środa, 19 marca 2014

Slow fashion - minimalizm w modzie czy mentalny freestyle?


... z cyklu " Co w szafie piszczy?"

 

„Slow fashion” nie jest nazwą kolejnego stylu ubierania się. Jest stylem myślenia o ubieraniu się. Myślenia niepodległego domom mody, projektantom, cudzym gustom ani ich ograniczeniom. 


Wełna jest dobra na każdą porę roku, prawda?:)

Z drugiej strony nie jest także próbą narzucenia sobie ograniczeń własnych. Raczej chęcią uważnego przyjrzenia się sobie, swym ubraniom, ich zastosowaniom i własnemu do nich stosunkowi. Oraz wyciągnięciem wniosków. Wniosków, które można wprowadzić w życie, przełożyć na mniej lub bardziej wiążące drogowskazy.

Warunek jest tylko jeden: nic na siłę. Bo „slow fashion” to nasz własny mentalny freestyle. I to był ostatni raz, kiedy użyłam cudzysłowu. Dalej – na znak, że wyrażenie to przyjmuję za zwykłe – rezygnuję z niego już na zawsze.

No więc… Ubieranie się w stylu slow. Pozornie bezsensowne zestawienie słów. Pozornie. Nie chodzi bowiem dosłownie o „powolne” ubieranie się – choć w sumie czemu by nie? – a raczej o swobodny, wolny od ograniczeń i napięć stosunek do mody oraz wszystkiego, co ma z nią bliższy i dalszy związek. Przy czym stosunek ten tylko na początku może zostać zaczerpnięty z zewnątrz, zainspirowany wypowiedzią, artykułem, książką. Później powinien już wypływać z wewnętrznego przekonania osoby uprawiającej modę w stylu slow. Warunkiem koniecznym – i jak się jeszcze okaże: jedynym – obecności slow fashion w naszym życiu, jest nasz własny mentalny freestyle. 


Czym on jest? Na czym polega freestyle’owe podejście do mody? Czy chodzi o ograniczenie do minimum posiadanych sztuk odzieży? O kupowanie wyłącznie ubrań pochodzących z lokalnej produkcji? Czy może – w wersji dla odważnych – o samodzielne szycie z ekologicznych materiałów? Albo o łączenie w jedno różnych stylów, czyli modowy eklektyzm? Może tak być. Jednak wcale nie musi.


Aby nie tworzyć długiej i nudnej psychologiczno-filozoficznej rozprawy, warto rzecz raz na zawsze gruntownie przemyśleć, a następnie uporządkować wnioski. 

Na przykład tak: 

·       DOBROWOLNOŚĆ „UŻYCIA”

Slow fashion uprawia się dobrowolnie, bez poddawania się jakiejkolwiek presji płynącej z gazet, książek, telewizji albo internetu (to ważny warunek, ponieważ obecnie panuje moda na slow life, poddawanie się której bez przekonania stanowi karykaturę idei samej w sobie bardzo dobrej).


·      ZMYSŁY, ZMYSŁY…

Docenić już posiadane ubrania… Zachwycić się do głębi tą jedną jedyną bluzeczką, na którą można sobie od czasu pozwolić. Zbadać opuszkami palców fakturę, mięsistość materiału. Wtulić twarz w jego miękkość. Poczuć szorstkość. Delikatność jedwabiu na skórze. Ciepło wełny. Jednym słowem – uruchomić w sobie szósty zmysł: UWAŻNOŚĆ. Która ma swoją wagę i zastosowanie w całej idei slow life. Być uważnym przy pomocy zmysłu dotyku. Ale także przy pomocy wzroku – bezwstydnie długie przeglądanie się w lustrze nie musi być przejawem narcyzmu. Podobnie jak kontemplowanie cienia własnej sylwetki wysmuklonej kątem padania słonecznego światła. Dostrzeżenie wszystkimi zmysłami tych niepozornych szczegółów pozwala czerpać satysfakcję, wzbogacać wrażenia płynące z tego, co już dziś znajduje się w szafie i uchronić się przed pragnieniem dostarczania sobie wciąż nowych doznań przez zakupy.


