niedziela, 15 grudnia 2013

Czas zebrań, czas świątecznych zakupów, niedziela - hurtowo

... z cyklu "Co w szafie piszczy?"


Kilka - a nawet więcej - dni bez możliwości wychodzenia z domu, a potem od razu hurtowo:) - dwa zebrania w dwóch szkołach, na dwóch różnych końcach miasta. Po ciemku, bez samochodu, komunikacją miejską. Słowem: brrr...


Hurtowo więc wstawiam wszystkie dwie:)) kombinacje, które musiały spełnić warunków całe mnóstwo: miały być ciepłe na wypadek długiego wystawania na przystankach, nie krępować ruchów (w razie gonienia za autobusem:), nie sprawiać problemów przy zdejmowaniu kurtki w szkolnej ławce oraz zakładaniu szalika podczas wymykania się z sali w celu zdążenia na autobus, gdyż następny za godzinę z kawałkiem. No i wyszło na to, że wyciągnęłam z szafy różne pokazywane tu już rzeczy, próbując zestawić je tak, jak jeszcze nie zestawiałam, bo takie mam tu założenie, a może i ambicję. 

Środa - zebranie. I nie, nie będę dla zdjęć bez kurtki latać po mrozie, 

nawet jeśli przyjdzie mi robić fotki na schodach:) 

A zresztą na zewnątrz jest ciemno i komórka nie da sobie rady.


A, nowa jest koszula. Choć tak naprawdę stara, bo trzyletnia, kupiona w Reserved za trzy dychy - przeceniona ze względu na rozmiar. 

Czwartek - ja naprawdę wychodzę na kolejną wywiadówkę.

No i trochę się wygłupiam, bo kazano mi się ruszać:))


No i nie zdążyłam zrobić tego wpisu przedwczoraj, czyli w piątek. A dziś (niedziela) mam już kolejne dwa zestawy. Jakkolwiek szumnie to brzmi:)

Wczoraj ganiałam z dzieciakami po mieście w poszukiwaniu świątecznych "darów losu", w klasach szkolnych wręczanych. "Od losu", bo dzieci losują osoby, którym w ostatni przedświąteczny dzień prezenty wręczą. 

Do "gonienia" po mieście i mrozie najlepiej nadaje się coś takiego:

Sobota - zakupy


Tu jest kurtka. Camaieu. Trzy lata. 250 złotych - zgroza!!! Nie lubię:( Z bliska - czyli gołym okiem, nie przez obiektyw - widać, że ma taki trochę nietypowy wygląd ten materiał, ale z daleka wcale i dlatego czeka na wymianę. Może się doczeka w przyszłym roku. 
Za to szalik jest z wyprzedaży już prawie na wiosnę w Reserved cztery lata temu - 16 złotych kosztował zamiast czterdziestu iluś. Chyba naprawdę nikt go wcześniej nie chciał, aż ja się zlitowałam i jest. Potem gdzieś indziej, chyba w Tatuum albo Taboo, dokupiłam (też wczesną wiosną) taką czapkę i rękawiczki - razem jakieś 40 złotych lub nawet mniej. Czapka fajnie się nosi, bo włosów nie ściska, a jednocześnie z głowy nie spada. No więc jedynie te dodatki sprawiają, że kurtkę tę burą zakładam. Inaczej chyba chodziłabym w jesiennej całą zimę. Nie wiem, co mnie podkusiło, aby ją kupić. Może wtedy mi się podobała?:)

Za to dziś kilka stopni więcej niż wczoraj, to włożyłam pod spód dodatkowy polar i cieńszą kurtkę:

Niedziela - ciut cieplej


Pasują do niej moje ulubione kozaki, dlatego od razu poczułam się sto razy lepiej.

I to by było na tyle. Pozwolicie, że wspomogę się klasykiem:)
Cześć.

2 komentarze:

  1. Gdybyśmy się spotkały w Reserved przy tym szaliku to czuje,że musiałybyśmy przedyskutować która go pierwsza zobaczyła:P bo mi się podoba bardzo i dziwię się,ze nikt go nie chciał:)strata innych a Twój zysk

    OdpowiedzUsuń
  2. "I to by było na tyle" - taki napis znalazłam wczoraj na papierku ostatniej krówki, uśmiałam się -:) Ale do rzeczy, podziwiam Twoja smykałkę do wyszukiwania okazji i zestawiania z tym co masz... Ja wczoraj ubrałam się "na puchowo", a na dworze wiosna. Więc dzisiaj lżejszy płaszczyk i bez czapki...Czy to Wielkanoc się zbliża? :-)

    OdpowiedzUsuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.