niedziela, 15 września 2013

Powracam do formy, czyli my size's "old", but not me

... z cyklu "Uroda życia"


Jak już mieszczę się w tę  (najwęższą) spódnicę i w najwęższe dżinsy, to znaczy, że powoli wracam do świata normalnych ludzi :)


Jakby MATKA się do takich nie zaliczała. No trudno. Tak to czuję. Weszłam. I się chwalę. A pamiętam, jak rok, równo rok temu po odkryciu, że Ktoś we mnie zamieszkał, natychmiast pojechałam na niedzielę do Wrocławia wystrojona w tę najwęższą kieckę, bo świadoma byłam, że następnego razu może już nie być, wszak zostawanie po raz trzeci MATKĄ tuż przed czterdziestką nie musi się skończyć powrotem do starego rozmiaru.

Na szczęście się skończyło. 

Oto ja rok temu:



A to też ja teraz:)

Co prawda niedawno chwaliłam się już tą spódnicą pod pozorem pokazania minimalizmu w modzie, ale co to szkodzi pokazać się jeszcze raz? Dodałam ten sam żakiet i prawie tę samą bluzkę, tylko wzięłam buty na obcasach, bo wtedy były baleriny, ale trudno w końcu, abym przez cały dzień latała po Wrocku w wysokich obcasach:)

W każdym razie dopina się i dlatego mogą sobie być te szerokie poziome pasy, bo cienko w pasie jest. Cieszę się z tego podwójnie, bo w kierunku chudnięcia nie robiłam kompletnie nic. Najpierw nie mogłam ze względu na stan po urodzeniu, a potem nie miałam siły ze względu na obowiązki przy dziecku.

2 komentarze:

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.