piątek, 20 grudnia 2013

Wigilijno-świąteczne menu bez glutenu, czyli Składam sobie święta - cz. 4

... z cyklu "Gotuję sobie"

 

Bez tych składników trudno coś upiec w wersji "gluten-free"

 

Kiedyś wydawało mi się, że ugotować albo upiec bez glutenu, a jeszcze bez mleka, jest niemożliwe albo graniczy z cudem. 

Ale! Czeka nas przecież wigilijna noc cudów, więc do roboty!


Zdjęć potraw nie będzie, gdyż - w przeciwieństwie do innych blogerów oraz blogerek - nie robię wigilijnych dań "na próbę". Za drogo (bezglutenowe i bezmleczne zamienniki!) i czasu brak. Ale przepisami na "bezgluteny" się podzielę:)

W poprzednim wpisie mówiłam, że warto tak kombinować, aby nie musieć gotować dwóch wersji - z glutenem i bez. A jednocześnie to jest tak, że mąka bezglutenowa kosztuje ponad 16 złotych za kilogram, jajka przepiórcze prawie 6 za 18 sztuk (odpowiednik niecałych pięciu kurzych), litr napoju "rice dream" mogącego niekiedy stanowić zamiennik mleka krowiego to już około 12 złotych. Tanio nie jest i nie da się tak gotować oraz piec dla osób pięciu, kiedy potrzeba dla jednej.

Można jednak starać się po prostu celować w takie potrawy, w których mąka, jajka albo mleko nie muszą występować. Tak zrobiłam kapustę z grzybami, gdzie pominęłam zasmażkę z mąki, a pektyny z jabłek zapewniły jej odpowiednią zawiesistość. Z korzyścią i dla smaku, i dla zdrowia, i dla figury:)

Wigilia - spis potraw i "sposobów na bezgluten":
  1. Barszcz czerwony - jedna wersja, po prostu jej nie zabielam, a na święta nawet dodaję świeży zgnieciony czosnek:), a naszym rodzinnym sposobem jest gotowanie go z niewiarygodnej wręcz ilości buraczków, nawet z trzech lub więcej kilogramów, zależy od liczby osób na Wigilii.
  2. Uszka do barszczu - nie da się bez mąki, więc dwie wersje (mój sposób: zwykłą mąkę zamieniam na bezglutenową do pieczenia chleba (bread mix) marki Schaar, w poprzednim wpisie te uszka są na zdjęciu, wyglądają zwyczajnie i robi się je zwyczajnie); druga, zwykła wersja to uszka kupione w sklepie:)
  3. Pierogi z kapustą i grzybami - jak wyżej, czyli podmieniam mąkę (robi je mój Tata i umie!, więc Wy też nie będziecie mieli z tym problemu; zdjęcie zamrożonych jest w poprzednim wpisie).
  4. Pierogi ruskie - też jak wyżej:)
  5. Pierogi z suszonymi śliwkami - i jak wyżej:))
  6. Kapusta z grzybami, śliwkami i kminkiem - przepis dałam przedwczoraj, a sposób na "bezgluten" podałam na górze tego wpisu:)
  7. Ryba smażona w panierce - tu muszą być dwie wersje, bo panierka to i mąka, i jajka, i bułka tarta, ale bez paniki, zamieniacie zwykłą na bezglutenową, jajka kurze na przepiórcze (wcale nie uczulają), zaś bułkę tartą najlepiej utrzeć sobie samemu, bo kupiona w sklepie zawiera kurze jajka albo nawet mleko (zależy, z czego jest zrobiona), natomiast bezglutenowe pieczywo każdy sobie kupuje o takim składzie, jakiego wymaga jego dieta. I spokojnie - taka panierka smaży się identycznie jak zwykła, więc naprawdę no problem:).
  8. Kompot z suszu - wielką pakę mieszanki suszu na ten kompot już mam kupioną! To jest pyszne!
Święta - spis dań:

