czwartek, 27 marca 2014

Wnętrze minimalistyczne. Plan. Praktyczne porady

...z cyklu "Slow Homing"

 

Wnętrze minimalistyczne. Plan. Praktyczne porady  

Na wnętrze dobrze mieć dobry plan. I dobrze się go trzymać. Niedobrze się do niego niewolniczo przywiązać. Dobrze go z rozmysłem korygować. Z rozmysłem nie znaczy pod wpływem chwilowych fanaberii, olśnień, wrażeń doznanych podczas wizyt w sklepach, pod wpływem oglądania pism wnętrzarskich (przydatne tylko w celu racjonalnego inspirowania się) albo wizyt u luksusowo (na pierwszy rzut oka) urządzonych znajomych. Nie mamy pojęcia, jak mieszka się znajomym, a w sklepach i wnętrzarskich stylizacjach nikt w ogóle nie żyje.


Minimalistyczna filozofia urządzania wnętrz zakłada posiadanie minimum przedmiotów. To znaczy minimum mebli, minimum ozdób (o ile w ogóle), minimum sprzętów i wszelkich pozostałych artykułów wyposażenia wnętrz.

Moja filozofia luksusu dokłada do tych założeń maksimum zastosowań tego, co do minimum zostało ograniczone. W poprzednim wpisie mówiłam o optymalizacji wnętrza, które nie powinno powodować dyskomfortu, gdyż ma być azylem i miejscem, w którym możemy wieść spokojne, proste, ale i luksusowe życie, które we własnym przypadku nie przypadkiem:) nazywam My Slow Nice Life.

Zanim jednak przystąpimy do wyposażania lokum w to, co uznamy za niezbędne, dobrze jest wpierw uczynić taki naprawdę podstawowy plan. Plan zakładający kształt (dosłownie, w sensie: obrys) całej przestrzeni, którą mamy sobie stworzyć. 

Tu napotykamy pierwsze ograniczenia w postaci planu zabudowy, wielkości działki, wysokości posiadanych środków albo w postaci już gotowego, zaplanowanego i zbudowanego bez naszego najmniejszego udziału domu czy mieszkania. Czasem jeszcze mamy do dyspozycji tak zwany "stan deweloperski", który stwarza możliwość samodzielnego zaplanowania ścian działowych, choć już nie rozmieszczenia pionów wentylacyjnych (komin) i kanalizacyjnych. 

Dobry plan to plan minimalistyczny, czyli oszczędny, ale jednocześnie racjonalny, ponieważ to stanowi o naszym późniejszym luksusie.

Jak to się robi?
Racjonalna oszczędność na poziomie planowania kanalizacji w nowo budowanym domu polega na przykład na zaplanowaniu tylko jednego pionu i umieszczeniu go w ścianie, po której jednej stronie urządzimy kuchnię, a po drugiej łazienkę. W tym samym miejscu wyprowadzamy dopływ gazu - także potrzebny w obu pomieszczeniach. Dodatkowo taki układ wymusza umieszczenie pomiędzy nimi komina, który dzięki temu może być tylko jeden. Pod warunkiem, że plan poddasza także podporządkujemy warunkom parteru. A jeśli planujemy kotłownię i pralnię w piwnicy, koniecznie umieśćmy je dokładnie pod kuchnią i łazienką - to racjonalne: warto wykorzystać istniejące piony oraz umiejscowiony tam komin. 

Co zyskamy? 
Po pierwsze: oszczędzimy pieniądze na budowę tych nietanich przecież instalacji. Po drugie: kominiarzowi zapłacimy za sprawdzenie tylko jednego komina - i tak już będzie zawsze. Po trzecie: oszczędzimy miejsce, ponieważ ściana z kominem jest zwyczajnie grubsza od zwykłej działowej, a nawet nośnej. A dobrze wykorzystana przestrzeń jest w domu minimalisty na wagę złota. Dlaczego? Ponieważ stwarza możliwości, a posiadanie możliwości jest samo w sobie luksusem.

 
Dobrze jest mieć miejsce na kojec o wymiarach metr na metr w salonie plus dodatkowy metr na przejazd wózka. A tak kusiło wstawić tam "uroczą" komódkę:)

Kolejną sprawą jest obrys budynku. Nie bardzo jest o czym dyskutować, bowiem zasada jest jedna: im prostszy na zewnątrz, tym "ustawniejszy" wewnątrz. A poza tym zakamarki generują koszty, bowiem drastycznie wzrasta na przykład długość opaski odprowadzającej wilgoć, powierzchnia elewacji do wykończenia, co za tym idzie, kształt dachu (ale to inny problem) i tak dalej. Koszty rosną w postępie geometrycznym, a praktycznych zysków za bardzo nie ma. Chyba że komuś bardzo zależy na fikuśnej bryle, gdyż taki ma akurat gust. Warto jednak pamiętać, że najbardziej funkcjonalna, elegancka i ponadczasowa jest prostota.

Nie każdy buduje dom od podstaw. Większość z nas kupuje gotowe mieszkania. W tym wypadku problem z oszczędnym rozmieszczeniem pionów i komina nie jest naszym problemem, bowiem nie mamy na niego wpływu, a jeśli już, to znikomy. Tym bardziej nie dotyczy nas problem opaski wokół budynku ani liczba spadów dachu.

