środa, 24 lipca 2013

Sezon na fasolkę

Na fasolkę szparagową, oczywiście! Moja wygląda tak właśnie:



Dziś totalnie "slow foodowo", bo na obiad była otrzymana z działki Rodziców szparagowa fasolka w dwóch kolorach. A więc wszystko się zgadza - i warzywo sezonowe, i "dostawca" lokalny, i uprawa w stu procentach ekologiczna, nawet zielone stwory, czyli robaczki, były ze strączkami w pakiecie:))
Szczególnym amatorem duszonej na patelni fasolki jest mój Mąż, więc rano przed udaniem się do pracy ofiarnie poodcinał jej łodyżki i końcówki. Prawie zapełniła się nasza największa miska kuchenna, a jest naprawdę wielka:


Dalej, po uśpieniu Niemowlaka, ja wkroczyłam do akcji:)

Najpierw  fasolkę umyłam:


I tak kilka razy, aż zapełniła się suszarka:


Kiedy strączki ociekły - a to wskazane przed wrzuceniem ich na rozgrzany tłuszcz - w miarę ostrożnie przełożyłam je na głęboką patelnię, na której był już gorący, ale nie za bardzo, olej rzepakowy:

 
Starałam się jak najprędzej zakryć całą powierzchnię dna, bo jednak całkowite osuszenie strączków to rzecz zbyt czasochłonna, a z czasem u mnie bardzo krucho, wszak dziecko śpi raz krótko, raz dłużej, częściej krótko. Szybkie całkowite zakrycie dna zapobiega poparzeniu gorącym olejem, który pryska jak głupi po zetknięciu z kropelkami wody na strączkach. Teraz już tylko szybkie solenie i przykrycie patelni. Więcej przypraw nie daję do tej potrawy, bowiem fasolka tak duszona sama z siebie jest przepyszna.


Duszenie z mieszaniem raz na jakiś czas trwa około 40 minut do godziny - zależy, czy fasolka jest bardzo młoda, czy troszkę mniej :), czyli od twardości strączków. Trzeba mieszać tak, żeby strączki z dna przerzucać na górę i odwrotnie, bo te na dnie szybko miękną, a potem się rozpadają, gdyby je tam zostawić.



Ja to danie podaję z gotowanymi ziemniakami młodymi, ale można fasolkę jeść solo albo z grzankami lub frytkami - jak kto lubi.

Po przyrządzeniu strączki wyglądają trochę "bez życia" - jak to po uduszeniu - jednakże oznacza to tylko tyle, że są już gotowe do jedzenia i że są pyszne!
 


Dodam tylko, że na dzisiejsze cztery solidne porcje zużyłam połowę fasolki, którą dostałam. Reszta czeka w lodówce na jutro lub pojutrze. Przechowuje się świetnie nawet przez dłuższy czas, więc nie ma pośpiechu.

Swoją drogą, to bardzo ciekawe, jak moi Rodzice zawsze znajdowali czas na uprawę dużej działki, na której rosło wiele różnych warzyw, owocowych drzew i krzewów, a także baaaardzo dużo truskawek. Przy trójce dzieci. Pamiętam, że my coś tam robiliśmy, ale w sumie niewiele. Jak oni to robili (i robią), jest dla mnie zagadką.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.