wtorek, 26 listopada 2013

Imperatyw kategoryczny albo żenada w czterech odsłonach:)

 

Co kto woli! 

 

... z cyklu "Co w szafie piszczy"

 

Ostatnio chroniczny brak czasu plus kilka zbiegłych w tymże czasie konieczności opuszczenia własnych opłotków:)* spowodowały nagromadzenie... Nie, nie przejdzie mi przez usta słowo "stylizacji":) 

 

Stylizacje to nosiła Linda Evangelista na pokazach mody, he he! Tak, była taka modelka. Top modelka. Za moich czasów! Jeśli więc nie stylizacji, to po prostu kombinacji - czyli tego, co mi w szafie piszczy jesienią, która powoli w zimę przechodzi. Od wczoraj jakiś marny śnieg popaduje.

Do rzeczy. Cały tydzień latałam po mieście z wózkiem dziecięcym albo hipermarketowym i to sama, więc nie miał mi kto fotki pstryknąć tym swoim słynnym telefonem:))

Nic to! - jak mawiał klasyk, nadrobiliśmy w niedzielę przed obiadem na tarasie. A co! - jak często sobie tu popisuje autorka tego bloga, czyli ja. I to jest właśnie ten imperatyw z tytułu, jak najbardziej kategoryczny:). Jak się powzięło postanowienie, że się uwieczni każdą próbę ubierania bez dokupywania, to wypada sobie samej słowa dotrzymać.

Do rzeczy po raz drugi, bez dygresji, kobieto!


Ubiegła niedziela, 24 listopada. Nowy (w sensie niepokazywany tu) jest tylko sweterek kupiony za 15 zł w Auchan 3 lub 4 lata temu, bardzo "grzejący" i jeszcze szal - ale to nie mój, to Córki, która ma go od dwóch lat, bo w prezencie dostała i się jej znudził, co jest dla mnie nie do pomyślenia, ale chętnie go sobie przyswoiłam:) Reszta, czyli kozaki, kurtka, spódnica, biały golf i torebka omówione kiedyś, dziś pod linkami:) - to znaczy torebka była droga to jest jakaś tam marka, ale ma już 5 lat i kosztowała 159 zł, i to było 50% ceny.

Dzień wcześniej, czyli w sobotę 23 listopada wybrałam się na zakupy weekendowe żywnościowe w tym właśnie. Tunikę tę i szaliczek uroczy:) kupiłam w chińskim sklepie za 40 zł rok temu razem z i jeszcze tuniką, jak tylko odkryłam nowego Członka Rodziny w swoim brzuszku i postanowiłam sobie nie żałować 140 zł na cztery sztuki odzieży, która świetnie się rozciągała w ciąży i tak samo dobrze skurczyła się po. Gatunkowo świetne, cenowo też i bez obciachu - wszak ometkowane znanym nazwiskiem swetry z hm też "madeinchina" są, tylko kosztują cztery stówy, a nie cztery dychy. I choć widzę różnicę w dizajnie, to jednak bez przesady. A te moje to nawet "madeinpoland" - sprawdzałam.

Tu znów cofam się w czasie do środy 20 listopada. Też zakupy. Góra, czyli torba,  polarowa bluzka, takaż bluza z kapturem i kurtka już były, zaś na dole zimowe trapery-rekordziści ( cena 140 zł, wiek: 13 lat i naprawdę uczciwie używane, nie w szafie trzymane, kto nie chce, niech nie wierzy, trochę już podniszczone), no i dżinsy "no name" za 69 zł, wiek: 6 lat. Cudownie się starzeją, strzępią i wycierają tam, gdzie im to tylko sznytu dodaje. Może to kwestia śladowej ilości stretchu, który obecnie dodawany jest do wszystkich ubrań - i słusznie - ale w dżinsach jest go wg mnie za dużo. Dżins to dżins, ma być solidny i nie do zdarcia, mam mieć pewność, że jak gdzieś dżinsami zahaczę, to ich nie rozedrę, że mogę śmiało usiąść na pniu, na kamieniach w górach i że one to znakomicie przetrwają. Drugie moje dżinsy, te wąskie, mają w sobie tyle stretchu, że już mi w ogóle dżinsów nie przypominają.


Tu dzień przed powyższym, czyli 19 listopada, we wtorek. Biały golf jest z dzianiny, to nie ten sam, co na pierwszym zdjęciu. Ten jest na blogu po raz pierwszy. Bardzo cienki, taki jakiś rozmemłany w miejscach, które miały być ściągaczami przy rękawach i dlatego nadaje się tylko pod jakieś bluzy itp. Pochodzi z sieciówki, więc kosztował jakieś 70 zł, czyli nie tak mało, jak za takie coś. Ma chyba z 5 lat, ale dokładnie nie pamiętam. Reszta ubrań obgadana już przeze mnie wyżej.


Ten sam zestaw po raz drugi, bo okropnie dobrze się w nim czuję. Dodam tylko, że kiedyś tam usłyszałam w jakimś programie o stylu, czy coś w tym stylu:), że pod takie bluzy lub sweterki dobrze jest ubrać coś dłuższego przylegającego, to się wtedy lepiej wygląda, no więc ubrałam i voilà!

*opłotki. 1. «drewniany płot». 2. «wąskie przejście między płotami sąsiadujących gospodarstw». 3. «miejsce ogrodzone płotem». 4. «granice czegoś ... (http://sjp.pwn.pl/slownik/2495675/op%C5%82otki)

6 komentarzy:

  1. a ja dziś zaszalałam i kupiłam nowe jeansy w H&M:)
    miło wrócić do rozmiaru sprzed ciąży:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, to jest okazja bez wątpienia! Powinnaś kupić nie tylko dżinsy, ale i parę innych rzeczy, co tylko chcesz! Jest co świętować:), wiem coś o tym. Gratuluję!!!

      Usuń
  2. hej, bardzo fajny zestaw z dlugim swetrem w pasiasty wzor i kurtka i kozaki, razem stylowo :).
    Nie podzielam natomiast zachwytu nad bialym golfikiem, moim zdaniem powinien na tym dnie szafy polegiwac. Ladnie wyglądasz z odslonieta szyja. Od zimna sa przeciez szaliki, chusty itd.
    Trafilam przypadkiem i sledze, trzymam kciuki i ciekawa jestem bardzo co bedzie dalej.
    Chcialam jeszcze zapyatc, jak sie zapatrujesz na poszerzanie gardoroby w lumpeksach ? Ja czasami tam poluje. BM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, że śledzisz:) Mobilizują mnie tacy Czytelnicy, miło. Jeśli chodzi o lumpeksy, to mieszkam na prowincji głębokiej i nie ma tu takich, w których można coś z "vintage'u" znaleźć, raczej same najzwyklejsze zwykłości, poza tym ja nie umiem tam szukać, nie mam tego oka, żeby spośród sterty ciuchów byle jakich wybrać coś ekstra. Pozdrawiam gorąco i dzięki za Twoje kciuki!

      Usuń
  3. Dziś nie będę Ci słodzić nie powinnaś zakładać tych traperów Ty szczupła kobietka i takie wielkie buciory no wiesz!!!! wracaj to ślicznych kozaków:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszka :(( - no zlituj się :)) One takie wielkie tylko na tych zdjęciach... No i nie ślizgają się na śniegu - w przeciwieństwie do "ślicznych kozaków":) Dzięki, i tak jesteś słodka:)

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.