środa, 23 kwietnia 2014

Poświątecznie

...z cyklu "Uroda życia" i trochę "Dyrdymałki":)

 

Hit absolutny! Szwagierki mojej bezglutenowe ciasteczka-pisanki:)))


Szczęśliwie udało się nam kolejny raz przeżyć naprawdę fajne Święta. Fajne - znaczy takie, jakie chcieliśmy mieć. Perfekcyjne.

Nie "perfekcyjnie zorganizowane", nie "tradycyjne", nie "jakieśtaminne". Tylko takie, jakie wspólnym nakładem sił, starań i radości udało się nam znów urządzić. Nasze.

Tak nam wyszła bezglutenowa baba drożdżowa

"Nasze" równa się absolutnie w trybie "slow" i koniecznie jeszcze "nice". Dawno, dawno temu nauczył mnie tego mój Mąż. Powiedział, że owszem, mogę sobie zaplanować potraw, ciast i sprzątania, ile dusza zapragnie, lecz przy dwójce niewielkich dzieci, nawet przy jego wydatnym udziale i tak zrealizuję najwyżej połowę planu, będę z tego powodu wściekła, przemęczona, zestresowana i mająca pretensje do całego świata, co skutecznie nam wszystkim święta zatruje. Oświadczył wobec tego, że on nie potrzebuje domowych wypieków i tradycyjnych potraw, małe dzieci też nie bardzo, za to wszyscy chętnie pomalujemy pisanki, przygotujemy koszyczki ze święconką i ewentualnie dla zabawy upieczemy z jedno (słownie: jedno!) ciasto - takie, które robi się najszybciej. Ale to już niekoniecznie. A poza tym będziemy chodzić na Triduum Paschalne, do święcenia, na rezurekcję - z maluchami! To znaczy jedno z nas oficjalnie idzie ze starszym (czyli wtedy 3-letnim), drugie idzie z młodszym, ale na zasadzie: jak się nie da, wychodzę. Następnego dnia zmiana. Doskonale pamiętam jeden Wielki Czwartek, kiedy stałam z dwuletnim młodszym w tłumie ludzi w drzwiach kościoła, a ono myszkowało pomiędzy nogami stojących. Myślałam, że wytrzyma najwyżej pół godziny i będę się ewakuować (stąd stanie w drzwiach), ale spokojnie bawiło się do końca.

Teraz jest mniej więcej tak: 

Tatuś doczekał się godnych następców na polu drapania:)


Oboje doczekaliśmy się pisankowych upominków od Starszaków:)

W czwartek pisanki - niezła zabawa i dwa dni na wspólne drapanie wzorków.



Mazurek z glutenem...

...i bez:)

Bezglutenowa baba stygnie w piecyku

W piątek wypieki - czysta perwersja przy ścisłym poście:).
W sobotę sałatki, pieczenie mięs, święcenie potraw w południe.

Jeśli chodzi o sprzątanie:
Liczba umytych okien - zero.
Liczba wypranych firanek - zero.
Liczba przetrząśniętych szaf i szuflad - zero.
Zostawiamy to na "lepsze" czasy, jakieś wakacje czy coś:). I na pewno nie zrobimy wszystkiego na raz. Sprzątanie "świąteczne" idzie zwykłym cotygodniowym trybem.

Co do planu...:)
Każdego dnia przygotowujemy tyle, ile zdążymy, aby mieć chwilę na odpoczynek przed pójściem do kościoła wieczorem, a w sobotę tylko do południa, potem już luz aż do Wigilii Paschalnej. Ktoś powie, że to wariactwo i że się nie da. Jakieś dziesięć lat temu dało się jedno ciasto, jedną sałatkę i nic poza tym. I też było dobrze. Z każdym kolejnym rokiem udaje się więcej - maluchy stały się bowiem nastolatkami i teraz na zmianę pieczemy, sprzątamy i zajmujemy się najmłodszym. Normalna kolej rzeczy, warto o tym pamiętać. W tym roku też nie zrobiliśmy wszystkiego, co było w planie. A i tak wszystkiego nam zostało.U nas jest teraz czworo ludzi do roboty plus jedno niemowlę do opiekowania:).

