piątek, 16 sierpnia 2013

Tanie warzywa na patelnię na długi weekend wakacyjny

... z cyklu "Gotuję sobie..."

 


 

Niektórzy mają wakacje, inni "tylko" długi weekend. Jedni i drudzy w tak piękną pogodę najczęściej nie chcą tracić czasu na zbyt długie stanie przy garnkach. No chyba że ktoś akurat tak lubi wypoczywać. Ja nie. To znaczy lubię coś ugotować, byle to było naprawdę szybkie, zaś efekt końcowy w miarę smaczny. I w miarę lekki. A jeszcze jakby nie trzeba było wydać zbyt wiele, to już pełnia szczęścia.

No więc dziś takie właśnie wrzucanie na patelnię tego, co w lodówce zostało w takiej ilości, że nie bardzo się nadaje na oddzielne danie, a razem może stworzyć coś nawet sensownego. Do dzieła!

Zostało mi trochę ziemniaków, ale za mało dla czterech osób, więc jak znalazł do tego pomysłu.


Trzeba je obrać i w całości ugotować.


W piwnicy jakieś resztki kiszonych ogórków z zeszłego roku. Ogórki działkowe (Slow Food! Slow Food!), od Rodziców.


Wszystkich nie zużyję, ale prędko znajdzie się na nie amator. To niezła przekąska. 

Gdy ziemniaki się gotują, wyciągam z lodówki kolejne resztki (mam ją w końcu rozmrozić), czyli kilka kawałków zamrożonego pora, jedną paprykę i cztery niewielkie marchewki. Z warzyw nie zostało mi już nic.

 
 
Szykuję przyprawy: sól, pieprz ziołowy, czosnek granulowany (lub świeży, ale to nie u mnie), mielona słodka papryka i tymianek.


Nie wierzcie zdjęciom. To "prawda ekranu". Naprawdę każdy sypie przyprawy wprost z opakowań. Specjalne pojemniczki to już coś ekstra. U mnie w kuchni zwykłe torebki, w których przyprawy kupuję. Są od środka wyłożone czymś takim, co zatrzymuje aromat i da się je zacisnąć tak, aby się nie odkształcały (torebki). Pojemniczki mnie odstraszają. Pucować toto trzeba, by nie wyglądało obrzydliwie na widoku. Szkoda roboty. Wolę torebki, które trzymam porządnie ułożone w plastikowych pudełkach w szufladzie. To wszystko, na co mnie stać, jeśli idzie o kuchenne ekstrawagancje. 

Ale wracając do warzyw... 



...pora zająć się ogórkami. Mniej więcej tyle wystarczy. Choć, szczerze mówiąc, nie pamiętam, czy wykorzystałam wszystkie. Zależy, jak bardzo kwaśne są i jak bardzo kwaśne danie się lubi. Marchewka i papryka są dość słodkie, więc... Kwestia smaku.


Oto i wszystkie składniki. Plus ziemniaki w garnku.

Teraz pora wszystko pokroić.







Oprócz kiszonych ogórków, gdyż z powodu ich kwasu reszta warzyw nie zmiękłaby na patelni. Dodam je pod koniec.

Tymczasem rozgrzewam na patelni olej rzepakowy...


... i wrzucam pory, paprykę, a także marchewkę. 


Chwilę czekam, aż zaskwierczy, dodaję przyprawy, mieszam, zmniejszam temperaturę pod patelnią, przykrywam pokrywką i niech się tak duszą. Pod wpływem soli i ciepła warzywa puszczają własny sok, który, zmieszany z tą odrobiną oleju, pysznie je opływa.

Czas pokroić ogórki. Dodam je pod koniec.



Czyli za około 15 minut, podczas których ze dwa razy zamieszałam drewnianą łopatką (nie chcę uszkodzić powłoki zapobiegającej przywieraniu) w patelni. Ogórki trzymam na patelni tylko tyle, ile trzeba, aby nabrały temperatury i podzieliły się swym smakiem z całą resztą.


Z doświadczenia wiem, że nie ma sensu dusić warzyw zbyt długo, bo się rozpadają. A w końcu nawet jeśli będą trochę za twarde, to żaden problem, wszystkie prócz ziemniaków nadają się do jedzenia na surowo, a ziemniaki będą i tak ugotowane osobno.


Ostrożnie (by się nie rozpadły) je odlewam. Ostrożnie kroję w grube plastry i ostrożnie przekładam na patelnię, gdzie ostrożnie :)) mieszam je z warzywami.

Gotowe!


Całość zajęła mi jakieś pół godziny. Zamiast ziemniaków można użyć różnych rodzajów ryżu, kaszy albo makaronu. Zamiast papryki brokuła, kalafiora itd...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.