poniedziałek, 13 stycznia 2014

Nie moja bajka

... z cyklu "Co w szafie piszczy?"


Tak szczerze mówiąc, to mimo tego, że lubię te fotki, zaczynam się nudzić wstawianiem ich na blog w kolejnych wpisach. Już mi się nie chce każdemu wyjściu z domu poświęcać odrębnego postu, już mi się nie chce kombinować, co by tu na siebie włożyć, aby potem było jak "ideę" do tego dorobić. I opisać.


Chyba to nie moja bajka. Jednak. Co nie znaczy, że nie lubię ciuchów, mody i modowych blogów. Niektórych. Ale tak naprawdę to na żadnym z nich długo miejsca nie zagrzałam. Najładniejszy i najciekawszy nudził mnie po pół roku. Maksymalnie. Nie dlatego, że słaby, tylko dlatego, że taka ze mnie mody "pasjonatka". I już.

Jednak jako że nie chodzi u mnie o modę, lecz o jej względność właśnie, i o pewnego rodzaju dla siebie samej robiony eksperyment, postaram się wytrwać do jego założonego końca i - raz na jakiś czas - wrzucić sobie parę fotek tego, co udało mi się w celu opuszczenia opłotków własnych wykombinować. 

W zimie łatwo nie będzie, a nawet coraz gorzej, wszak posiadam jedną zimową kurtkę, jedną czapkę, w tej samej liczbie szalik, rękawiczki i trapery, zaś do tej pory aura raczej wiosenna, ale nic to, przetrzymam i byle do wiosny. A wiosną wychodzić będę jeszcze rzadziej ze względu na pylącą się wszechobecną naturę i jej okropny wpływ na stan mojego zdrowia - alergia na pyłki roślin to naprawdę nic przyjemnego. No to i roboty z cyklem "Co w szafie piszczy?" będzie jeszcze mniej. Potem lato i tylko trochę mniej pyłków na zewnątrz, a jesienią cykl się zakończy!

No więc tak właśnie wygląda dotrzymywanie przeze mnie postanowień niedotyczących sprawy życia i śmierci, czyli niezwiązanych z najpilniejszymi potrzebami życiowymi potomstwa, tudzież spraw domowych albo zawodowych.

Niemniej jednak... Jako że... W sumie to proszę bardzo, tak sobie kombinowałam w minionym tygodniu:



No i proszę bardzo, Drodzy Czytelnicy, oto całkiem "nowy" zestaw!!! A jego odmienność od poprzednich polega na - UWAGA! UWAGA! - użyciu zupełnie nowego, chociaż nie, już chyba kiedyś był na blogu, kilkuletniego szaliczka! Co tam, nawet jeśli był, to w takiej konfiguracji jeszcze nie występował, więc mogę uznać, że się nie powtórzyłam:))) To było 5 stycznia.

Niedziela, 5 stycznia. Tak sobie stoję o czwartej po południu i w ogóle nie marznę. Jakiś obłęd. Pewnie jakbym dłużej postała, to bym zmarzła, ale i tak kilka minut to trwało, a ja nic. Wszystko, co tu noszę, już było. Wiadomo, że zawsze lepiej się przy takich spodniach wygląda na obcasach, ale nie ma co przesadzać, w końcu to tylko kolejne urodziny, a nawet urodzinki. Bo u małej dziewczynki:) O, przepraszam, zerknęłam i widzę, że wrzuciłam na siebie to pomarańczowe wiszące, bo t-shirt czarny jest, letni, na ramiączkach, z Lidla, był TU, a koszula TU, spodnie TU. Pasek na biodrach też chyba pierwszy raz na blogu, więc w sumie udało się ułożyć niby to nową składankę z tych klocków:) Pasek ten ma tę zaletę, że jest z gumy, a przód ma taki nawet ciekawy - przynajmniej jak dla mnie. Był w komplecie ze spódnicą ołówkową z wysokim stanem (i na ten stan jest przeznaczony właśnie:), której tu jeszcze nie miałam, gdyż jest tak oficjalnie elegancka, że okazji na tym macierzyńskim nie miewam takich. Zatem wisi sobie na wieszaku.

O, a to jest niezwykle "oryginalne" zestawienie klasycznych elementów zimowej garderoby:)) z dnia 12 stycznia, kiedy na zewnątrz szalał w najlepsze wicher, który wymusił na osobie opuszczającej zaciszne domostwo:) uzbrojenie się po zęby, a nawet po uszy i czubek głowy we wszystko, co najcieplejsze. I tak też już było, dosłownie i kropka w kropkę, na trzecim zdjęciu od góry.

Co w tym moim "modowym" cyklu cenię najbardziej? Tak serio - wiek ubrań zupełnie nieprzystający do ich stanu. A mniej serio - moje "wyszukane" plenery. No ale zdjęcia robię tam, gdzie naprawdę jestem, specjalnie nigdzie nie jeżdżę. Z założenia i celowo. To nie są posty o modzie, a o używaniu ciuchów. Tak.

3 komentarze:

  1. :-) I tak podziwiam Twoją inwencję twórczą :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zazdroszczę Ci tego,że taka szczuplutka jesteś:) i mam tylko jedną uwagę pod ten obcisły golf zakładaj jakąś bluzeczkę bo stanik do karmienia się bardzo odznacza i nie wygląda to dobrze,jak karmiłam to zawsze coś zakładałam by nie odznaczał się:)

    OdpowiedzUsuń
  3. haha :-) #mamto samo.
    jakbym miała pokazywać siebie, to by było też prakjtycznie ciągle to samo.
    2-3 pary dżinsów noszone od kilku lat.
    albo jeden dwurzędowy trencz zamieniony na drugi bardzo podobny ;-)

    ale kto by się tym przejmował!

    OdpowiedzUsuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.