W obu przypadkach warto jednak poświęcić czas na wyrysowanie (przy użyciu skali, choćby najprymitywniejszej - kartka w kratkę) całego mieszkania i "ustawienie" w nim sprzętów. 

Zaczynamy od sprzętów najważniejszych, czyli niezbędnych do życia: łóżka, szafy ubraniowe, szafa biurowa (dobrze taką mieć w domu, gdyż warto w jednym miejscu gromadzić wszystkie dokumenty), kuchnia (same szafki i AGD, żadne barki, stoliki śniadaniowe itp. na tym etapie), stół z krzesłami, kanapa, biurko dla dziecka (tylko dla dziecka, rodzic może wykorzystywać stół), prysznic i/lub wanna, umywalka, miejsce do przechowywania w łazience, muszla. Na tym proponuję na razie poprzestać. Zmierzmy to, co posiadamy i zamierzamy w nowym domu umieścić, lub dowiedzmy się o rozmiar tego, co planujemy do nowego domu kupić. I "ustawiajmy". 

Kiedy uda się nam bezkolizyjnie rozmieścić wszystkie niezbędne elementy, możemy się zastanowić, czy - uwaga! - czy (nie: co?) - możemy coś jeszcze dostawić. Teraz jest pora na rozważenie, czy - a jeśli tak, to jaki - stolik kawowy. Czy - a jeśli tak, to jaka - szafka rtv (bo może lepiej zawiesić telewizor na ścianie lub postawić na komodzie z przepastnymi szufladami - wielofunkcyjność!) - o ile w ogóle zakładamy posiadanie telewizora. W dalszej kolejności "ustawiamy" szafki nocne, stół kuchenny (tylko wtedy, gdy mamy kuchnię w oddzielnym pomieszczeniu, o ile taki mebel się tam zmieści), podobnie barek między kuchnią a salonem (planowaliśmy, nie zrealizowaliśmy - zwyciężyło pragnienie przestrzeni) lampy podłogowe, biurko dla dorosłego i ... I w zasadzie nic więcej nie przychodzi mi do głowy, ponieważ sami niczego więcej w naszym domu nie mamy. A jednocześnie niczego nam nie brakuje.

Zaoszczędziliśmy naprawdę sporo pieniędzy. Iluzorycznie, bo w rzeczywistości wcale ich nie mieliśmy. Po prostu kredyt na budowę i urządzenie był o wiele, wiele mniejszy.

12 komentarzy:

  1. barek mi się marzył, i go mam, zupełnie niepotrzebnie... prawie nikt z niego nie korzysta, bo wygodniej przy stole, za to kładzie się tam milion rzeczy (głównie mąż) które tylko psują ład i porządek :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przychodzi mi do głowy, że można by nad takim barkiem nadbudować regał na książki mocowany do sufitu. Ale to niestety mnożenie powierzchni kurzących się. Może lepszym rozwiązaniem byłoby ustawienie tam kilku wysokich roślin? Taka ściana zieleni pośrodku pomieszczenia... Co Ty na to? Nie byłoby miejsca na "milion rzeczy":)

      Usuń
    2. obok zawsze znajdzie się miejsce na telefon, czy portfel męża, zapewniam ;) właśnie myślałam o takim regale na książki :)

      Usuń
    3. I na tym regale bym postawiła niewielki estetyczny odkryty pojemnik na ten telefon i portfel. Pytałam mojego męża - chodzi o to, że kobieta trzyma sobie portfel, telefon itp. w torebce, która gdzieś tam sobie wisi albo leży w szafie, a facet torebki nie ma, więc takie rzeczy nosi po kieszeniach. W domu z tych kieszeni wyjmuje, bo mu niewygodnie, no i kładzie, gdzie może. Albo gdzie nie może:) Powiedz wyraźnie, że rozumiesz i że w dowód dobrej woli stawiasz pojemnik, a od niego oczekujesz też dobrej woli i wkładania podręcznych drobiazgów właśnie do niego i nigdzie więcej. Może Ci się uda:) Powodzenia!

      Usuń
    4. to może podziałać, bo już próbował wkładać mi do... wazonu :)

      Usuń
  2. U mnie to jest mini...metraż mieszkania i na tym się kończy minimalizm hihi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że niewielki metraż to jest doskonały punkt wyjścia do tego, aby przemyśleć pod kątem minimalizmu zaplanowanie wnętrza od podstaw albo jego "odgruzowanie", jeśli czujemy się przytłoczeni nadmiarem przedmiotów na małej powierzchni.

      Usuń
    2. Ja to zawsze zaczynam robić minimalizm w ubraniach mojego męża,ale to dlatego,że potrzebuję kolejnej półki na swoje ciuszki:) minimalista ze mnie kiepska:) na dowód tego ok 15czekolad w półce:)

      Usuń
    3. Minimalizm w ciuchach męża - dobre:)))

      Usuń
  3. Od grudnia mieszkamy w dwupokojowym mieszkaniu o powierzvhni niecałych 38m2. Przeprowadzilismy sie z 3-pokojowego (60m2). Poczatek był dokładnie taki jak opisujesz i dzieki temu, że przemyśleliśmy dokładnie układ jest nam teraz w sam raz :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że patent nie jest wariacki i jeszcze ktoś oprócz mnie tak kombinuje:) - i mu się sprawdza!

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.