·         NO TRENDY

Moda w stylu „slow” nie ma nic wspólnego z sezonowymi trendami, co jednocześnie nie oznacza, że człowiek ubierający się na luzie jest niemodny. Mówi się tu po prostu o trochę innym znaczeniu słowa „moda” (tu: ubrania, ich łączenie, tworzenie w ogóle).


·         COŚ ZA COŚ

Kupowanie ubrań w celu zastąpienia nimi tych, które już się zużyły. W wersji dla bardziej pracowitych i chcących wydać więcej pieniędzy - kupowanie ubrań w celu zastąpienia nimi tych, które oddaliśmy innym, bo nam się znudziły. Są na to różne metody, znane zainteresowanym zbyt dobrze, by je tu omawiać.


·         KREATYWNOŚĆ KONTROLOWANA ALBO „NO VISITING”

Określanie odzieżowych potrzeb podczas dokonywanego raz na rok, raz na pół roku albo raz na sezon remanentu własnej szafy, a nie podczas „zwiedzania” galerii handlowych (realnych i wirtualnych). To dobra metoda dla „kreatywnych”, którzy do ujrzanej na wystawie spinki do włosów za 2 złote są w stanie w ciągu trzech minut dopasować i zakupić pięć kompletnych zestawów złożonych z ubrań, butów, dodatków i kosmetyków, które „dziwnym trafem” wyeksponowano w znajdujących się w zasięgu wzroku sklepowych witrynach. No po prostu grzech nie skorzystać i nie poprawić sobie wizerunku.


·       STOP CIUCHOWYM RUPIECIOM

Założenie rocznego, półrocznego albo miesięcznego budżetu – ale naprawdę niewielkiego, rzędu kilkunastu złotych – na szaleństwo, które każdego ma prawo dopaść. I na które – w myśl mentalnego freestyle’u – dobrze sobie czasem pozwolić. W końcu slow fashion to swobodny stosunek do ciuchów, nie żelazna kula u nogi. No więc szaleństwo - byle nie za często, ponieważ przesada w tym względzie łatwo doprowadzi do pozbycia się oszczędności oraz zapchania szafy ciuchowymi rupieciami, które po chwilowej euforii i jednorazowym użyciu okazują się brzydkie, tandetne i w ogóle do niczego.

A poza tym...
  • ponadczasowość i twarzowość wzorów oraz fasonów,
  • związane z powyższym długie życie całego inwentarza:) - praktycznie do zdarcia, zwłaszcza butów,
  • z założenia brak sztywnych założeń i nieskrępowane konwenansem kombinacje,
  • przynajmniej pobieżna wiedza o pasujących do nas i do siebie nawzajem kolorach,
  • swobodne czerpanie inspiracji,
  • dobry stosunek jakości do ceny,
  • nieprzejmowanie się metkami, tylko jakością materiału, wykończeń,
  • ciągłe wymyślanie siebie na nowo - przy pomocy starego w szafie "piszczącego",
  • bezproblemowe odstawianie na bok modowych dywagacji w niesprzyjających im okolicznościach,
  • brak wyrzutów z powodu w tym samym chodzenia do znudzenia,
  • brak wyrzutów z powodu raz na jakiś czas kilkugodzinnych wędrówek po realnych i wirtualnych galeriach modowych, jak również z powodu powstałych w efekcie list (i tylko list) "niezbędnych i koniecznych zakupów", bez których absolutnie nie można się obejść, robienie im specjalnego folderu na pulpicie (by był widoczny!), po czym zapominanie o sprawie na dobre, gdyż takie właśnie obcowanie z "modną modą" może w zupełności zaspokoić w tym względzie pragnienia (przynajmniej moje).
Jak widać, ostatni punkt rozrósł się do nieprzyzwoitych rozmiarów, przez co rozumiem, że czas kończyć tę listę. 

Można by jeszcze długo mnożyć wnioski płynące z rozmyślań nad luźnym i niezobowiązującym, więc też niezwykle wyzwalającym, stosunkiem do mody, modowych zakupów i wierności bądź niewierności aktualnym trendom.

