środa, 9 października 2013

Zazdrość, czyli Pokolenie X, Y - S(low)

... z cyklu "Dyrdymałki"

 

Nie tak dawno Szalona Lekarka:) i Autorka bloga http://lekarkajakoszafiarka.blogspot.com pisząc o celu tworzenia kolejnych wpisów, wspomniała, że zbiera te okruchy, te chwile życia, które dają Jej poczucie szczęścia. I że są to raczej rzeczy "małe" niż wielkie. 

 

Ostrość nieoczywista:) - ale jednak rośnie kwiatek

Pomyślałam sobie wtedy (i nawet wpisałam to w komentarzu:), że zazdroszczę Jej tej świadomości wyrażonej w ostatnim akapicie wpisu. Naprawdę. Kiedy ja (czyli ha! ha! za moich czasów:) kończyłam studia, nie było Internetu pod każdą strzechą:) i nie było nawet w zwykłej babskiej prasie NICZEGO na temat tak dziś popularnej, tak błogosławionej wiedzy o dobrodziejstwach płynących z uważnego życia, z jego "zauważania" po prostu, z doceniania tak zwanych małych szczęść. Z których przecież składa się to duże.

Było inaczej. Tylko planuj, miej ambicje, nie daj się zepchnąć na margines, odpoczniesz na emeryturze, satysfakcję daje TYLKO praca, reszta jest nic nie warta i dla mięczaków. Tak było. Taki był klimat. A człowiek w sumie po tych studiach to tak naprawdę wypoczęty był i nie wiedział, w co się pakuje, że to zwykła ściema, że trzeba uważać. I tak się bezrefleksyjnie wpakował w ten pęd. Aż go (czyli mnie) życie zatrzymało. I teraz jest rozkosz. Dobrze, że Lekarka i w ogóle młodsi mają już do tego wszystkiego inny, lepszy, właściwy stosunek.

Bo pisano już o różnych tzw. pokoleniach. Igrekach, Iksach i różnych takich. To jest inne. Inne, czy tego chce, czy nie. Czasem zwalnia tempo świadomie (a lepiej powiedzieć, że w ogóle nie nabiera rozpędu), bo dostrzega wartość tego, co mniejsze, bo woli przeżyć, doświadczyć, zobaczyć mniej - za to lepiej, uważniej, czyli NAPRAWDĘ. Czasem, dziś coraz częściej niestety, zostaje do tego zmuszone. Przez brak pracy, realnych możliwości rozwoju - tylko z drugiej strony, co to za rozwój, ten pęd? 

Tak czy inaczej młodsi żyją raczej wolniej niż my w ich wieku. W tym, że ciągły bieg nie prowadzi do szczęścia, myśmy się połapali całkiem niedawno. I nie zawsze, nie wszyscy umiemy się zatrzymać lub przynajmniej zwolnić. Choćbyśmy nawet i chcieli. Nie da rady. Ze strachu, że cała ta misternie budowana konstrukcja zatrudnienia, spłat rat, kredytów rozsypie się w drobny mak, gdy tylko trochę zdejmiemy nogę z gazu. 

Jest w tym racja, jest słuszna obawa. Zatrudnia nas nasze lub starsze pokolenie, które tak samo pędzi, a może nawet bardziej, skoro jest na wyższych stanowiskach. I nie znajdzie zrozumienia dla fanaberii typu: od dziś pracuję efektywniej lecz krócej, bo chcę mieć więcej czasu na prawdziwe życie, rezygnuję z części dodatkowych zleceń, ale chcę zachować podstawowy wymiar czasu pracy, wolę mniej zarobić i mniej mieć materialnie, za to spędzić czas z rodziną, z książką lub z samym sobą. Niewielu znajdzie się pracodawców lub po prostu szefów będących o oczko wyżej w hierarchii, którzy docenią, zaakceptują lub choćby zrozumieją takie podejście do życia, taką chęć zwolnienia tempa, prowadzącą do zmiany na lepsze. Z różnych przyczyn. Z zazdrości, że sami nie mogą sobie na to pozwolić - albo tak im się wydaje. Bo uważają, że nie chcesz dać z siebie wszystkiego ze zwykłego lenistwa. A w ogóle to nie będziesz dyktować warunków, ile chcesz pracować, że nie chcesz nadgodzin i po prostu bierzesz wszystko albo nic. Albo zaczną cię uważać za lenia lub głupka, albo nie pozwolą ci na to z zawiści. Lub nawet sprytnie stwierdzą, że wolniej to oni będą żyć, zaś ty masz na to konto pracować jeszcze więcej - ktoś w końcu musi:(

