poniedziałek, 30 września 2013

Drugie dno, czyli naprawdę prawdziwa głębia

... z cyklu "Czytam sobie" 

 

Czwarta strona okładki:)

 

Czytając "recenzje" zamieszczane na skrzydełkach lub czwartych stronach okładek niektórych książek, często się zastanawiam, dlaczego różni "krytycy" okładkowi lub inni rozpisują się tam o tak zwanych drugich dnach, głębokich metaforach itp. 


Najczęściej jest bowiem tak, że nawet jeśli od biedy da się w tych książkach doszukać tych ukrytych przez autorów znaczeń, to nie widać powodów, dla których te znaczenia zostały w akurat tak zawoalowaną formę ubrane. Niektóre treści są ograne i proste jak budowa cepa, słowem banalne, a nawet jeśli nie, to nie pojmuję, dlaczego mam się ich w tych pseudoartystycznych wytworach doszukiwać. Kto wie? Może dlatego że dla artystów stanowią one nowo odkryte idee, którymi postanowili obdarować publiczność? Która oczywiście artystom do pięt nie dorasta i dlatego musi się dokształcić, błądząc po meandrach ubranych w wybujałą formę myśli kwitnących w umysłach autorów. Nie żebym nie ceniła metafor lub też innych bardzo artystycznych środków stylistycznych. Cenię. Zwłaszcza jak ktoś ich sprawnie i - co istotne - celowo używa. Ale wydaje mi się, że celowo w żadnym razie nie oznacza natrętnie, narzucająco, "po oczach bijąco", czyli - krótko mówiąc - "czytelnika jak idiotę traktująco". Że niby jak nie będzie wystarczająco dużo głębi w drugich, trzecich i dziesiątych dnach, to i artyzmu nie stanie, a wtedy powieść za prostacką uznana zostanie? - rymuję! rymuję! na poetkę pozuję! Na mój gust to wręcz przeciwnie. I tu się wymądrzę, że po mojemu to ta głębia się w prawdziwych dziełach znajduje, owszem, ale mimochodem. Że nikt, a już na pewno nie prawdziwy artysta, jej tam specjalnie na dziesiątym dnie nie ukrywa. I że o taką głębię to nie ma obawy ani prawdziwy pisarz, ani jego dzieł krytyk, który w recenzjach wcale nie musi na nią palcem (pardon, piórem) pokazywać. Bo tak sobie myślę, że z prawdziwą głębią, głęboką metaforą i tak zwanym drugim dnem (też prawdziwym) to jest tak, że i przeoczyć ich nie sposób, i palcem pokazać trudno. Że właśnie na tym to polega. Mój wniosek? Prosty i wcale nie odkrywczy - jak mi okładka podpowiada, czego mam w książce szukać, to wiem, że na pewno w niej tego nie znajdę.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.