piątek, 28 lutego 2014

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, czyli Letnia Zadyma w Środku Zimy

...z cyklu "Dyrdymałki" 

 

"Uwolnić słonia!" - krzyczało Towarzystwo Przyjaciół Chińskich Ręczników. A poza tym: "Róbta, co chceta!". No i wszyscy chodziliśmy "Na Przełaj".

 


Minęło trochę czasu od kolejnego Finału. Trochę się zadziało. Ze strony mediów. Blogerów. Trochę? O wiele za wiele. Bez wykrzyknika. Ja wcale nie chcę tu wrzeszczeć. Na nikogo. Mnie po prostu chce się wyć.


Każdy wie, co się wokół Jerzego Owsiaka dzieje. Szkoda strzępić języka. Dla mnie żałosna żenada, którą nie warto się za bardzo przejmować, choć strasznie dołuje i wkurza. Bo:

Po pierwsze. Nikt nie jest idealny. Z pewnością on także nie. Co z tego? Ilu nieidealnych, całkiem zwyczajnych, pomaga? Odpowiedź - wielu. Bardzo wielu. Lecz prawie nikt na taką skalę. To nie zarzut. To przykład dla dostrzeżenia zasady proporcjonalności. Tych wielu nieidealnych - co ratują cudze życie, uśmierzają cudzy ból, towarzyszą w cudzym cierpieniu, wpuszczają nadzieję, opiekują się wytrwale, dzielą ostatnim groszem systematycznie i przez to stale sobie czegoś potrzebnego odmawiają - a więc tych wielu nieidealnych także zamiast podziwu doświadcza raczej ludzkiej zawiści i podejrzliwości: Ciekawe, co on z tego ma? Pewnie chce podreperować własne ego. To nie altruizm, on zbiera punkty do CV. Na pewno ktoś (kto???) mu za to płaci! Pomniejsi nieidealni pomagają na małą, a więc niemedialną, skalę. I w oczy kłują lokalnie. A Jerzy Owsiak taki miał kiedyś (22 lata temu, pamiętam doskonale pierwsze apele w Rozgłośni Harcerskiej) kaprys, żeby zagospodarować potencjał alternatywnych (ktoś pamięta, co to wtedy znaczyło?) nastolatków jarocinolubnych i im podobnych. Zagospodarować wokół czegoś wartościowego. I stanął punk, skin (tak, wtedy jeszcze tak!) i heavymetalowiec - jeden obok drugiego - na jarocińskim festiwalowym koncercie i wyciągnął w górę białą kopertę, w której spoczywał banknot na zakup sprzętu kardiologicznego dla Centrum Zdrowia Dziecka, gdzie wybitni chirurdzy patrzyli na umierające dzieci, bo nie było czym operować. Po roku zbiórki i po Pierwszym Finale Polska z szarego końca przeniosła się do europejskiej czołówki przeżywalności dzieciaków chorych na ciężkie i wrodzone wady serca. Nie piszę fachowo, bo się nie znam, ale z grubsza tak to pamiętam. Wielu pytało, gdzie było państwo, ale dla zwykłego przerażonego, zmartwiałego z bólu i lęku rodzica ważne było tylko to, że jego dziecko dostało szansę. Którą polscy kardiolodzy umieli przekuć w życie. Mieli sprzęt. Powiem tak. Mam dzieci. I gdyby któreś z nich miało umrzeć lub przeżyć w zamian za moją duszę, sprzedałabym ją. Bez wahania. Wierzę, że Jerzy Owsiak jest uczciwym człowiekiem. Ale w sytuacji zagrożenia życia dziecka byłoby to ostatnia obchodząca mnie sprawa, gdyby mimo jakichś nieprawidłowości zrobił tyle, ile zrobił. W nieprawidłowości nie wierzę. Amen.