Można by… Jednak tak naprawdę każdy pragnący podążać drogą slow fashion powinien takie wnioski poczynić na własny i osobisty użytek. Bowiem różnimy się nie tylko pod względem wyglądu, gustu czy zarobków, ale także w kwestii utrwalonych przez lata nawyków. Albo ich braku. Różni nas po prostu punkt wyjścia. A to od niego zależy nasz przyszły zbiór zasad.

Słowem – powyższe punkty i ich omówienia mają być jedynie demonstracją określonego stylu myślenia. Stylu wolnego – od presji, trendów, ograniczeń i wpływów. Ponieważ tylko taki styl ma szansę stać się naszym własnym. Ponieważ tylko jemu poddamy się z radością i z poczuciem wyzwolenia. 

Bo slow fashion to wypływająca z głębi umysłu wolność w sposobie patrzenia na modę. 

A skoro wolność, to... Sylwestrowa kreacja może wyglądać tak...

... albo tak:)
 I wszystko gra.

10 komentarzy:

  1. Ciuchowe rupiecie bardzo mi się to podoba:) moja teściowa ma pełno ubrań którym daje drugie i nawet trzecie życie tu dorobi kołnierzyk tam skróci rękaw:) . Ja miałam dwie spódnice rozkloszowane z przed kilku lat teraz na czasie,ale długość była nie bardzo w zeszłym tyg mi teściowa je skróciła i mam modne spódnice bez konieczności kupna nowych:) . Od sąsiadki dostałam dzianinową czarną sukienkę i tylko mama mi dorobi kołnierzyk na szydełku i już sukienka nabierze nowego wymiaru:) . Szkoda tylko,że ja nie mam takiej smykałki w ręku jak ona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie masz:) Uprawiacie slow fashion w najlepszym minimalistycznym wydaniu! Ale do tego faktycznie trzeba mieć smykałkę. I cierpliwość:)

      Usuń
  2. Lubię dobrze wyglądać, ale nie mam parcia na modę. Uważam nawet, że w pewnym momencie hity sezonów stają się opatrzoną tandetą. Lubię second hand'y bo tam zawsze można znaleźć jakieś perełki, które wyrażają mnie a nie aktualny trend. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Święta racja z tą "opatrzoną tandetą". Ciekawe tylko, czemu w danej chwili wydaje się nam, że coś jest w dobrym stylu, a chwilę później już odwrotnie? I podoba mi się Twoje ostatnie zdanie - nadaje się na manifest świadomej fashionistki:))) Pozdrawiam ciepło.

      Usuń
  3. Fajne okreslenie - slow fashion :) Nie "minimalizm w modzie", nie "klasyka" - tylko Twoje własne ujęcie tematu. Bo każdy ma swoje potrzeby i nie ma jednego "zestawu obowiązkowego" dla wszystkich. Ważne, aby czuć się dobrze ze sobą i mieć co na siebie włożyć. A ten stan wcale niełatwo osiągnąć, o czym pewnie wie każda kobieta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że nie pokonała Cię brukselka:) Którą nawiasem mówiąc uwielbiam. Wiesz, jak już popełniłam ten wpis, to wrzuciłam w google'a "slow fashion" - okazuje się, że jest tego mnóstwo w sieci, choć w nieco innym ujęciu, więc to faktycznie jest moje własne, jak piszesz:)

      Usuń
  4. Slow fashion jest nie dla mnie:)mi ciągle brakuje ubrań,szafa pęka w szwach a ja ciągle mam nie dosyć i dziś widziałam braki w garderobie zwykłe gładkie bluzki,jasne jeansy bo kupiłam takie 2m-ce temu i teraz wiszą na mnie:(,ale podziwia Ciebie:) . Pozdrawiam słonecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, każdy ma inny punkt wyjścia - najważniejsze to słuchać swoich potrzeb:) U mnie też słońce - uściski!

      Usuń
  5. no wiesz,
    ja przez jakiś czas miałam koncepcję zakupu miesiąca: czyli, że kupuję coś ciuchowego raz w miesiącu, za kwotę obłędną: powiedzmy do 50 pln.

    i po 3 miesiącach przestało mi się chcieć wymyślać, cóż też ja mogę tym razem chcieć ;-)

    OdpowiedzUsuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.