Nie zawsze tak było. Przy małych jeszcze starszakach bywały święta obliczone wyłącznie na wyjścia do Rodziców. Bywały z kupnymi przecenionymi babami drożdżowymi w Auchanie w Wielką Sobotę dorwanymi. Albo z makowcami nabytymi w Wigilię rano za pół ceny tamże. Chyba najlepiej je wspominam. Bo dałam się przekonać, że liczy się tylko to, co uznamy za najważniejsze.

A uznajemy świąteczną atmosferę, na którą składa się: przeżywanie świąt religijnie, radośnie, rodzinnie i bez denerwowania się na siebie, że ktoś czegoś przez kogoś nie zdążył. Skutek? Proszę bardzo: mimo podwójnego menu - luz. Pieczemy i gotujemy wg zasady: najpierw bezgluteny (bo ich nie da się kupić), potem reszta. W takim bezstresie i bezzmęczeniu oraz przy braku wzajemnych pretensji da się zrobić o wiele więcej. A przynajmniej takie powstaje złudzenie.

I jeszcze kilka obiecanych przy przepisach fotek dla Czytelników korzystających z przepisów bezglutenowych, bezmlecznych, bezkurzojajecznych:) - nam tak wyszło, a Wam?


Baba drożdżowa bez glutenu na przepiórczych jajeczkach

Sernik wiedeński - kozi ser i przepiórcze jajeczka

Mazurek - jest z kajmakiem, bo alergia na mleko powoli mija:)


22 komentarze:

  1. Jak zwykle jestem pod wrażeniem!!!

    Cudownie, Takie święta, o których ja zawsze marzę - jest klimat, który buduje ciasto i jajka (a co!). Jest duch, którego potrzeba, by była to Wielka Noc a nie dwie niedziele obżarstwa. I jest bliskość, która tworzy się podczas wspólnej roboty.

    I nie ma kultu sprzątania!

    Gratuluję!

    A na przyszły rok zgłaszam się do Ciebie po przepis na mazurek, bo mój też miał być kajmakowym cudem, a wyszedł... a, napiszę o tym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:) Przepis na mazurek jest dwa posty wcześniej, ale coś Ci powiem w tajemnicy:) - połaszczyłam się na podwójną porcję w glutenowej wersji i upiekłam zakalca. Małżonek zabronił wyrzucać i robić drugi spód, nałożył tego kajmaku, bakalii i był ekstra. To by było na tyle w temacie "perfekcjonizmu". Ściskam!:)))

      Usuń
  2. Ja umyłam okna,pozmieniałam firanki ,posprzątałam a święta spędziliśmy u rodziców więc nic więcej nie robiłam tylko to sprzątanie u siebie:) . Ciasta wyglądają bardzo apetycznie chętnie bym skosztowała jak smakują takie specjalne jak ty robisz:) . Miłego dnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Cieszę się, że już wróciłaś. Mam nadzieję, że wypoczęłaś i naładowałaś akumulatory:)

      Usuń
  3. o to to to!

    u nas też jest zawsze tak slow & nice.

    np. nie przypominam sobie wigilii z 12 potrawami,
    jest odświętnie, ale bez przygotowywania jedzenia dla całego pułku.
    i jak np. nikt nie lubi kompotu z suszu, to nawet go nie robimy.

    co prawda tym razem udało mi się umyć okna ;)
    jednak nie było komu pomalować pisanek, i musiały #zdanrzać zwykłe jaja :-)

    co prawda- u nas jest dodatkowy zwyczaj- jakim są wyroczki.
    na wyroczek generalnie składa się przede wszystkim losowo wybrany werset z pisma świętego.
    wiadomo, duch działa kędy chce ;-)
    fakt, że czasami wersety się powtarzają, choć staram się robić wyroczki tak, żeby każdy miał coś innego.
    ach, i dodam, że za każdym razem ( wyroczki są bożonarodzeniowe i wielkanocne) wyroczek jest pod inną postacią, co święta przybierają nowy kształt i formę.
    w tym roku były koszyczki origami

    OdpowiedzUsuń
  4. trochę zazdroszczę takiego podejścia do Świąt, muszę się jeszcze wiele nauczyć aby sobie móc spokojnie odpuścić:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że - paradoksalnie - jak człowiek sobie odpuści, to często wszystko zrobi, ale bez napinki i bez nerwów. Może właśnie dlatego...

