piątek, 31 stycznia 2014

Toutes proportions gardées, czyli najważniejsze są priorytety

... z cyklu "Co w szafie piszczy"


Że "nie moja bajka" się już wszem i wobec zwierzałam. Że mimo wszystko foty pstrykać lubię - także. Że od miesiąca prawie ich nie robię, widać.


Dlatego - jako nieznośna do bólu formalistka - czuję się (choć doprawdy, nie wiem, czemu) zobowiązana do wytłumaczenia się z braku kontynuacji wiadomego wątku w tym miejscu. Powód tłumaczenia jest taki, że się na samym jego (wątku) początku na postanowienie - obietnicę (?) zdobyłam, a lubię niezmiernie - zwłaszcza sama sobie - słów danych dotrzymywać i gdy tak się nie dzieje, dyskomfort (natręctwo? ha ha) żyć mi nie daje.

Z tym dyskomfortem to oczywiście toutes proportions gardées, no bez przesady, to tylko ubrania, ale jednak jest, no a poza tym Mili Niektórzy wątek ten dawali znać, że śledzą (albo teraz lepiej jest już powiedzieć: "śledzili") i w związku z powyższym czuję się wobec Nich prawdziwie zobowiązana przynajmniej wytłumaczyć. Co też niniejszym czynię.

Otóż do wykonywania póz różnorakich w celu uwiecznienia na fotce niezbędna jest kondycja. Forma znaczy - ogólna taka. Czyli że jak coś gnębi, coś boli, coś uwiera - nie da rady:( Sorry, ten typ:), znaczy się ja, tak ma. A że okoliczności tak zwane zewnętrzne przeogromny wpływ na formę (tak zwaną:) wewnętrzną mieć potrafią, stąd wpisu z szafy, co to w niej coś piszczy, od dawna brak.

Nie znaczy to naturalnie, że kamieniem w domu siedziałam albo - lepiej powiedzieć - ciężko zalegałam. Nie. Tam, gdzie musiałam, się pojawiałam, ale w tych chwilach ni czasu, ni chęci do zabawy telefonem nie miałam. Bez obaw jednak. Strata to żadna, bo dla podtrzymania początkowo poczynionego postanowienia (dla Nowych Czytelników: fotografowania każdego zestawu przez rok - bez dokupowania ciuchów) wystarczy odnotować, że się jakieś - na oko - 10 razy do przywdziania "zewnętrznych" łaszków zmuszoną było i że się w tym względzie polotem najmniejszym nie wykazywało, to znaczy się na siebie opatrzone już wcześniej do bólu sztuki odzieży wrzucało. 

A konkretnie: dwie pary dżinsów (rozszerzane do traperów - rurki do jesiennych kozaków na koturnie) plus różne swetry (wszystkie już na blogu pokazane) bez najmniejszego oglądania się na sprawy typu: pasuje czy nie? Jeśli już to: wystarczająco ciepły czy nie? Kurtka brązowa sztruksowa - jeśli autem. Grafitowa zimowa - gdy piechotką. Szalik i czapka też znane.

Zatem przepraszam. Bo, krótko mówiąc, grunt to znać priorytety, a naprawdę miałam ostatnio lekko ważniejsze sprawy na głowie. Co mi jednak nie przeszkodziło myśleć i wyprodukować kilka wpisów właśnie z tego, co mi się mimo wszystko snuło pomiędzy. Tak więc oto ciężki wpis o modzie bez jednego zdjęcia. Co może o moim do niej stosunku prawdziwie zaświadczyć. Można powiedzieć: było się nie porywać! No trudno!

Pozdrawiam!

8 komentarzy:

  1. No i nie wiem co napisać:) więc tylko pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozdrowienia są zawsze okey:)) Więc ja także pozdrawiam Ciebie! I dziękuję:)

      Usuń
  2. Nie jestem zwolenniczką żelaznej konsekwencji, nie zawsze ma sens. "Grunt to znać priorytety" otóż to :-) Może pisze tak również dlatego, że mam słomiany zapał i wiedząc o tym, nic bym nie zaczynała, bo jeszcze nie skończę... Wolę coś zacząć i później zrewidować podejście, a nawet się wycofać niż nie wykorzystywać ciekawych pomysłów. Ja tam się cieszę, że miałaś tu na blogu taki cykl i mogłyśmy Ci zajrzeć do szafy :-) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za słowa wsparcia:) Masz rację - podejście, które można, a nawet należy, rewidować, to bardzo dobre podejście! Pewnie jeszcze do "szafy" wrócę. Jak mi się troszkę reszta unormuje:)

      Usuń
  3. hej, kwieciście napisane, ale do końca nie wiem, czy będą jeszcze fotki ? Czy weny i chęci brakowało w tym minionym miesiącu tylko ,( ale komu nie brakowało ? ) i za chwilę znowu będzie coś do oglądania? Tak mnie nawet naszło, żebyś skorzystała z wyprzedażowego okresu i za nieduże sumy okazjonalnie nabyła coś, co pewnego wigoru by zabawie nadało.
    Bo ja śledzę, śledzę :) i serdecznie pozdrawiam i dobrego życzę. BMkofola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiesz, kwieciste pisanie najczęściej ma jakieś ukryte cele:) Bo tu z jednej strony lekki brak weny, a z drugiej jak tu mieć wenę, gdy nie ma głowy do takich rzeczy? Chciałabym jeszcze do zdjęć wrócić i mam nadzieję, że się uda:) Co do niedużych sum, to w sumie bym mogła:) Jednak postaram się tego nie robić, może uda mi się do końca lata nie nabywać:) - jak sobie założyłam. Dzięki za ciepłe słowa:)))

      Usuń
  4. Widać, jakie mam zaległości w czytaniu, ale i tak wpisuję się tu, bo mam nadzieję pocieszyć lub rozgrzeszyć z niedokończonego lub przerwanego chwilowo projektu. Otóż, zamiast wymądrzać się sama, wklejam linka http://pinczek.pl/przerywanie-niewaznych-czynnosci/ na bloga, który kiedyś znalazłam i na którym młody człowiek pisze ciekawie i do rzeczy. Zgadzam się w 100%, że niekończenie spraw, które okazały się niezbyt porywające dla nas jest oszczędnością naszego czasu, który możemy spożytkować znacznie ciekawiej i przyjemniej, a także z większym pożytkiem niż na siłę kończyć to, czego skończenie nie przynosi nam frajdy. Znajdzie się coś innego, co skończymy z pieśnią na ustach. Pozdrawiam :)))

    OdpowiedzUsuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.