No więc wydaje mi się, że pokolenie ludzi obecnie wchodzących w tak zwane dorosłe życie znajduje się w sytuacji odrobinę podobnej do tej, w jakiej było pokolenie moich rodziców, zaczynających egzystencję na własny rachunek za komuny. Mieli źle i biednie, bo prawie bez perspektyw. Ale być może to właśnie dlatego o granicy wyznaczanej przez linię horyzontu mogli tylko marzyć, NIE MUSIELI JEJ GONIĆ. A - jak wiadomo - linia horyzontu jest nie do osiągnięcia, stale się oddala. No więc z braku możliwości i z braku wyboru zmuszeni byli po prostu trwać i KONCENTROWAĆ SIĘ NA TYM, CO TU I TERAZ. O tym, jak to nasi Rodzice żyli w trybie "slow", pisałam już w poście pt. "Maliny" i uważam to za wciąż aktualne. 

Dzisiejsi Najmłodsi Dorośli mają trochę podobnie. Choć mimo wszystko lepiej. Trudno mi się wymądrzać na temat ich perspektyw, nie wróżę bowiem z kart, fusów ani z niczego innego. Jednak wtedy perspektyw nie miał chyba nikt, dziś natomiast większość ma na nie przynajmniej nadzieję. I będę się upierać, że ona jednak nie jest matką głupich. A przynajmniej nie tylko. I większość ma też wiedzę, której brakło nam, gdyśmy się zachłysnęli możliwością, ba! uwierzyliśmy w konieczność zarobienia, zwiedzenia, kupienia, słowem zagarnięcia dla siebie tyle, ile można. A w każdym razie więcej, niż tak naprawdę potrzeba. 

Dziś i my, i Oni (Najmłodsi Dorośli) wiemy to samo - nie warto mieć więcej i więcej. Lepiej chcieć i umieć dobrze wykorzystać to mniej, które się zdobyło mniejszym wysiłkiem, mniejszym poświęceniem, mniejszym nakładem czasu i stresu. Problem w tym, że Oni mogą tę wiedzę zastosować już na starcie, a my straciliśmy kilkanaście lat, nie dorabiając się tak naprawdę niczego poza przysłowiowym garbem i nerwicą żołądka co rano. 

I z tego, co czytam po różnych portalach, to coraz więcej z Nich potrafi tę wiedzę docenić oraz w życiu wykorzystać. Powodzenia!

10 komentarzy:

  1. Teraz jest wyścig szczurów i brak czasu na wszystko pracowałam przed narodzinami synka w dużej firmie gdzie tylko praca i awanse się liczyły,jak pokombinować by dostać kolejna premie,komu wejść w przysłowiowy t...ek . Ja nie wychylałam się jak był przykaz przyjść na nadgodziny to szłam nigdy z własnej woli bo czasu dla męża by mi brakowało a i tak cienie pod oczami z niewyspania były. Teraz siedzę z Jasiem w domu i czas się zatrzymał :) chodzimy na spacery nidgy tyle wcześniej nie chodziłam co teraz:),bawię się z dzieckiem i nie myślę,że mi życie ucieka:) . Siedzenie w domu z małym dzieckiem to jest duuuża praca,czasem mega zmęczenie,ale ten uśmiech wynagradza wszystko a nie kolejna premia w dużym koncernie . Może troszkę nie natemat pisze,ale ty jesteś sama w tej sytuacji co ja to wiesz o co mi chodzi:) . Pozdrawiamy ciepło Ciebie i maluszka:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mamy szczęście, że nas dzieci zatrzymały. Nie było wyboru, trzeba było stanąć. Szkoda tylko, że dziś, aby móc się zatrzymać, trzeba dziecko urodzić. Co mają powiedzieć faceci? Pytam serio. Albo ci, co mają już dzieci duże i nie planują nowych? Albo ci, co w ogóle mieć ich nie będą z różnych przyczyn?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dlatego ciesze sie, ze udalo mi sie poniekad uciec od tego typu pracy... ale dopiero po kilkunastu latach. A ta ucieczke przygotowywalam przez 5 lat, jak podkop w wiezieniu...
      Dopiero od 3 lat czuje sie wolniejsza i choc nadal duzo pracuje to jednak trudno to nazwac wyscigiem szczurow..

