środa, 12 marca 2014

Slow parenting znaczy rodzicielstwo radosne

... z cyklu "Rodzicielstwo radosne"

 

Tu się od lat udzielam:) I tu zapraszam!

 

Warto być tu i teraz. W każdej dziedzinie. W rodzicielstwie przede wszystkim. Ale! Tu i teraz absolutnie w trybie SLOW. Bo tylko taki "tryb" bycia rodzicem daje RADOŚĆ. Zastanowię się dziś, z czego tak konkretnie ta radość wynika.


Otóż według mnie wynika ona z luzu - w podejściu do dziecka, z dystansu - wobec siebie i swoich błędów i z braku pośpiechu - we wszystkim, co ma związek z dzieckiem.  


Dawniejsi Czytelnicy wiedzą, że tak mówię, piszę i przede wszystkim robię, ponieważ się nauczyłam na własnych błędach. Dystansu nabrałam. Coś Wam jednak powiem: łatwo do rodzicielstwa podchodzić na luzie, kiedy się w miarę dobrze wie, co i jak. Człowiek mający wiedzę i wprawę w jakiejś dziedzinie umie do tego, co robi, podchodzić swobodnie, ponieważ wie, że zbytnie spinanie się obniża efekty, jakość jego pracy. Nie mówię, że już zjadłam wszystkie rozumy - mówię, że się sporo na własnych błędach nauczyłam. Ale nie warto iść tą drogą - drogą błędów, których można uniknąć. Szkoda życia, szkoda młodości. Lepiej od razu mieć wsparcie. A więc kolejny warunek radosnego i "na luzie" rodzicielstwa: wiedza i doświadczenie. Własne. Ale nie tylko. Cudze też mile widziane.

Skąd to wiem? Sama wymyśliłam. Ale ugruntowali mnie w tym Tatusiowie i Mamusie biorący udział w kursach Internetowego Uniwersytetu Mądrego Wychowania im. Stefanii Światłowskiej, gdzie bywam moderatorką. Bywam nią z racji tego, że od ponad dziesięciu lat jako wolontariuszka pracuję na rzecz Fundacji ABC XXI "Cała Polska czyta dzieciom". To plus normalna praca zawodowa sprawiło, że moje życie biegło w takim właśnie zabójczym tempie. Ale sama sobie zgotowałam... 

Dzisiaj już trochę inaczej udzielam się "dla sprawy":), dzisiaj częściowo (i przymusowo - macierzyński urlop:) przekazałam pałeczkę, a sama zajęłam się mniej bezpośrednim (bo internetowym) kontaktem z rodzicami, który w sumie jest może nawet bliższy, gdyż polega na indywidualnych (i nie tylko) rozmowach podczas kursów. 

Piszę o tym, ponieważ planuję w najbliższym czasie rozpocząć tu na blogu cykl "Rodzicielstwo radosne", gdzie podzielę się różnymi obserwacjami poczynionymi podczas kursu "Wychowanie chłopców", który ostatnio moderowałam. 

Cykl prędko nie wygaśnie, bo źródełko obserwacji ciągle bije: dziś rozpoczyna się "Wychowania chłopców" kolejna, już trzecia edycja (cieszę się, że zapotrzebowanie nie słabnie - będzie o czym pisać:). Do kursu można chyba jeszcze się przyłączyć - o tutaj:). Powiem Wam, że naprawdę warto, choćby tylko dla materiałów, które się tam udostępnia. Ale ludzie biorący udział też są warci zachodu - naprawdę:) Gdyby ktoś jednak nie zdążył albo miał same córki w domu:), za tydzień 19 marca rusza "Czytanie jako metoda rozwoju i edukacji" - czytanie dzieciom, oczywiście:) Które prowadzi do wychowania namiętnego czytelnika, oczywiście:)) I chociaż niby to takie oczywiste:))), to jednak warto wejść w temat, bo czasem sprawy, wydawać by się mogło, najprostsze pod słońcem, takie nie są, jeśli się samemu coś pokomplikuje, nawet i w dobrych intencjach. Kurs "Czytanie jako..." jest przede wszystkim dla nauczycieli, ale myślę, że i "szarego rodzica" też nikt nie przegoni, więc zapraszam! Akurat tych kursów nie moderuję, ale robią to inne, też fajne:) dziewczyny:)))
 
Macierzyństwo, w ogóle rodzicielstwo niespieszne... W dzisiejszych czasach?! Przy tym nawale obowiązków?! Jak?! Normalnie. Zwyczajnie. Po prostu. 

