wtorek, 27 sierpnia 2013

"I biegu przyspiesza..."

... z cyklu "Uroda życia"

 



Tak sobie przy stole siedzę, siedzę, siedzę... Bo moje Dziecko sobie śpi, śpi, śpi... I tak się przez kuchenne okno gapię, gapię, gapię... I niezmiennie od lat paru podziwiam zmieniające się za szybą układy chmur. 

 


 Ale to zależy od perspektywy. Bo już na przykład z kanapy widzę tylko ścianę lasu, która o tej akurat porze roku ciemną już zielenią przypomina o jesieni, co wkrótce.

I niedługo wszystko przyspieszy. I na dni parę nawet "pogna coraz prędzej" - powrót z wakacji, powrót do szkoły i do pracy. 

A ja na długim macierzyńskim. Do dziś nie mogę uwierzyć, że mi się teraz przytrafił taki rok odpoczynku przy Maleństwie. Odpoczynek to taki niezupełny, bo i Małe, i Starsze, i w ogóle wszystko to jednak jest absorbujące. Ale zawsze to inaczej, gdy nie chodzi się do pracy, gdy nie myśli się o pracy, gdy nie przygotowuje się do pracy, gdy nie wstaje się do pracy, gdy nie dostaje się obłędu od pracy. No bo pracę mam taką, że albo się w nią w pełni zaangażuję, albo źle wykonuję i nie ma środka. 

No więc psychiczny relaks - to na pewno.

Ale tymczasem... Ale póki co... Z konieczności zamieniliśmy nasze górskie weekendy na nizinne spacery. Niby chodzą ludzie z niemowlakami po górach, nas jednak nie bardzo kręci przewijanie takiego szkraba na wąskiej, stromej ścieżce, więc zdecydowaliśmy się na niezbyt długie wypady do sąsiednich miasteczek i trochę dalszych miejscowości. Zawsze z możliwością rozłożenia przenośnego przewijaczka. Tak, to bardzo ważne. Można powiedzieć - priorytet. Oto do czego Nowe Małe potrafi sprowadzić życie dwojga całkiem dużych:)

I tu dotarliśmy:












Od zawsze byłam pewna, że nie chciałabym w takich wnętrzach mieszkać. Ale też zawsze wiedziałam, że takie mi się podobają. Do oglądania. Do podziwiania. Do odwiedzenia. Na chwilę. I naprawdę czułam się tam świetnie. Przytulnie. I nieprzytłaczająco. Dobrze. Miło. Ciepło. Ktoś zgadnie, czyj portret wisi na ścianie? I w jakim mieście się mieści to miejsce?:)


I choć to moje niespieszne życie "biegu przyspiesza i gna coraz prędzej" od poniedziałku - nic to, wszak - jak mówi Carl Honore - Slow Life to stan umysłu. Tak właśnie od zawsze podejrzewałam :)) - więc spokojnie, więc powoli... Czas kończyć. Dziecko płacze.

3 komentarze:

  1. Wyglada mi na Franciszka Jozefa, ale juz co do miasta, to pojecia nie mam.
    Milo popatrzec i nawet spedzilabym w jakims tego typu pensjonacie mily weekend,a le na codzien wole mniej przeciazone wnetrza :)
    Mnie tez od przyszlego tygodnia sie przyspieszy, ale stopniowo. Bedziemy sie wiec spieszyc powoli.
    A Carl'a bardzo lubie od lat :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tadaaam! Zgadłaś! A co do miasta - niewiele jest ich w dzisiejszych granicach Polski, gdzie ten pan swego czasu władzę sprawował i kochany był. Jedno z nich to Kraków, a to drugie aspirowało kiedyś do bycia "drugim Krakowem" właśnie. Mała ta knajpka wyglądająca na pensjonat znajduje się w Rynku. Uwielbiam to miasto. I zawsze CIESZY(N)as niezmiernie każda w nim wizyta:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oooo :-) Nam tez wystarczyło dwa tygodnie pomieszkać w stylu retro, by nasycić się na zapas. Na co dzień zdecydowanie niepraktycznie...

    OdpowiedzUsuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.