      Usuń
  5. A ja umyłam okna, ale dla mnie to element tradycji i jedna z niewielu ulubionych domowych czynności.Ogromnie lubię myc okna, może dlatego, ze tak rzadko się to robi.
    sernik z kozim serem? Nigdy się z takim nie spotkałam, kozi ser jest dość ostry i charakterystyczny w smaku, ciekawe, jak to wyszło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej! Od kiedy mam TE okna, też je lubię myć - tylko nie mam kiedy przed tymi świętami. No i czekam, aż się te pyłki trochę uspokoją. Kozi twarożek jest dość łagodny, poza tym idzie do niego sporo cukru pudru:) Wyszedł lepszy i ładniejszy niż z twarożku krowiego.

      Usuń
  6. A ja ta (jeszcze!) nie umiem. Myślę, że to kwestia tego, co wynosi się z domu rodzinnego - a u mnie były nerwy, stres i "kłopot ze świętami". :( Ale fakt jest taki, że na mnie spoczywa teraz odpowiedzialność, aby "odczarować" ten czas. Na pewno warto, a Ty pokazujesz jak to zrobić :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uda Ci się:). W moim domu rodzinnym było i sprzątanie, i pieczenie spore, i gotowanie, i sałatek robienie. Ale pamiętam, że to wszystko to myśmy z rodzeństwem (w sumie we troje) robili pod dowództwem mamy, tata wieszał firanki. Jak było, zanim dorośliśmy, nie kojarzę. Pewnie rodzice też odpuszczali, kiedy mieli trójkę małych dzieci. Aż się dopytam, tak mnie zainspirowałaś:) Ściskam Cię, Czarodziejko!

      Usuń
  7. Ciekawe jak smakuje babka bezglutenowa ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. no właśnie u nas też była taka napina, co fatalnie wpływało na atmosferę.
    taka wręcz nagonka na sprzątanie i gotowanie.

    Jak poszłam na swoje to pierwszą decyzją było to, że teraz będzie inaczej.
    To, że coś się robi , bo się po prostu chce, a nie z musu zmienia podejście.
    I świątecznie może być z jednym ciastem, a nie z 5, które potem jest mus zjedzenia, żeby się nie zmarnowało itp.

    OdpowiedzUsuń
  9. ale to dotyczy wielu aspektów- wymiar obowiązku zmienia podejście.
    gdy po prostu ma nam się chcieć- robimy więcej, niż wtedy gdy musimy.

    ja kiedyś, jako dziecko, uważałam szkolny wymóg zmieniania obuwia- za coś mega porażkowego, i #bezsęsu.
    dzisiaj, nikt mnie nie musi przekonywać, rozumiem zasadność trzymania w pracy pod biurkiem- butów na zmianę.

    wymuszanie świąteczności pod przykrywką czystych okien, sprawia, że tracimy ten właściwy wymiar świąt.
    jak będziemy chcieli mieć odświętnie- to i tak te okna umyjemy, przygotujemy coś specjalnego, właśnie dla świąteczności,a nie dla dziwnie pojętego obowiązku.

    pamiętam, że kilka lat temu zdarzyła nam się wigilia bez karpia,
    i jakoś przeżyliśmy, bo było wystarczająco dosyć innych wyjątkowych rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  10. Wow, ile pyszności :D jestem pod wrażeniem :))

    OdpowiedzUsuń
  11. Święta racja w podejściu do Świąt, nic tylko pogratulować:) Muszę w przyszłym roku zorganizować rodzinne drapanie jaj:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo relaksujące jest takie drapanie:) Witam w moich skromnych "progach":)

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.