Po drugie. Kiedy żołnierz idzie na wojnę, by bronić słabszych, często robi to metodami, które przemilczamy, bo dobro, które podlega ochronie, jest większe i nieporównywalne ze szkodą agresora, przeciwko któremu występuje. Ryzykuje swoim życiem i zdrowiem. Czasem też odpowiada przed sądem, gdyż uważa się, że przekroczył uprawnienia. Czasem udowadnia brak winy. Czasem mu się udaje. Albo nie. Ale zawsze stoi za nim dobro tych, którzy dzięki niemu mogą dzisiaj żyć. To jego moralne zasługi. Wiem, że nie jest tak, że jeśli kogoś ratujesz, to masz prawo czynić więcej zła przez swoje zasługi. Nie. Ale często jest tak, że o zło posądzają cię ci, co nigdy na wojnie nie byli i nikogo nie uratowali, co własnego życia nie narażali, lecz z odrazą zmieniali kanał w telewizorze. Jerzy Owsiak nikogo nie skrzywdził, nie zabił, nie okradł, więc niczego przemilczać tu nie trzeba. Za to uratował naprawdę wielu, znosząc obelgi, oszczerstwa, wystawiając się na ataki. Robi coś bardzo medialnego, za co młodzi go uwielbiają. I dla czego za nim idą. Stoją na mrozie, śniegu albo deszczu, jak w tym roku. 

Dlatego nawet jeśli zarzucają mu najgorsze, nawet jeśli nie wszyscy mu wierzą, to i tak wszystkie uratowane od śmierci dzieci, wszystkie uratowane dzięki sprzętowi i szkoleniom ofiary wypadków, wszystkie zaznające ulgi w cierpieniach starsze osoby, świadczą za nim. Tego nie da się wymazać żadnym zarzutem, żadnym posądzeniem, oszczerstwem. 

A Wy, "praworządni" i "prawomyślni" stróże "moralności", wiedzcie, że jedno uratowane ludzkie życie warte jest każdej rany na ciele tego, kto ratuje. I dlatego nic mu nie możecie zrobić. Choćbyście nie wiem jak chcieli i nie wiem jakie winy próbowali mu udowodnić. To, że dzięki pieniądzom WOŚP tylu ludzi żyje, unieważnia wszystkie wyimaginowane grzechy Jerzego Owsiaka, nad którymi się tak rozwodzicie. Nawet gdybyście jakimś cudem mieli rację i gdyby on jakimś cudem był winien - oni i tak żyją. Dzięki WOŚP.


Tak swoją młodość wspominał kiedyś Kazik z Kultem





 A to moja prawdziwie KULTOWA:) PARADA WSPOMNIEŃ
 
Do Jerzego Owsiaka pisało się listy na adres Rozgłośni Harcerskiej - a on odpowiadał. Początkowo własnoręcznie, później z pomocą ekipy:





Tuż przed upadkiem komuny, na początku 1989 r., w warszawskim klubie "Stodoła" odbyła się pamiętna Letnia Zadyma w Środku Zimy. Rockowe kapele grały kawałki sprzed dwudziestu lat - to znaczy z lat 60. Grały je całkiem współcześnie - punkowo:)))




 
Imprezę sponsorowała Westa, a promował "Na Przełaj", w którym z tej okazji opublikowano adresy ludzi piszących do Jurka. Dziś bym się wściekła, gdyby ktoś tak bez pytania wydrukował mój adres - wtedy byłam przeszczęśliwa. Dostałam mnóstwo listów. Nawiązało się kilka naprawdę trwałych przyjaźni korespondencyjnych w różnych odległych zakątkach Polski, a niektóre z nich wzbogaciły się na przykład o wspólne spędzanie wakacji - i to nie jeden raz :)







 
No i wisienka na torcie: ukazała się książka zatytułowana nomen omen: "Listy do Owsiaka". Do druku wybrano te najbardziej odlotowe - w tym dwa moje, choć ich tu nie pokazuję :)

Dobrze mieć co wspominać...


