czwartek, 7 listopada 2013

Lektury "półroczniaka"

... z cyklu "Czytam sobie", a właściwie "Czytam dziecku"



Oto one - książki mojego Dzidziusia, które aktualnie są "w użyciu". I to dosłownie. Niedawno pisałam na blogu o pierwszej książeczce mojego dziecka i kryteriach jej wyboru, a dziś...

Sami widzicie - jest ich całkiem sporo. Jak na sześciomiesięcznego czytelnika, oczywiście.

 



Nowo kupiona jest ta o małej kaczuszce. Reszta to spadek po starszym kuzynostwie. Świetnie się sprawdzają, tzn. potrafią naprawdę sporo zabiegów "czytelniczych" wytrzymać i prawie wcale tego po nich nie widać:)

Z obserwacji. Taka książka na przykład to dobrze, jak ma formę ciut udziwnioną. 


Jak ta pt. "Jesienny dzień".


Albo ta z zegarem - "Pierwszy dzień w szkole".


Zegar ciągle w użyciu, co widać po jego wskazówkach:)


"Jesienny dzień" ma dziury w różnym kształcie i na razie moje Dziecko tych dziur się boi i nie chce robić "a kuku", za to bardzo lubi wodzić paluszkami po okładce, kiedy książka jest złożona i ta okładka nie jest płaska, tylko "wyboista". 


Tę przestanę czytać, gdy Dziecko zacznie więcej rozumieć, bo ciut dyskryminująca, ale na teraz ma świetne obrazki i dobry rytm

To jest tak, że Najmłodszy Czytelnik chce mieć czytaną jedną książeczkę jeden raz dziennie. Najlepiej po zjedzeniu swojej kaszki i popiciu mleczkiem mamy tuż po wstaniu z łóżeczka po swojej pierwszej dziennej drzemce. Uwielbia być na kolankach i już po przywitaniu książeczki języczkiem i nowo wyrosłymi ząbkami zamienia się w słuch. I wzrok. Bo patrzy pilnie na wszystko, co się przy czytaniu dzidziusiową rączką pokazuje. A to krówkę (+ przeciągłe Muuuu!), a to żabkę (+ jakże przekonujące Re re kum kum!), a to owieczkę (i tu pojawia się problem, czy owieczka robi Mee czy Bee - zdania w rodzinie podzielone, ale kto czyta, ten ma władzę, więc robię Meee!). I tak dalej... Zwierzątek w książeczkach pod dostatkiem.


No więc na początku (w wieku trzech i pół miesiąca) Dziecię wg mamusi nie wykazywało tak pożądanego zainteresowania książeczką, tylko się na nią gapiło. I dlatego mamusia (czyli ja) postanowiła Dziecię wdrażać w nieco bardziej aktywny kontakt z lekturą. Czyli pokazywać małą rączką żabkę (re re kum kum), kurkę (ko ko dak), kotka (miauuuu), pieska (hau!) i inne takie. Rączka za posłuszna nie była i machać tylko chciała, więc pokazywanie było w rzeczywistości stukaniem piąstką w różne miejsca na tekturowych kartkach. 

Zwróćcie uwagę na rękę:) syrenki i jej wizerunek Barbie:)

 A dziś... Dziś, a ściślej do wczoraj, czytająca mama nadziwić się nie mogła, co też temu Dziecku dolega, że na widok książki zaczyna bić ją bez opamiętania, krzycząc i zawodząc w sobie tylko znanym języku, aczkolwiek z dobrze słyszalnym entuzjazmem. A już zwłaszcza wtedy, gdy zaczyna czytać mama. Jakby starało się mamy głos zagłuszyć. Wczoraj doszło do mnie, że przecież Niemowlę moje tak sobie CZYTA. Naśladuje dokładnie to, co robiliśmy razem przez te z górą dwa miesiące. Ja głośno - ono głośno. Ja rączkę na obrazek naprowadzam i stukam nią kilka razy, żeby dotarło, gdzie kotek, a gdzie kaczka - i ono tak samo. 

Stosik czytelniczy Najmłodszego Członka Rodziny - pod stolikiem do kawy. Z boku widać fragment mojego:)

Teraz czytamy równolegle. Dziecko startuje równo ze mną i tak codziennie jeden raz  jedną książeczkę. Inne też są w obrocie, ale w grę wchodzi "tylko" oglądanie. I na widok książeczek tych moje Dziecko, moja duma, zaprawdę, wypuszcza z rąk wszystkie zabawki, wyciągając je ku temu, czym lubi się bawić najbardziej - ku książeczkom! 
Starsze moje też tak robiły, ale już zapomniałam, bo to dawno było. Mówię Wam, strasznie fajne to uczucie, kiedy dziecko tak od małego do książek się uda przekonać. 

Te dopiero na nas czekają - i doczekają się! Już niedługo!


A gdy się już raz dziecku książkę da do ręki, nie tak łatwo mu ją z niej wyjąć, nawet gdy już za duże na stronice tekturowe, a za małe na te z cienkiego papieru. 

O tym, jak to się potem kończy, następnym razem:))

7 komentarzy:

  1. o kurczę, czytałaś dziecku jak miało 3,5 m-ca? muszę czym prędzej nabyć jakąś lekturę dla Oleczka bo to ten wiek...
    ps. owca robi bee, koza mee:))

    OdpowiedzUsuń
  2. Poznaje czesc lektur :) choc moj najmlodszy ma ponad 13 lat :) Ale niektore teksty sa nieprzemijajace...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja czytałam Jasiowi dużo jak był w brzuszku no i jak się już urodził teraz jak mu czytam zabiera książki i je gryzie i odpuszczam na razie bo nie interesuje go czytanie za to jak je kasze wieczorem to mu wymyślam bajeczki i opowiadam to słucha zaciekawiony.

    OdpowiedzUsuń
  4. super blog, będę tu wpadać

    www.magadish.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam serdecznie! Dzięki! Wpadnę też do Ciebie:)

      Usuń
  5. Uwielbiam ilustrację do bajek - przenoszą w "poukładany" świat dzieciństwa.
    Ja swojemu synkowi czytałam bajki z lubością, a on z szeroko otwartymi oczami i buzią ich słuchał. Córka zaś, bedąc w tym samym co on wówczas wieku, czytania słuchać nie chciała, tylko wydzierała mi książeczki z ręki i targała kartkami, drąc je niemiłosiernie. Dziś oboje sa nastolatkami - syn - wzorowy uczeń, córka - nauką niezainteresowana. Ciekawe, czy to ma jakiś związek?

    OdpowiedzUsuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.