  1. Pieczony schab - naturalnie bez glutenu:) - nacieram olejem z solą, ziołowym pieprzem i tymiankiem, nacinam dziurki w wkładam w nie plasterki świeżego czosnku, wkładam do foliowej torebki i na noc do lodówki, potem w rękaw do pieczenia (rękaw nakłuwam w paru miejscach, super się w nim piecze, bo mięso zostaje w środku soczyste, nic na piekarnik nie pryska i ma się pyszny sos własny) i do piekarnika na 200 stopni na pół godziny, potem schodzę do 180 stopni i jeszcze godzina. Gotowe!
  2. Pieczone fileciki z udek kurczaka - :)) - nacieram olejem z solą, ziołowym pieprzem, słodką papryką, dodaję kilka cebul pokrojonych w ćwiartki i do woreczka na noc do lodówki, rano w rękaw  i do piekarnika na 180 stopni na jakąś godzinkę tylko, bo to delikatne mięso.
  3. Pieczony karczek - :))) - znów marynata na bazie oleju, soli, pieprzu ziołowego i może jakichś ziół ułatwiających trawienie (jakkolwiek to brzmi:) - chodzi o oregano albo coś w tym stylu, a zresztą można przyprawić, czym się chce i będzie dobrze, rano w rękaw i do pieca na 180 stopni na godzinę do półtorej, zależy od wielkości kawałka - ważne, aby rękaw ponakłuwać, bo gotów pęknąć.
  4. Ze dwie jakieś naprawdę szybkie sałatki - bez majonezu i bez jajek (tym razem z mojego, a raczej z karmionego przeze mnie Małego, powodu:) - jeszcze nie wiem, jakie, pewnie powstaną z improwizacji, jak zwykle. Się zobaczy, co tam będzie w lodówce i szafce, po prostu.
Bo i tak najważniejsze są...

Ciasta!
  1. Piernik - dwie wersje (bezglutenowa domowa i ta druga - z gotowca robiona).
  2. Keks - dwie wersje, obie domowe.
  3. Makowiec drożdżowy - dwie wersje (bezglutenowa na drożdżowym spodzie i zwykła - strucla makowa zamówiona w świetnej piekarnio-cukierni:), gdzie są rewelacyjne, ze sporą ilością maku i bakalii oraz niedrogie).
  4. Ciasteczka korzenne - wiem, że to przesada, tu je uwzględniać, bo zostały kupione, a nie upieczone przeze mnie, i czekają na swój moment ukryte przed naszym łakomstwem.
Tak patrzę na tę listę słodkości i wychodzi mi, że mam do upieczenia trzy ciasta bez glutenu, jedno zwykłe "nie z gotowca" i jedno z gotowca (ale też jednak trochę pracy wymaga). W sumie 5 ciast. Uważam, że to sporo, jak na mnie.

Przepisy na niektóre bezglutenowe potrawy

Makowiec drożdżowy + wersja bez glutenu
Spód:
Niecałe pół kostki margaryny ucieram z cukrem pudrem (2 łyżki), dodaję 1 szklankę mąki bezglutenowej Schaar (lub zwykłej), 1/5 szklanki napoju ryżowego (lub mleka), 25 gramów drożdży rozrobionych z łyżką napoju ryżowego (lub mleka) i wyrabiam, aż zniknie cała mąka i "mleko". Rozkładam ciasto na blaszkę (małą) i daję mu chwilę, żeby sobie trochę podrosło. W tym czasie robię mak.