5 komentarzy:

  1. Ja jestem z innego pokolenia, więc nie mam takich wspomnień, a moje patrzenie na WOŚP ukształtowało środowisko raczej zdystansowane do tej akcji, że użyję takiego eufemizmu ;-) Ja sama puszek nie zasilałam, raczej dlatego, że mam wrodzoną przekorę do wszelkich masowych akcji, zwłaszcza hałaśliwych medialnie. Ale w pełni rozumiem, że to ludzi działa. Więcej: że to kosztuje. Że nie każdą złotówkę da się na fakturach wykazać. Ale wrogiem nie byłam i nie jestem, raczej neutralem- do czasu urodzenia wcześniaka, kiedy serduszka zerkały na nas z każdego kata szpitala.. Od tego czasu wrzucamy swoją cegiełkę, choć nadal nie rozumiem oklejania się od stóp do głów naklejkami WOŚP :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, cieszę się, że jeszcze zaglądasz na blogi:) Twoje małe jest żywym dowodem na to, że najbardziej się człowiek do czegoś przekonuje, kiedy zaczyna go to dotyczyć. Była edycja na sprzęt do ratowania wcześniaków, chyba nawet nie jeden raz. Może wiesz, że wszystko zaczęło się mniej więcej z takiego powodu, jak u Ciebie - Jurkowi urodziła się (jakoś tak 23 lata temu) córka Ola, która miała ciężką wadę serca i nie bardzo było ją jak uratować. Lekarzom cudem się udało. On patrzył na mizerię szpitala i na to, w jakich warunkach wybitni kardiochirurdzy dokonali tego cudu na jego dziecku. Ale też na to, jak umierały w tym szpitalu inne dzieci. Powiedzieli mu, że mogliby, że patrzą na USA, na zachodnią Europę, gdzie sprzęt jest, że gdyby go mieli w Polsce... On był już wtedy medialnie znany, to już było po tych czasach, które u mnie na fotkach. I to właśnie wtedy rozkręcił Orkiestrę. Przy pomocy ludzi, którzy pisali mniej więcej takie listy, jakie widać u mnie powyżej. Wiadomo, ci ludzie nie są idealni. Ale to właśnie oni, nikt inny, robią to od 22 lat i ciągle przyciągają młodszych. Sądzę, że to wielka sprawa, taka edukacja, że można - choćby i raz do roku, za to na ogromną skalę - zrobić coś naprawdę bezinteresownie. Bo dziś bezinteresownie pracują tylko wolontariusze. Pamiętam, że pierwsze finały polegały na tym, że grać na nich mógł tylko ten zespół, który nie chciał zapłaty. I zespoły grały. Dziś to już pieśń przeszłości, niestety... Pozdrawiam Ciebie i Córeczkę:)))

      Usuń
  2. Twoje słowa TU były mi słowem na dzisiejszy dzień 25-lecia. Tacy ludzie jak Owsiak właśnie, czy nieżyjący Marek Kotański i Jacek Kuroń ze swoja kuroniową zupą, powinni dostawiać dziś medale. To Oni według mnie robili wtedy wolność robiąc co chceta, ale dobrze dla tych, którzy najbardziej potrzebowali, najbardziej bezbronnych. Dzięki, bo już zapomniałam, że było kiedyś TPCHR :) Kibicowałam tym, którzy chcieli uwolnić słonia... Pamiątki fantastyczne i takie niespodziewane niespodzianki tu znalazłam. Baaardzo dziękuję . Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rocznica piękna. Kuroń - łezka w oku. TPChR - ech! A Kotan był moim idolem, oglądało się "Porę na czarownice" - pamiętasz?

      Usuń
  3. Kotan był absolwentem mojego LO czyli "Jedynki". Też mieszkał na Żoliborzu. Mój wychowawca był kiedyś Jego wychowawcą, więc przyszedł kiedyś na godzinę wychowawczą i zachęcała do współpracy. Miał taka wizję dobrego wpływu "zdrowych" na uzależnionych. Wkrótce powstał pierwszy MONAR na ul. Hożej. Pamiętam taką rozmowę z Nim, kiedy wprowadzili stan wojenny. Ja że teraz trzeba rzucić narkomanów i że walkę z ZOMO rozpocząć, a On, że komuna i tak upadnie, a narkomani nie mogą czekać. Wtedy miałam 20 lat i Go nie rozumiałam, dziś jak najbardziej. Potem założył Głosków, a ja na pedagogice na UW tak się tam trochę kręciłam. Potem wybrałam specjalizację "nauczanie początkowe" i kontakt osobisty się urwał, ale zawsze sercem byłam z Nim. Też wtedy, gdy na niego napadali jak na Owsiaka. Żal, że już niem Go z nami. Smutne, ale mimo wszytko - Miłego. Beata

    OdpowiedzUsuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.