wpierw kilka razy obejrzę z każdej strony, przeanalizuję pod kątem przydatności i możliwości zastosowania oraz ewentualnych skutków pozytywnych, tudzież niesionych przez nią zagrożeń. Jak widać, lata pracy zawodowej w las nie poszły, stare nawyki procentują: analiza, analiza i jeszcze raz analiza. W tłumaczeniu na nowe: zanim bezkrytycznie zastosujesz, zastanów się, czy ci się to podoba i czy naprawdę tego właśnie chcesz.

Zasada druga (wynik śródnocnych przemyśleń): Niektóre tricki z dawnego pospiesznego życia wciąż mogą być warte uwagi. Poświęcę im trochę czasu w kolejnych wpisach.

Zasada trzecia (i najważniejsza!): Optymizm. To podstawa. W końcu czym mam się stresować? Nie mam przecież nad sobą żadnego szefa. Jak coś mi nie wyjdzie, nikt mnie z pracy w domu nie zwolni. Choć czasem by mi się to przydało :-)!

Tymczasem jest sobotni poranek, więc zamierzam zrobić coś takiego:

 Oby tylko słońce dopisało...


1 komentarz:

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.