Mak:  
Kupuję sobie mak mielony (jest taki BackMit), od razu gotowy do użycia, bez namaczania. Biorę dwie paczki po 200 gramów (lubię mieć dużo maku w makowcu, a 40 deko jest w sam raz). Wsypuję go od razu do garnka, dodaję 400 ml napoju ryżowego (lub mleka), 20 deko cukru, torebkę cukru waniliowego, 2 lub 3 łyżki stołowe miodu, aromat rumowy albo migdałowy (co mi się przyśni:), jakieś bakalie (np. rodzynki). To wszystko mieszam i gotuję, aż mi się ładnie połączy i napęcznieje. Potem studzę i do chłodnej masy daję jeszcze powidła śliwkowe - to makowi dobrze robi, bo nie wysycha i nie sypie się, tylko jest mięciutki. Cukiernicy mają na to trochę inny sposób - dodają grysik albo kleik ryżowy, ale powidła brzmią lepiej, prawda?
Wykładam masę na podrośnięte ciasto drożdżowe. Na wierzch można zrobić kruszonkę (3 łyżki margaryny lub masła, 3 łyżki mąki i 3 łyżki cukru - takie są proporcje kruszonki najprostszej). Można też nic nie robić, tylko po upieczeniu (prawie godzinę w 180 stopniach, ale trzeba pilnować, bo każdy piekarnik jest trochę inny) polać lukrem (cukier puder+sok z cytryny lub jakiś inny sok) a na niego jeszcze jakieś orzechy mielone czy płatki migdałów, bo ja wiem... skórka pomarańczowa - co kto lubi:), ale zanim lukier zastygnie. Jest super!   

Piernik bezglutenowy - bez kurzych jaj - bez krowiego mleka

Szklankę miodu, płaską łyżeczkę margaryny, paczkę przyprawy do piernika razem gotuję i studzę. Do chłodnego daję niepełną szklankę cukru, szklankę napoju ryżowego (lub mleka), łyżkę kakao (ale niekoniecznie), 16 przepiórczych jajeczek (albo 4 kurze żółtka, a ubite białka na koniec delikatnie wmieszać w gotową masę - ja nie umiem oddzielić białek w tych maleńkich przepiórczych jajeczkach, więc daję je w całości, ewentualnie całe ubijam na puszystą masę z tą wcześniej wymienioną szklanką cukru i wtedy nie daję go wcześniej), 3 szklanki mąki na chleb Schaar (lub zwykłej pszennej) wymieszanej z łyżką sody oczyszczonej. Uwaga: po każdym dodanym składniku wszystko dokładnie (na wolnych obrotach) mieszam mikserem. Potem można dosypać bakalie i delikatnie wmieszać je łyżką, ale w "bezglutenie" jest spore ryzyko, że opadną na dno i zrobią z piernika jeden wielki zakalec:)
Piekę go mniej więcej godzinę w 170 stopniach.

Keks bezglutenowy - bez kurzych jaj - bez krowiego mleka

Ucieram kostkę margaryny, dodaję 20 przepiórczych jajeczek (lub 5 żółtek kurzych + na sam koniec ich białka ubite na pianę) po kolei podczas tego ucierania. Potem stopniowo sypię podczas ucierania szklankę i jeszcze ćwierć cukru pudru, półtorej szklanki mąki chlebowej bezglutenowej Schaar (lub zwykłej), łyżkę stołową proszku do pieczenia, opcjonalnie łyżkę spirytusu i najwyżej pół kilo bakalii namoczonych i obtoczonych w mące. Delikatnie mieszam, wykładam na wąską blachę i do pieca na 50 minut i 170 stopni.

Jeszcze wczoraj pasteryzowałam moją kapustę z grzybami, aby nie zepsuła się do świąt

6 komentarzy:

  1. ciężka harówka taka dieta bezglutenowa!

    OdpowiedzUsuń
  2. A Ty jesteś uczulona na gluten? Czy tak dla zdrowia i z własnych chęci? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie, ale mamy uczulonych w rodzinie:) Miło mi Cię widzieć na moim blogu:))

      Usuń
  3. Gluten dla nikogo nie jest dobry... dlatego warto go unikać, a przynajmniej ograniczać...
    Super blog... ;)

    ...
    http://lauttin.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za miłe słowa! Cieszę się, że podoba Ci się mój blog:))

      Usuń
  4. Witaj,
    Wreszcie udało mi się usiąść do kompka i nadrabiam zaległości blogowe. Dziewczyno, jesteś kopalnią przepisów na proste potrawy, a do tego zdrowe. Muszę je sobie pościągać i skorzystam w przyszłym roku. Kapustę wegetariańską dostałam, ale Twoja wygląda tak smakowicie, że chyba skuszę się na wypróbowanie przepisu z jabłuszkami. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.