wtorek, 2 lipca 2013

Slow food = Slow life?

Wczoraj pisałam o tym, jak 10 miesięcy temu moje życie praktycznie stanęło w miejscu. A w każdym razie stało się nagle bardzo, bardzo "slow". Myślę jednak, że tak naprawdę wszystko zależy od tego, z jakiego punktu widzenia się na tę sytuację spojrzy.

Bo już na przykład z perspektywy mojego męża to samo życie nabrało ogromnego tempa. Praca, zakupy, sprzątanie, pranie, prasowanie, gotowanie, starszych dzieci zawożenie, przywożenie do szkoły, ze szkoły, na zajęcia, z zajęć... Słowem, nagle spadła mu na głowę cała strona organizacyjna życia domowego, w której, co tu kryć, wielkiej wprawy nie miał. Choć i wcześniej wszystkie te czynności wykonywał stale, jednak do spółki ze mną, zaś nad logistyką całości czuwałam ja. Ale teraz ja połowę czasu spędzałam na kanapie, połowę nad miską stojącą obok niej, a każdy ruch głową, ręką lub inną częścią ciała rodził takie skutki, które trzeba było natychmiast z tej miski sprzątać. Nie dość więc, że moja połowa obowiązków spadła na niego, to w dodatku musiał mi zapewnić pełną obsługę. Tak więc z punktu widzenia mojego małżonka życie naszej rodzinki wcale nie zwolniło, a wręcz przeciwnie - nabrało tempa, o jakim nie śnił w najgorszych koszmarach. 
W tym kontekście pisanie o zwolnieniu tempa zakrawa na ironię, ale takie są właśnie źródła mojego mocnego postanowienia o prowadzeniu "slow life", które nieodparcie kojarzy mi się ze Slow Food stworzonym przez włoskiego kontestatora prawie trzydzieści lat temu.
Bo coś mi mówi, że wprowadzenie w życie idei tego światowego ruchu koniecznie wymaga sporego zwolnienia tempa, innego ustawienia priorytetów i odpuszczenia paru spraw.
Czuję, że to właśnie teraz jest dobry czas na takie zmiany w moim życiu. Sama z siebie pewnie nigdy bym się nie zdecydowała na tak radykalne postawienie sprawy. Bo zwolnienie tempa niesie ze sobą ryzyko utraty zbyt wielu rzeczy, na przykład części dochodów, co przy ich niewielkiej wysokości może być niebezpieczne. Jednak czasem to życie decyduje za nas i tym samym być może ratuje nas przed obłędem. Dlatego, mimo wielu wątpliwości i strachów, cieszę się, że tak właśnie się stało w moim przypadku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.