Chociaż to, co napisałam, brzmi niewiarygodnie - takie nie jest. I będę się przy tym upierać. Trzecie dziecko na czterdziestkę naprawdę ustawia priorytety i zmienia perspektywę, więc nie bierzcie mnie za kosmitkę, Kochani:)

Z tym że nie zawsze tak było. Kiedyś i samemu się pędziło, i dzieci popędzało. Pośpiech. Na każdym "odcinku" - szybko wstawaj, szybko się ubieraj, szybko jedz to pyszne śniadanko. Raz-dwa budujemy tę wieżę, bo mamusia ma w pralce ubrania i koniecznie musi je rozwiesić, a jak nie, to nie będzie na jutro spodenek. Spacerek to ruch, nie zatrzymuj się co chwilę, bo w ten sposób nigdy nie dojdziemy do domu. Czemu to dziecko jeszcze nie śpi?! Nakarmione, utulone, bajka przeczytana, co jeszcze? Czuję, że zaraz wyjdę z siebie, bo mam do poprawienia ze czterdzieści kartkówek, dochodzi dziewiąta, a kolacja i prysznic powoli nikną za horyzontem. I nie, nie jestem samotną matką. Druga Połowa tak samo "walczy" z drugim potomkiem. 

Tym razem nie. Tym razem inaczej. Czuję się za stara na wmawianie sobie, że zwolnię, jak... Jak odchowam, jak zarobię, jak ugruntuję pozycję w pracy. I żeby nie było, że łatwo mi tak mówić, bo już to wszystko osiągnęłam. Tak nie jest. Dziecko jest małe - jeszcze do odchowania. Zarobki... - zamiast oszczędności kredyt. Co do "ugruntowanej" pozycji w pracy - mam nadzieję, że widać ten cudzysłów.

Tym razem czuję, że nie mam czasu. I nawet nie chodzi o wiek. Po prostu przez kilkanaście lat próbowałam "odchować, zarobić, ugruntować". Jestem w punkcie wyjścia. Tylko dzieci (prócz jednego) starsze - i ja także. 

6 komentarzy:

  1. Moje macierzyństwo jest bardzo niespieszne, ale doskonale zdaję sobie sprawę, że wynika to w niewielkim stopniu z mojej spokojnej natury. Przede wszystkim z tego, że mam na razie jedno dziecko, a po drugie - nie muszę godzić spraw domowych z zawodowymi. Nie jest to do końca mój wybór, ale cieszę się, że tak jest. Bo mogę delektować się tym czasem i napełniać bak wspomnień na przyszłość. Czekam z niecierpliwością na nowy cykl wpisów. O dziewczynkach tez będzie? ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, myślę, że okoliczności zewnętrzne to jedno, zaś spokojne usposobienie to drugie. Prawdopodobnie osobie o bardziej niespokojnej naturze trudniej jest uprawiać slow parenting nawet mimo sprzyjających warunków. I o dziewczynkach będzie na pewno:) Zapraszam!

      Usuń
  2. Dzieci zdecydowanie za szybko rosną - to fakt, który dzieje się w naszym życiu zdecydowanie ZA SZYBKO! Poza tym jestem z maluchami w domu i na szczęście, póki co, nigdzie się nie spieszę, jednak wszystko na pewno trochę się zmieni kiedy Kuba pójdzie do przedszkola...wówczas z pewnością życie zrobi się nieco szybsze... Nie słyszałam o takich kursach i chętnie zerknę.
    Pozdrawiam :-)

    W wolnej chwili zapraszam na urodzinowy konkurs z mocą nagród do wygrania :-)
    http://mamablogujepl.blogspot.com/2014/03/urodzinowe-rozdanie-czyli-urodziny.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, dzieci za szybko rosną, a większość z nas "za szybko" je wychowuje.
      Najlepsze życzenia urodzinowe:)) Spróbuję szczęścia w konkursie:)

      Usuń
  3. Ja muszę się wiele nauczyć widzę u siebie ,że bawię się z synkiem i nagle przerywam bo skończyło się pranie trzeba wywiesić a to już pora gotować obiad ciągle coś...nie umiem siedzieć tak po prostu tylko z dzieckiem i się bawic gdy wiem,że podłoga nie odkurzona itp . Mąż mówi świat się nie zawali od paproszka na dywanie a mnie on drażni bo sobie myslę a gdyby teraz ktoś przyszedł i zobaczył,że nie mam odkurzone?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak mam. I tak sobie myślę, że to kwestia tego, jak sobie to poukładamy w głowie. Bo przecież robienie obiadu, pranie albo sprzątanie to też jest część opieki nad dzieckiem, które powinno mieć czysto, dobry obiad i wyprane ubranka. I niekoniecznie kosztem zarwanej nocy mamy. Ja staram się tak układać, aby praca w domu odbywała się, gdy dziecko jest chętne do samodzielnej zabawy w kojcu, czyli przed południem. Po południu już wymaga towarzystwa przy zabawie, więc jestem z nim. Ale wiadomo, że to nie zawsze tak się uda w praktyce.

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.