środa, 2 kwietnia 2014

Kartkowanie. Książka w małych rączkach

... z cyklu "Rodzicielstwo radosne"

 

Co umieją paluszki, mając dziesięć miesięcy i pół:)

 

O wychowywaniu czytelnika pisałam kilka miesięcy temu. Zamieściłam wtedy dość charakterystyczne zdjęcie zmaltretowanego, pozbawionego okładek, egzemplarza wierszy Jana Brzechwy. Dzieło zniszczenia dokonywało się stopniowo w czasie prób samodzielnego przewracania kartek przez dwie pary małych rączek.


Pozaginane rogi i oderwana okładka to nie efekt jednorazowej akcji "Niszczę, więc jestem", tylko rezultat podejmowanych niestrudzenie prób udowodnienia, że się już samemu umie, że się daje radę, a nade wszystko - i to jest dla mnie najważniejsze - że się chce, że książka, że czytanie to jest po prostu fajna zabawa. A czemu fajna? No jak to? Co za głupie pytanie! Bo mama tak się bawi! I tata! Przecież dorośli bawią się najfajniej, tylko nigdy nam, dzieciom, nie pozwalają bawić się tak samo! Co za okropni ludzie! Ale skoro jakoś tak "przegapili" te książki, to hulaj dusza! Sami sobie "poczytamy". Albo poczytamy, cudzysłów jest zbędny, bo przecież my czytamy naprawdę. Może trochę inaczej, może po swojemu, ale czytamy. Trzymamy książkę w rękach, czujemy pod palcami papier, wsadzamy nos w kartki i wąchamy, czasem nawet spróbujemy, czy smaczna. Nie bardzo. Skoro tak, to kartkujemy, czyż nie tak właśnie robi mama? Albo tata?

No właśnie. To w tym momencie następuje inicjacja do samodzielnego, świadomego "używania" książek. I to w tym momencie nam , rodzicom, nie wolno niczego zepsuć, nawet w najszczerzej rozumianym interesie książek. Ale o tym też było w linkowanym u góry wpisie.

My towarzyszyć mamy, pomagać, zachwycać się i nie nudzić podczas setnego kartkowania tych samych książeczek. Okazywać dumę, chwalić. Wychowamy tak czytelnika prędzej, niż nam się zdaje. I nawet się nie obejrzymy, jak sam zacznie czytać - po cichu, samymi oczami, bo przecież stanie się to niepostrzeżenie, więc nie zdążymy mu, pełni dobrych intencji, nakazać głośnego czytania, które przy książkowej inicjacji jest samym złem. Idąc do szkoły, czytać będzie już umiał, z czego korzyść taka, że nie nabędzie tam nawyku subwokalizacji, która okropnie utrudnia czytanie, a którą skażeni jesteśmy wszyscy. Albo prawie wszyscy. Będzie czytał sprawnie i ze zrozumieniem i to właśnie dlatego, poproszony w klasie o głośne przeczytanie czytanki, zrobi to bez zająknięcia i bez stresu, ponieważ czytanie od zarania, od pierwszego kontaktu z książką będzie mu się kojarzyło tylko i wyłącznie z przyjemnością, z zachwytem rodziców, ze wspólnie spędzonymi chwilami, z ciekawą treścią wreszcie. 

Tylko tego nie zepsujmy! Na początek niezbyt wprawnym w kartkowaniu rączkom najmniej wartościową książkę podsuńmy. I się nie irytujmy, gdy efektem braku wprawy będą ponadrywane tu i ówdzie brzegi. Wystarczy być uważnym, czy niszczenie nie odbywa się metodycznie, dla samego niszczenia. Wtedy cierpliwie tłumaczmy, ostatecznie co innego rączkom podsuńmy, widać maluch ma ochotę na trochę inny rodzaj zabawy w tej chwili. A w zabawie z książką uczmy przewracania kartek, dostrzegania ilustracji i szukania, gdzie są literki. Wiadomo, że kilkumiesięczne dziecko czytać się nie nauczy, ale będzie świetne w oglądaniu ze zrozumieniem dostosowanych do wieku obrazków, w pokazywaniu postaci, w byciu zaciekawionym po prostu - przez kilka minut, w końcu to malutkie dziecko. 

Około dziesiątego miesiąca doczekamy się chwili, kiedy nasza pociecha przekartkuje sama własną kolorową książeczkę, nie urywając ani jednej kartki. I to nie jeden raz, i nie dwa nawet - kilkanaście. A wtedy pełni dumy złapiemy za aparat, by uwiecznić te chwile - zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że jedne z najważniejszych w życiu. Tak. I mam na to argumenty. Ale to już innym razem.

Tymczasem na dowód, że nie zmyślam, "kilka" fotek z akcji (stąd niektóre nieostre - działo się, a książeczka została wyobracana na wszystkie strony i obejrzana dokładnie z każdej strony). Ale nie musicie katować się oglądaniem wszystkich, po prostu - jak każdej matce - trudno mi się powstrzymać od chwalenia się geniuszem:))) własnego dziecka:) Wybaczcie, i tak odrzuciłam połowę:)























Koniec, pora pospacerować po kanapie.

4 komentarze:

  1. Córeczka ile ma już? 9m-cy? Jaś też lubi książeczki,ale ja ostatnio mało mu czytam bo mi oczy coś zawodzą a okulistę mam 25.04 i oczy muszą odpoczywać:( więc tylko 2-3bajki na dzień czytamy . Dziś noc z ospą była straszna mąż mówi,że najgorsza od czasu narodzin Jasia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwie-trzy bajki na dzień to nie jest mało:) Trzymajcie się wszyscy:) Przynajmniej ta pociecha, że już ospę macie z głowy na zawsze.

      Usuń
  2. racja! Mój Mały też się patrzy jak czytam i rączki po książkę wyciąga i nie ma lepszej zabawki niż książka mamy:)))

    OdpowiedzUsuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.