wtorek, 23 lipca 2013

Usiłowania

Niektórzy moi znajomi relaksują się w czasie wakacji...

 


To upominek - pamiątka z Teneryfy podarowana mi przez jedną bliską Znajomą :-) Dziękuję! Niektórzy mają dzieci na gorących wyspach, niektórzy (jak ja na przykład) mają dzieci w wózkach. I dlatego muszą wstawać o siódmej rano, aby w spokoju napić się kawy i przeczytać gazetę. Po wcześniejszym nakarmieniu dziecięcia między godziną piątą a szóstą trzydzieści. Czasem się udaje, że po tak wczesnym śniadanku jeszcze sobie śpi i wtedy ja mogę chwilę odpocząć tak:



Oczywiście z duszą na ramieniu, czy się nie obudzi w środku mojej ogromnej kawy, którą uwielbiam i której sobie nie odmówię. Mam szczęście, że moje małe na kawę nie reaguje, bo mnie tylko ona stawia na nogi o poranku.

Aktualnie, to jest o 11.56 w południe, wysłałam starsze dziecię z najmłodszym w wózku przed dom w celu wyspania oraz przewietrzenia się, zaś sama USIŁUJĘ stworzyć tego posta oraz obiad. Tworzenie posta w toku, zaś obiad gotowy połowicznie:


Jeszcze tylko dorzucę do środka makaron i ugotuję go wprost w zupie jarzynowej, tylko bliżej podania, czyli około 14.00, żeby się z niego przez te dwie godziny nie zrobiła pulpa. Są dwa garnki, ponieważ w mniejszym będzie makaron kukurydziany, zaś w większym zwykłe nitki, bo tak mi zostały i do innego dania jest ich za mało, a do takiej zupy w sam raz. Kukurydziany nadaje się dla bezglutenowców i jest chyba bardziej wartościowy od zwykłego bezglutenowego z pszenicy. Tak myślę. A zupa szumnie się nazywa - Dziewięć Warzyw. I jest z mrożonki. Ja wiem, że jest środek lata i niektórym to się pewnie w głowie nie mieści, że o tej porze roku zamiast wziąć świeże jarzynki, następnie je umyć, oskrobać, znów opłukać, potem posiekać, pokroić, zetrzeć i co tam jeszcze... No więc zamiast to wszystko zrobić w jedyne pół godzinki (licząc tylko przygotowanie składników), ja otwieram dwie torebki, wrzucam do wrzątku, czekam kilka minut i gotowe.
Ale naprawdę oszczędzam pół godziny i w ten sposób USIŁUJĘ wyrwać dla siebie tę chwilę na cokolwiek, na ten wpis chociażby. Ale słyszę, że dziecię już domaga się głośno jedzenia, więc z nadzieją na popołudniowe to...


... muszę przerwać pisanie. Książkę i czekoladę kupiłam wczoraj wieczorem w Lidlu :) - o chodzeniu po księgarniach czy bibliotekach z wrzeszczącym dzieckiem mogę tylko pomarzyć. Każdy wie, że to "nie wypada", aby dziecko płakało i innym przeszkadzało w takim przybytku. Zakupy spożywcze natomiast każdy, a zwłaszcza matka, zrobić musi, nawet z krzyczącym niemowlakiem, więc chodzę śmiało i sobie "używam" pośród marchewek, wędlin, dżemów i mrożonek. A wczoraj było święto, bo "rzucili" kilka tytułów, na które z kolei rzuciłam się ja (bo mam jeszcze trzy w zanadrzu). I to bez wyrzutów, bo tanio. Że mało ambitnie, nie szkodzi. W końcu lato, wakacje, więc ja choć od czasu do czasu przez pół godziny poudaję, że je mam. 

O! Ugotowałam w zupie makaron, posiekałam świeżą pietruszkę i tak to właśnie wygląda zwyczajnie:



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.