wtorek, 21 stycznia 2014

"Szkoda życia", czyli moje Slow Life - początki

... z cyklu "Dyrdymałki"

 

"Slow Life" to stan umysłu. Kilka razy się tu już "zwierzałam", że chodzi o spokojny stosunek do tego, co jest. Staram się tak właśnie do wszystkiego podchodzić. Ale nie od zawsze. Taka "mądra" się zrobiłam, jak mi czterdziestka stuknęła i doszłam do wniosku, że albo coś zmienię, albo będę gonić do śmierci, a i tak nigdy nie dojdę do stanu, kiedy będę mogła sobie powiedzieć, że już, że się z obowiązkami wyrobiłam, że mogę zwolnić.  

 

Lato 2010 - właśnie zaczynamy "hamowanie". Jeszcze nie wiemy, co nas czeka...

Najpierw myślałam, że po studiach to koniecznie trzeba się w pracy wykazać - i zasuwałam w poczuciu "niedoczasu". Później pojawiła się rodzina i małe dzieci - kto przeżył, ten wie, o czym mówię - ostra jazda dopiero się zaczęła. 

Trzynaście lat, dzieci podrosły, w pracy coś się osiągnęło i "czas odpuścić, kupony poodcinać", myślałam i już się nawet do tego z mężem zabraliśmy, aż tu nagle... 

Się okazało, że Nowy Człowiek w drodze. Pomyślałam, że cholera, znów wszystko od nowa, znów orka, znów wieczny pęd! Ciąża usadziła, a raczej ułożyła mnie na kanapie - wiecie, w tym wieku, to już nie to, co "dwudziestki":) Życie mnie wyhamowało. A po tych dziewięciu miesiącach leżenia to też nie jest tak, że wstajesz i idziesz. O, nie! 

Zaczynasz powoli badać teren, stąpasz ostrożnie i powoli wdrażasz się do życia, tylko że z dzieckiem na ręku. Cieszysz się, że ci się udało zrobić śniadanie, wziąć prysznic (kiedykolwiek, bez większych wymagań czasowych:), naprawdę:). Wariujesz ze szczęścia, że wrzuciłaś do garnka mrożonkę i - ta dam! - mamy obiad! Na więcej ani czasu, ani sił ci nie starcza. A przecież w międzyczasie Niemowlę jest. Do ponoszenia, do przytulenia, do przewinięcia, do nakarmienia. W ten sposób, wychodząc powoli z całkowitej niemocy, cieszysz się i doceniasz każdy najdrobniejszy przejaw aktywności, który udaje ci się co dnia uskutecznić. 

Szczerze przeżywasz kolejne czynności, delektujesz się nimi i po prostu jesteś tu i teraz. Świadomie. I dotyczy to w takim samym stopniu przyprawiania zupy, jak i zaglądania w śliczne (och, jakie prześliczne!:) oczka twojego Nowego Człowieka. 

No a poza tym za cholerę nie chcesz wracać do pracy. Nie wiesz, skąd weźmiesz na to kasę, może liczysz na mannę z nieba albo na wygraną w totka, ale jedno wiesz na pewno - nie, nie i jeszcze raz nie. Stanowczo nie. W każdym razie na chwilę obecną. Pozdrawiam!

20 komentarzy:

  1. Moze trudno ci w to bedzie uwierzyc, le ja o paru lat tez juz wyhamowalam swoj ped i troche tak jakbym odcinala kupony. Nie dalo mi sie nie pracowac, ale skoro musze to za sukces uznaje ze prace mam spokojniejsza i lepiej platna niz kiedykolwiek choc by dotrzec do aktualnego punktu harowalam pare lat na te zmiane na lepsze. Ale udalo sie i korzystam z kazdego dnia. MAm okresy aktywnosci miejsckiej i slow lifu wiejskiego, srednia jest ok …
    Po latach stresu i pedu by sie wykazac, bo jak nie to bezrobocie, teraz nareszcie zyje i tez mnie tak oswiecilo kolo czterdziestki… Dlatego ja wszystkim dookola powtarzam, ze prawdziwe Zycie zaczna sie po czterdziestce, jesli tego chcecie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba Cię poproszę o naprawdę konkretniejsze wskazówki, bo jak na razie to jestem w lekkiej panice, co to będzie...

      Usuń
  2. Oj, znów jakbyś opisywała moje życie, moje przemyślenia i moje dylematy. Też mały Człowiek na świecie (10 m-cy) a za mną praca często po 12 h w super-pędzie w super-firmie z super-targetem do zrealizowania ;) Kiedyś myślałam, że to sens mojego życia. Kiedyś myślałam, że dla kariery mogę poświęcić wszystko i wszystkich (tak, niestety do tego doszłam). Wystarczyło jednak na chwilę się zatrzymać i opamiętać.

    Ja również nie chcę wracać do tego co było, bo bardzo doceniam ten czas, który teraz został mi dany. I mogę nareszcie napisać, że jestem szczęśliwa i spełniona.