      Usuń
  3. Mój syn jest na pierwszym etapie studiów(inżynieria infromatyczna), i wciąż powtarzam w rozmowach na temat, co dalej, bo po trzecim roku, powinien wybrać już specjalizację, że powienien wybrac taki kierunek, który pozwoli mu być samodzielnym, że to zrobi sam łapkami za pomocą wiedzy, doprowadzi go na szczyt, już jakieś sukcesy na tym polu ma, wiec relaks i tak go wychowaliśmy, że raczej nie nadaje się na wyrobnika... Na szczęście, tutaj jest to możliwe, jak będzie dobry da sobie radę i ominie go wyścig szczurów i te wszystkie korporacyjne historie. Wierzę w to, że życie odpowiednio go potraktuje i będzie móg kontemlować wieczory z dziewczyną itd. A ja cóż, właśnie planuję sobie kolejny tatuż, widzisz, taka odmiana przy wypiekaniu chleba, zakwasach, składniu książek, artykułów i kawy :) za oknem pole, krowy, tęcza... życie na wsi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno mu się uda:) Dzisiejsze dzieciaki nie opierają poczucia wartości na fałszywych przesłankach, które nam wmawiano w tak zwanej kobiecej prasie, w telewizji (był nawet taki program Klub Yuppies - Ibisz i Korwin-Piotrowska prowadzili). Dziś też się tak próbuje mącić w głowach, ale ludzie już więcej wiedzą, nie biorą wszystkiego za dobrą monetę, to jest kolejne pokolenie. Całe szczęście:)
      Ale mnie zaskoczyłaś z tatuażem:) Nie wiedziałam. Powiesz, co to?:)

      Usuń
    2. Wiesz, u nas dochodzi czynnik braku TV od najmłodszych jego lat, upiekło nam się, zafiksowani jesteśmy na punkcie książek. Nauczyciele zawsze podziwiali u niego zasób słów, wiedzy, która nie wynika z nauki w szkole. Tak, był odmieńcem, kilka razy został przez kolegów pobity, a do szkoły byłam wzywana średnio raz na dwa tygodnie. Niestety niektórzy pedagodzy nie byli zbyt mądrzy... kiedy przyjechaliśmy tutaj, gdzie jesteśmy i młody poszedł do szkoły, nagle okazało się, że jest pośród ludzi, którzy myślą podobnie, jego kreatywność nie była postrzegana jako wymądrzanie się, czy chęć bycia lepszym od nauczyciela, tutaj te cechy w ludziach się pobudza, podkręca, żeby każdy był dobry w tym, co lubi. Nagle z popychadła został kolegą, partnerem do rozmowy, gdzie dyrektor szkoły podaje na powitanie uczniowi rękę i pyta się o jego samopoczucie i czy potrzebuje w czymś pomocy... Gdzie dostrzeżono jego talent i umożliwiono mu rozwijanie go. I to nie była żadna renomowana szkoła, zwykły Community College. Spójrz na system nauczania w Finlandii, jest wiele metod, gdzie z młodzieżą można się dogadać, a nauczyciel idzie do pracy z przyjemnością i nie musi uciekać na urlop zdrowotny, kiedy piętrzą się problemy...

      http://wyborcza.pl/duzyformat/1,142477,17323659,Skacza_i_licza.html

      co do tatuażu, chcę zrobić sobie nosorożca... i może jeszcze coś. Ten co mam jest na łopatce i go nie widzę, dlatego tym razem będzie na widoku, dla mnie :)

      Usuń
    3. No to różnice są zasadnicze. Bo u nas to i mentalność ludzka jest trochę inna (choć są wyjątki), i system paskudny (wiem coś o tym, bo od pierwszej konferencji w pracy czułam się jak szmata - dosłownie). Dlatego odpadłam. Choć samego uczenia mi żal, bo lubiłam i dzieci mnie lubiły.

      A nosorożec... skąd ja to wiedziałam? :) Chętnie bym go zobaczyła.

      Usuń
    4. Jak masz blisko do tej szkoły z artykułu, to idź tam do nich... bo widać, że ludzie się lubią, na forach też się rozpisują o nich fajnie, to musi być niezwykłe miejsce dla dzieci :)

      jak już będzie, wyślę Ci fotkę, w tym momencie terminy mi się nie zgrywają z panią od dziarania.... strasznie ma duże obłożenie, a ja bym chciała z marszu, już... no nic, poczekam...

      Usuń
    5. Niestety nie mam blisko. A fotki nie mogę się doczekać:)

      Usuń
    6. dopiero 18 kwietnia... ale to zleci...

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.