piątek, 9 sierpnia 2013

Zapiekanka z pomidorami

Danie ekspresowe, choć wieloskładnikowe

...z cyklu "Gotuję sobie!"

Ta potrawa ma w moim domu kilka różnych wersji, a właściwie to żadna z nich nie jest ustalona raz na zawsze, ponieważ każda powstaje zależnie od aktualnej zawartości lodówki i szafki z jedzeniem. 

Bo też tak samo się zaczęło. Któregoś dnia wróciłam z pracy później z powodu konferencji na mieście i byłam wściekle głodna. Nikogo nie było jeszcze w domu, więc sama przystąpiłam do działania.

  1. Zanim się jeszcze przebrałam w wygodne domowe ciuchy, tuż po umyciu rąk, wstawiłam wodę na makaron.
  2. W czasie, który wykorzystałam na przebranie się, woda się zagotowała, więc wrzuciłam do niej makaron. 
    Najlepszy dla mnie jest razowy i - wypada wierzyć znaczkowi certyfikatu - ekologiczny, a przy tym naprawdę tani. Można sprawdzić w Auchan.
  3. Kilka minut i gotowe.
    Wyrzuciłam go po prostu z garnka na durszlak wstawiony do zlewu. Bez przelewania zimną wodą. Normalnie by się zlepił, ale zaraz po spłynięciu wody przerzuciłam go do żaroodpornego naczynia, gdzie prawie od razu dodałam kolejne składniki, które zapobiegły sklejeniu świderków. Aha, czasem używam rurek, zależy, co mam. Nie jest to żadna "tradycyjna receptura", więc luz.
  4. O, wstawiło się zdjęcie. Ten następny składnik to na przykład kukurydza z puszki, którą także odcedzam na tym samym durszlaku i myk ją do naczynia na makaron.
  5. Teraz czas na przykład na por, który mam w małych kawałkach zamrożony na wszelki wypadek. Świeży jest bardziej pachnący, ale nie mam czasu na zakupy codzienne, dlatego kupuję od razu więcej, mrożę w takich kawałkach i wyjmuję, gdy potrzebuję. Kroję go na talarki, zanim całkiem się rozmrozi i układam na kukurydzy.





    Przyszła pora na groszek. Zielony świeży, mrożony lub z puszki, z tym, że świeży i mrożony to dodatkowe gotowanie, więc niech każdy sam zdecyduje.Chyba że się wrzuci taki surowy i on się zrobi w piekarniku. Ja wzięłam z puszki, bo to danie ekspresowe. Jak będę robić wersję slow, to z pewnością wezmę świeży, najlepiej w strączkach. Podobno łuskanie relaksuje. Jak kogo. I wymaga czasu. Którego nie mam. Wczoraj dziecko spało około godziny w kawałku, to mogłam sobie pozwolić na zabawę z zapiekanką, choć i tak ryzykowałam, no bo w końcu skąd mogłam wiedzieć, ile pośpi? A więc groszek konserwowy: 
     

      Na dowód, że i kukurydza, i groszek z puszki, to zdjęcie: 

    Te konkretne puszki mają bardzo fajne etykiety, które są przyklejone tylko w jednym miejscu, dlatego nie ma problemu z oderwaniem ich od metalu, a co za tym idzie, także z segregacją śmieci. Ja lubię segregować i to jest dla mnie ważne. 


  6. O, byłabym zapomniała! Przecież trzeba w końcu wstawić jajka (jeśli ktoś chce mieć jajka w zapiekance:)





  • Wiadomo, że na twardo muszą się gotować 10 minut, a potem się je obiera.


    Z obieraniem były pewne trudności, co widać. Tak się dzieje, gdy jajka świeże.


    Jajka są ekologiczne, to znaczy z podwórka kolegi mojego szwagra, który karmi kury tym, co mu na polu urośnie albo trawą na własnym podwórku, o czym świadczą takie żółtka, co nie są zbyt żółte, czyli w paszy nie było barwnika.
  • Cztery jajka pokroiłam na ósemki.
     