    Ja też się boję o przyszłość. Choć nie powinnam. Staram się nie bać i słuchać głosu wewnątrz mnie, który wyraźnie powtarza, że teraz jest dobrze. Ze jest tak jak ma być. A skoro tak ma być, to będzie dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jakie to szczęście, że ten macierzyński taki dłuższy jest teraz. Można się trochę dłużej ponamyślać, co dalej:) Ułoży się. Na pewno! Nie można zaprzepaszczać szczęścia i spełnienia, które ma się teraz! Pewnie, że będzie dobrze! Uściski dla Malucha!

      Usuń
  3. to ja, że tak powiem, jeszcze przed magiczną czterdziestką, choć coraz mniej i mniej brakuje:) także powtarzam sobie, że czas na wyhamowanie jeszcze jest:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ola, zawsze mamy czas na wyhamowanie, ale im prędzej, tym lepiej:)

      Usuń
  4. Miło wiedzieć, że coraz więcej ludzi zaczyna mieć w nosie ten owczy pęd oraz pogłębia tym samym swoją świadomość :) bo chyba o to dokładnie chodzi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło widzieć, że powoli te "coraz więcej ludzi" zaczyna się komunikować:) W jedności siła! Może przyjdzie taki czas, że to ci, co tym owczym pędzie, będą "dziwni"?

      Usuń
  5. To cudowne slow pojawiło się i w moim życiu, dokładnie - z początkiem tego roku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Początek nowego roku to moment najlepszy z najlepszych! Powodzenia! Jestem z Tobą:))

      Usuń
    2. Moje imperatywy do bycia bardziej slow mają 4 lata i pięć miesięcy a także koło 40-stki i mocno po 60-tce :)
      Bardzo chcę zwolnić, być bliżej moich bliskich, rodziny.
      Wracam do pracy za trzy tygodnie i obaw mam mnóstwo.

      Usuń
    3. Tak sobie myślę, że obaw uniknąć się nie da. I może przyjęcie ich za normę i spokojny do nich stosunek to jest jakiś sposób na pierwszy krok? Może chodzi o taki wewnętrzny spokój: niezałamywanie się, że się od razu nie osiąga założonego celu, nawet jeśli tym celem jest zwolnienie tempa? Pewnych rzeczy się po prostu nie przeskoczy, trochę się rozpisałam na ten temat we wpisie "Autopilot", gdzie zapraszam!

      Usuń
  6. Dziewczyny, trzymam za Was kciuki. Nie wracajcie do pracy, jeśli tylko możecie. Ja musiałam i wciągnęło mnie z powrotem. Jak się ocknęłam, to okazało się, że mam już dorosłe Dziecko, tylko nie wiem, kiedy ono dorosło. Nie traćcie tego. Potem już się nic nie wróci i nie odrobi. Wiem to. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, dzięki:) Lepiej posłuchać kogoś, kto mówi coś z własnego doświadczenia, niż teoretyzuje. Czyli Ciebie. Człowiek się bardziej mobilizuje do poukładania sobie wszystkiego tak, aby się w kierat nie dać zaprząc na nowo.

      Usuń
  7. No własnie , w dzisiejszych czasach nigdy nie ma tego ,,idealne czasu'' czy mowa o małżnestwie, dziecku, urlopie czy wyhamowaniu. Zawsze znajdziemy to coś byle nie teraz.
    Ja mimo, że jestem w stanie
    rzuciłam pracę
    czekam na urlop
    duzo wolnego czasu
    znajduje sobie mnóstwo zajęc, co z jednej strony oczywiscie jest fajne i rozwija, ale powoduje, że nie umiem zwolnić. Dzięki Ci za ten artykuł.
    Może nauczę się cieszyć z każdego małego wykonanego zadania w kazdym dniu.
    Ania

    http://london-lavender.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę bardzo:) Miło mi, że zajrzałaś i cieszę się, że Ci się podoba:) Zapraszam na stałe:)
      Czasem musi nas zatrzymać jakaś zewnętrzna przyczyna, bo sami jesteśmy tak zamotani, że nie potrafimy.
      Życzę Ci powodzenia!

      Usuń
  8. I mnie kiedyś takie myśli dopadły, każdego dopadają. Taka lekcja do przepracowania... Ja może nie zwolniłam biegu, ale postanowiłam sobie, że będę pozytywniej patrzeć w przyszłość. Przekonałam się już, że co mi pisane, to przyjdzie, nie warto się szarpać... Może to to samo - co wyhamowanie? Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisałaś dokładnie to, co ja tu:
      http://myslownicelife.blogspot.com/2014/01/filozofia-kubka-z-kawa-albo-czym.html

      albo tu:

      http://myslownicelife.blogspot.com/2014/01/autopilot.html

      W pełni się z Tobą zgadzam :)
      Uściski!

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.