piątek, 13 września 2013

Maliny

... z cyklu "Wspominam sobie"

 

To akurat maliny u mojej Rodziny:)

 

Jeśli chodzi o maliny, to najlepsze były oczywiście kiedyś:) i oczywiście na Mazurach, gdzie jeździliśmy rok w rok na dwumiesięczne wakacyjne pobyty. No i oczywiście nie w ogródku, tylko w lesie. Nawet nie zrywaliśmy ich do garnuszków, tylko siedzieliśmy w tym lesie i drapały nas gałęzie, aż się do syta najedliśmy. A te pobyty to nie w żadnym pensjonacie, ośrodku wczasowym itp., lecz u Dziadka na wsi.

 

 

W ogródku i "na - tak zwanym - ogrodzie" (dalej od domu, takie mniejsze pole uprawne) to rosły ogórki, marchewki, koper, cebula, pietruszka i ziemniaki. Plus jakaś stara jabłonka, śliwa i grusza. Nikt nie sadził krzewów malin, bo to - i jeszcze jeżyny, jagody (czarne), a także borówki (czerwone) - rosło w lasach, które otaczają wieś z czterech stron świata. Zresztą i tak na przydomowych grządkach za dużo miejsca nie było, bo to wieś z rynkiem była. Taka, co to kiedyś, kiedyś prawa miejskie posiadała. Więc otaczały ją pola, pastwiska, a za nimi lasy.



Krowi raj: trawa, rzeka i cień pod drzewami

No i odkąd pamiętam, z tych pastwisk co rano i co wieczór pędziło się krowy. Dom Dziadka stoi przy samej ulicy, więc dwa razy dziennie słychać stukanie krowich kopyt o asfalt. I dziś także, bo niby dlaczego coś miałoby się zmienić?


I kto tu ma pierwszeństwo? Widzicie znak drogowy?

Kiedyś sama bywałam tam w wakacje, a w tym roku wysłałam swoje starsze Dzieci. Przywiozły mi zdjęcia, których użyłam w poprzednim wpisie. Bo i jezioro niedaleko (2 kilometry przez las), i rzeka (200 metrów ulicą)... Po prostu bosko!

 
Droga nad jezioro


Jezioro:)

Ale, ale! Wracam do malin. 
Dziś, to znaczy od dawna już, maliny rosną na działce moich Rodziców, która bywa dla nas źródłem różności pysznych. Takie maliny to owocują od wiosny do jesieni przez kilka ładnych miesięcy i człowiek ma wrażenie, że nigdy się nie kończą. Ostatnie ich owoce bywają jeszcze w listopadzie, o ile ich mróz nie zetnie.

Listki już ledwie, ledwie, ale malinki jeszcze całkiem, całkiem...

Są świetne do jedzenia, ale w okresie największego wysypu można się pokusić o zrobienie z nich czegoś pysznego na zimę, na pluchę i na pochmurne dni.


.
Oto słoik PRAWDZIWEGO SOKU Z MALIN!

Prawdziwego, to znaczy nie takiego jak w sklepach są, bo w ich składzie malin nie uświadczysz, a jeśli już to ilości od 0,5 do 1 % - najwyżej! Wiem, bo zeszłej zimy Mąż usiłował kupić taki sok ciężarnej żonie. I się mu nie udało. Nie mam nic przeciwko sokowi z buraka lub amerykańskiej borówki, ale niech się to nazywa Sok z buraka i Sok z borówki, a nie Sok z malin. Po prostu.

A tu są prawdziwe maliny z bardzo niewielką ilością cukru, bez kropli dodatkowej wody. 

Czysty Slow Food, a co! Prezent od Rodziców. Otworzę w potrzebie.

7 komentarzy:

  1. Bedzie jak znalazl na chlodniejsze dni :) Ja malin pod reka nie mam w ilosciach "przerobowych", wiec w listopadzie zmieram owoce podobne do dzikiej rozy (w gorach) o nazwie cynorrhodon. Robie z tego syrop pelen witaminy C i faszeruje tym cala rodzine na jesieni. Moze to dzieki temu nikt potem nie choruje? :))
    Ale malinowy sok baaaardzo lubie i chetnie bym sobie jakis krzaczek posadzila...

    OdpowiedzUsuń
  2. O, nigdy nie słyszałam o takiej roślinie. Będę się musiała zorientować. Często jeździmy w góry, więc może...

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi teściowa zrobiła soki z malin będzie jak znalazł dla Jasia na zime:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam maliny ;) Robisz fajne zdjęcia. ;)
    _
    Zapraszam na moje opowiadanie romantyczne o gimnazjalistce ;)http://odzwyklegodoszalonego.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Robisz fajne zdjęcia ;) Uwielbiam maliny xd
    _
    Zapraszam na moje opowiadanie romantyczne o gimnazjalistce ;)http://odzwyklegodoszalonego.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.