czwartek, 5 września 2013

Pierwsza książeczka - moje kryteria

... z cyklu "Czytam sobie"

 

Co to za rozkosz nie chodzić do pracy i móc tak sobie porozmyślać o potrzebie zakupu książeczki dla czteromiesięcznej Córeczki, tudzież o koniecznych warunkach, jakie takowa książeczka spełniać powinna. I mieć na to czas. Bo w końcu noszenie Maleństwa, kołysanie lub karmienie w myśleniu nie wadzi, a już praca i owszem.

 


Oto pierwsza książeczka mojego najmłodszego dziecka:)

Kupiona wczoraj. Zupełnie przypadkiem wygrzebana w wyprzedażowym stosiku w hipermarkecie. Wybrałam się na poszukiwanie jesiennej czapeczki dla Smyka z mocnym postanowieniem nieoglądania niczego, ale to absolutnie niczego innego. Jednak książki... Niemożliwe, abym obok jakichkolwiek przeszła obojętnie. Nie żebym od razu kupowała. Finanse... Ale popatrzeć nie zaszkodzi. No i teraz poszukuję książeczek odpowiednich dla czteromiesięcznego maluszka. 
A one muszą spełniać pewne niezbędne warunki. Na przykład takie: miękka i odporna na "zjadanie" (etap badania wszystkiego buzią), z wyrazistymi kolorami i wyraźnymi konturami (zbytni misz-masz jest dla dzidziusia nieczytelny), nieobrażającym językowego słuchu rodzica krótkim, najlepiej rymowanym tekstem (rodzic też człowiek). Wychodzi na to, że najlepsze są książeczki przeznaczone do kąpieli. Miękkie "kartki", każda strona w innym intensywnym kolorze, na każdej stronie kontrastujący z tłem obrazek. Ich wadą jest brak tekstu i cena - około 14 - 15 złotych. To dla mnie trochę zbyt wiele. Miałam taką w ręce, ale odłożyłam i postanowiłam szukać dalej.




Znalazłam!

Nie spełnia co prawda kryterium miękkości, bo jest tekturowa, ale trudno. Będę bardziej pilnować, aby nie została zjedzona. Co może mieć swoje dobre strony - czas z książeczką czasem spędzonym z Rodzicem!:) Lub ze starszym Rodzeństwem. A więc wada częściowo zneutralizowana.

Drugie kryterium jak najbardziej na tak w tym wypadku - rysunki są ładne, wyraźne, ich kontury poprowadzono grubą kreską, a wypełniono konkretnym kolorem. Szczegółów w sam raz, nie za wiele, nie za mało.

Warunek trzeci - tekst. Pod względem językowym zupełnie w porządku, co w przypadku tego typu książeczek jest naprawdę wielką rzadkością. A przekonuje o tym na przykład zdanie, w którym autorka wie, iż wołacz w środku wypowiedzenia wyodrębnia się przecinkami! 



Niebywałe! Jak ktoś takie rzeczy z podstawówki pamięta, a ponadto dba o ich stosowanie w wydawnictwie zwykle traktowanym przez autorów jak ostatnia chałtura, to według mnie jest godny uwagi jako autor i w ogóle kupię więcej książeczek z tej serii. Zaś jeśli chodzi o treść, to zgadza się z ilustracjami, lecz nie jest przeładowana szczegółami, co ułatwia rodzicowi wszystko to, co się z kilkumiesięcznym dzieckiem i książeczką robi, czyli: czytanie w kółko, pokazywanie paluszkiem itd. Jeśli na przykład mowa o przyjaciołach, to się ich nie wymienia, ale za to świetnie ich widać i to szansa dla rodzica na opowiedzenie oraz pokazanie, natomiast dziecko nie męczy się zbyt długim tekstem.

Cena - bardzo jak dla mnie:) Może ktoś ją dojrzy. 



Wiem, że są tańsze książeczki tego typu, na przykład po dwa złote. Oglądałam i nie zaspokajają potrzeb tak małego dziecka. Są dla starszych, rocznych co najmniej.

Mam świadomość, że moje kryteria pewnie słabo wpisują się różne oparte na naukowych obserwacjach porady fachowców od rozwoju małych dzieci. Jednak! Jednak ja oparłam je na swoich własnych obserwacjach swojego własnego Dziecka i tego się trzymam. Jest to mój trzeci potomek. Nie jestem w tej dziedzinie debiutantką. No i swoje lata mam. A w związku z tym wiem, że czasem (a nawet całkiem często) warto kierować się raczej własną intuicją niż przykazaniami autorów poradników. Prawdopodobnie jest tak, że większość dzieciątek rozwija się znacznie szybciej aniżeli pokazują książki i czasopisma. Dlatego nie boję się bawić z moim Dzieckiem tak, jak ono chce, dawać mu tego, na co reaguje i tym samym nie hamować jego rozwoju.

2 komentarze:

  1. Podoba mi się dzisiejszy wpis:) Sama jestem mamą tylko,że synek ma już blisko roczek czytam mu dużo,ale zero zainteresowania tym co mama czyta tylko sama książka która mi zabiera i gryzie i kartki chce wyrywać . Ja mam same książki o cienkich kartkach,podobały mi się te do kąpieli,ale cena spora nie kupiłam:( dziś za Twoja radą idę na łowy książeczek o kartkach tekturowych tych nie wyrwie:). Książki mam same wiersze i baśnie niestety cena każdej byla ok 40zl i nie chcę by Jaś mi je zniszczył bo kiedyś co mu będę czytała:). Wyjdę na złą mamusie no,ale trudno:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Powodzenia w łowach! Takich książek za 40 złotych to faktycznie szkoda. Ale takie za 4 są do "aktywnego" czytania jak najbardziej odpowiednie! Pozdrawiam Was!

    OdpowiedzUsuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.