    I włożyłam delikatnie na makaron, kukurydzę oraz groszek.
  • Żeby przyspieszyć - jak widać, dorzuciłam pokrojone byle jak pomidory. W zimie biorę je z puszki, ale patrzę na skład, by nie było żadnych dziwnych składników oprócz samych pomidorów. Z puszki poza sezonem są lepsze, ponieważ zostały zakonserwowane pod wpływem temperatury latem, kiedy dojrzały naturalnie. Dobry jest także koncentrat.
     
  • Przyprawiam całość solą.
  • Ziołowym pieprzem.

  • Dodaję słodką mieloną paprykę oraz czosnek granulowany (od intensywnego zapachu świeżego mam mdłości, cóż...).

  • Dla nadania lepszej konsystencji dodaję ketchup łagodny (dobry!) i trochę musztardy sarepskiej. W wersji zapiekanki bez pomidorów (bo i taka równolegle powstaje dla moich alergików) będzie sos na bazie bakłażana i czerwonej papryki (gotowy z Lidla), który także widać na zdjęciu.


  • Kolejna drobna różnica - ziołowe salami w plasterkach (to szybciej niż trzeć na tarce) oraz ser owczy w wersji bez białka krowiego dla alergików.

  • Ser owczy trzeba zetrzeć, ponieważ jest dość twardy i trudno go ułożyć na składnikach zapiekanki.


  • Za to łatwo się nim sypie, gdyż nie klei się do palców.


    Jak widać, przed posypaniem składniki wymieszałam i to bardzo delikatnie, gdyż są wśród nich żółtka jajek, ponieważ na białka niektórzy z nas także mają alergię. Jajka kurze można w tej wersji zastąpić przepiórczymi (nie uczulają), ale akurat ich nie miałam, więc same żółtka.

  • Wracając do zapiekanki dla zwykłych zjadaczy chleba,przykrywam (po wymieszaniu) wszystko plastrami ziołowego salami. Może oczywiście być jakikolwiek ser żółty. Można wziąć jakiś lepszy w kawałku i go zetrzeć, jeśli taka wola kucharza.

  • Całość do zimnego piekarnika.

    A, przepraszam, tak naprawdę to muszę zmieścić dwa naczynia.
     

    Uff, udało się. Ale musiałam się nakombinować, aby domknąć drzwiczki i nie uszkodzić szybki.



  • Czas na oddech i łyk wody, bo w tym upale można się po prostu rozpuścić. I do tego ten piekarnik...

  • Odpalam go na jakieś 200 - 220 stopni i trzymam tam zapiekanki około pół godziny lub trochę dłużej. Wszystkie składniki są albo ugotowane wcześniej, albo nadające się do jedzenia nawet na surowo, więc nie ma stresu, że danie wyjdzie niedobre, gdy będzie w piekarniku zbyt krótko. Chodzi o to, aby zrobiło się gorące i żeby ser się porządnie rozpuścił, jednak nie spalił, o co nietrudno, więc muszę uważać.


    A oto i ona! Przepraszam, one - wszak są dwie. 

    Moim domownikom smakowało. Ja tym razem nie próbowałam - zbyt wiele powodów bólu brzuszka u karmionego przeze mnie niemowlaka w nich jest. Ale z wcześniejszego doświadczenia wiem, że są naprawdę niezłe.
  • 2 komentarze:

    1. Lubię takie proste potrawy gotowane bez przepisu, z tego, co pod ręką. Idea sprzątania szafek i zamrażalnika, jak wiesz, bardzo jest mi bliska. I uwielbiam wszystko co zapiekane i z serem, więc na pewno by mi smakowały :)
      Pozdrawiam serdecznie!

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Cieszę się, że jest ktoś oprócz mnie, kto stara się nie marnować takich niepasujących do niczego resztek. Dziś "posprzątałam" zamrażalnik. Wkrótce rozmrożę lodówkę, a póki co żadnych zakupów na zapas. Dziękuję za odzew!

        Usuń

    Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.