czwartek, 31 października 2013

Jak się nie ma, co się lubi...

... z cyklu "Co w szafie piszczy"

 

 

To się lubi, co się ma! I to wcale nie musi być takie złe ani naciągane. Zwłaszcza jak się ma do lubienia siedmioletnią torbę z recyklingu, robioną przez HO::LO.


Po prostu, warto się cieszyć z tego, co jest i wcale nie musi się to okazywać naiwnością, co ostatnio powiedziała mi w swoim komentarzu Nika, Autorka bloga Francuskie (i inne) notatki Niki i za co jestem jej wdzięczna, gdyż podniosła mnie na duchu.

No więc przechodzę już do dalszego ciągu udowadniania samej sobie, że dam radę wykombinować z tego, co mam aktualnie w szafie zestaw na każde wyjście poza własne podwórko, bez dokupywania nowości i to przez okrągły rok! Może mi się uda:) Nic na siłę, bo gdyby się jednak coś trafiło na jakieś urodziny albo inne Gwiazdki, to nie pogardzę, wiadomo:)

Te naprawdę bardzo wygodne kozaki już w tym cyklu były, tylko ze spódnicą i tą samą kurtką. Dziś w bardziej sportowej wersji, to znaczy z wąskimi dżinsami, które miałam na sobie na kilku blogowych fotkach. Może ktoś je już tu widział. Tym razem nielubiany kołnierz kurtki zasłaniam turkusowym szalikiem, który kiedyś (jakieś 6 lat temu) kupiłam w sieciówce za zbyt duże pieniądze. To znaczy relatywnie zbyt duże, bo za 60 zł, ale tak uważam, gdyż widywałam później identyczne (ten sam materiał i jakość), tylko bez żadnej metki na różnych stoiskach i straganach za około 20 -25 złotych, więc w sumie przepłaciłam. Bo mogłam mieć dwa lub trzy w różnych kolorach za te same pieniądze.


Ale najważniejszy w tym zestawie jest sweter, a właściwie tunika, którą nabyłam równo rok i miesiąc temu, czyli zaraz na początku ciąży, jak jeszcze brzuszek był płaski, ale z perspektywą urośnięcia do sporych rozmiarów zimą. No więc udałam się do sklepu chińskiego i wyszukałam kilka rzeczy (jak ta bluzka już pokazywana) po około 30 złotych. Na metce napisano, że "made in Poland" + polski adres producenta, więc bez skrupułów nabyłam, zwłaszcza w obliczu szumnej i kłamliwej informacji o jakimś tam procencie kaszmiru w składzie. Kłamstwo kłamstwem, ale ten sztuczny składnik kaszmir udający naprawdę nadaje dzianinie obłędnej gładkości, miękkości i w ogóle takiego bardzo miłego wrażenia w dotyku. Piorę tylko w jednym rodzaju płynu do wełny i moje swetry przez kilka lat potrafią być jak nowe, w tym wypadku reklama nie kłamie, choć raz. Inne się nie sprawdzają, swetry robią się po nich z puszystych takie "płaskie" i ubite, raz chciałam zaoszczędzić i do dziś żałuję. 
No więc ten sweterek długi albo tunika, jak kto woli, jest świetny, bo przechodziłam w nim ciążę, rozciągałam na brzuchu do granic możliwości, a po wszystkim on tak po prostu wrócił do pierwotnej formy i w ogóle po nim nie widać, że był w ciąży:)

Dosyć gadulstwa. Dodam tylko jeszcze, że jeśli chodzi o tę kurtkę, to "szału nie ma", ale skoro ją w tym roku reanimowałam i skoro tak długo jest tak ciepło, to jeszcze pochodzę, zanim wskoczę w tę grubszą sztruksową.

Zdjęcia takie "w drodze", bo chciałam, aby było widać, że w tych moich kozakach na obcasach to naprawdę pokonuję te nasze "góry-doliny" i to jeszcze pchając wózek. Więc się da, czego nie mogę powiedzieć o innych moich butach na wysokich obcasach, które zakładam tylko do samochodu, to znaczy, gdy ktoś mnie wiezie, czyli zawsze:)

9 komentarzy:

  1. Zaczynam czytac i tak sobie patrze : O! Ktos ma pseudo jak ja.. potem czytam tytul i juz lape, ze to przeciez o mnie... az musialam sie cofnac do poprzednich wpisow, zeby zrozumiec, o ktorym komentarzu myslalas.. I ciesze sie jesli mogl na ciebie wplynac pozytywnie.. I nadal podtrzymuje wszystko co napisalam ...
    A wracajac do sweterka: nie tylko po nim nie widac, ze byl w ciazy :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Zestaw świetny. Chyba lubisz paski. Ja uwielbiam i muszę siłą woli powstrzymywać się przed kupowaniem tego w większych ilościach, żeby potem nie kombinować za bardzo co z czym. Kurtka wydaje się fajna, ale ja też tak mam, że jak uprę się, że jakiś detal mi nie pasuje to będę go zakrywała jak tylko się da. Masz jednak mnóstwo pomysłów na tworzenie różnych zestawów i nie przywiązujesz się do jednego, jak ja to robię. Nawet pranie robię całymi zestawami, żeby broń Boże nie okazało się, że coś jest nie do założenia, bo chodziło z czymś innym po ulicy :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co się przejmujesz, każdy ma swoje sposoby:)

      Usuń
  3. Pamiętam jak ja zaszłam w ciążę dwa lata temu i też miałam i do dziś mam świetną bluzkę albo tunikę (jak kto woli). Zresztą muszę przyznać że w tym czasie bardzo ratował mnie H&M jeśli chodzi o odzież ciążową. :)
    P.S. torba rewelacyjna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam na blogu! Miałam dżinsy ciążowe H&M. A ta torba to się chyba nigdy nie rozpadnie:)

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.