piątek, 4 kwietnia 2014

Wegetariańska zapiekanka z kaszy gryczanej i jęczmiennej

...z cyklu "Gotuję sobie"

 


Tydzień temu popełniłam takie danie - w wersji z glutenem i bez. Alergia na pomidory jest już tylko wspomnieniem, z glutenem jeszcze ostrożnie, więc dwie wersje.


Nie napiszę, że to z resztek, bo i cztery torebki kaszy, i dwie puszki pomidorów, i opakowanie owczego sera, i torebka mrożonego kalafiora. Dla czterech osób. Plus przyprawy: sól, ziołowy pieprz, słodka papryka w proszku oraz granulowany czosnek. 

Dlaczego pieprz ziołowy, a nie naturalny? Bo to mieszanka nadająca ostrość jednocześnie ze smakiem różnych innych przypraw - naturalny daje tylko ostrość. Czemu czosnek granulowany zamiast ząbka? Ponieważ mdli mnie przy krojeniu ząbka. I już. 

Moje gotowanie ma być i slow, i nice, przy czym slow znaczy "na luzie" - niekoniecznie z wyhodowanych na własnym polu warzyw nawożonych własnych zwierząt... nawozem, ręcznie zbieranych i na piecu opalanym drewnem własnoręcznie we własnym lesie ściętym i na własnym podwórku porąbanym:) Takie "własne" do gotowania podejście na pewno nie jest dla mnie, więc i puszka, i mrożonka, i czosnek w proszku:) - byle odpowiedniej jakości. Wtedy gotowanie jest "nice", a życie bardziej "slow". Czyli wszystko się zgadza:)

Jak pomidory konserwowe, to bez konserwantów, dojrzałe w słońcu, zbierane i puszkowane w lecie i na miejscu, przy zachowaniu zasady, że świeżych pomidorów jest o wiele więcej niż zawartości puszki. Jak mrożonka (mrożenie jest lepszym od pasteryzacji sposobem przechowywania warzyw i owoców), to tylko warzywa, same, solo, czyli bez przypraw, bo w gotowych mieszankach przyprawowych dodawanych do produktów typu "warzywa na patelnię" potrafią siedzieć cuda. To już lepszy mój czosnek w proszku. Przynajmniej sam jeden jest:).

Nawiasem, nie wiem, kto dostarcza mrożonki do dyskontów, ale przekonałam się, że zawartość torebek jest w nich w o wiele lepszym stanie, niż podobna zawartość sprzedawana pod marką w hipermarketach.

O co chodzi? Ano zasada jest taka, że torebka z mrożonką nie może zawierać żadnych grudek lodu, nawet najmniejszych kryształków, natomiast warzywa muszą "chrobotać", czyli nie mogą być posklejane. W przeciwnym wypadku oznacza to, że albo gdzieś po drodze produkt miał zbyt wysoką temperaturę, albo nie był odpowiednio szybko zamrożony w zakładzie produkcyjnym. W obu wypadkach lepiej go nie jeść.

Tymczasem warzywa mrożone kupowane w dyskontach jeszcze ani razu nie były w takim posklejanym stanie, zawsze były sypkie, nigdy nie widziałam żadnego lodu ani nawet szronu tuż po wyjęciu z zamrażalnika. Zresztą przed włożeniem mrożonki do wózka sprawdzam, czy zawartość jest sypka, czy posklejana, a także czy nie wyczuwa się pod palcami lodu. Mam chyba szczęście, bo jeszcze nigdy mi się to nie zdarzyło w dyskoncie, w przeciwieństwie do markowych produktów w hipermarkecie, które prawie zawsze odkładam z tego właśnie powodu - czasem będąc w jednym sklepie, nie chcę przenosić się do drugiego po jedną rzecz i próbuję ją kupić "pod marką" - zwykle bezskutecznie.

Nie wiem, z czego to wynika. Ktoś wie? Może to kwestia rygorystycznej kontroli koncernów będących właścicielami dyskontów? Wielkie marki produkują dla różnych "stonek" itp. i być może, pilnowane, więcej wagi przykładają do jakości, bojąc się stracić spory kontrakt. Być może. W każdym razie za o połowę mniejsze pieniądze dostaję o połowę większą wagę produktu (polskiego, nie z wyzysku) w dwa razy lepszej jakości. I tak naprawdę tylko to mnie interesuje.

Ale, ale! Miałam kaszę gotować:)

Najpierw wstawiam wodę na kalafior, który musi zdążyć się zblanszować i ostygnąć na durszlaku, aby nie parzył mi palców przy wtykaniu go w kaszę:)

Wrzucam go na osoloną wodę, czekam, aż wypłynie na wierzch i trzymam jakieś cztery minuty.

W tym czasie wstawiam w dwóch garnkach wodę na kaszę i wyciągam ją sobie z szafki.

Na gotującą i osoloną wrzucam dwie torebki gryczanej...

...i dwie torebki jęczmiennej.

Kalafior akurat zdążył się zblanszować, więc delikatnie łyżką cedzakową wyjęłam go na durszlak - ma ocieknąć i ostygnąć.

Kasza po dwudziestu minutach wchłonęła prawie całą wodę, więc odcedzanie było łatwe. Chwila na przestudzenie, by nie parzyć palców.

Gryczana do jednego, jęczmienna do drugiego naczynia.

Przelewam olejem rzepakowym, aby się nie skleiła. No i chodzi o jego żywieniowe zalety.

Szykuję dwie puszki pomidorów krojonych - dojrzewały w słońcu, nie w hangarze pod wpływem chemii.

O właśnie! Jeśli zawartość puszki nie wzbudza moich podejrzeń (wpierw wącham), wykładam na kaszę.

Kasza i kalafior gotowały się w osolonej wodzie, więc teraz tylko czosnek, pieprz ziołowy i słodka papryka.

Całkiem sporo sobie daję przypraw, ale co kto lubi:)

Czas na różyczki kalafiora - przyznacie, że są w porządku? Niektóre już porozdzielałam, inne pokroję za chwilę, bo nie chcę takich wielkich kawałków w zapiekance.

Przed mieszaniem - za chwilę nie będzie już tak ładnie.

Na wierzch tym razem pokruszę kostkę owczego sera. Niektórym się to nie bardzo spodoba, ale trudno - kto gotuje, ten ma władzę:)

Tak przygotowane zapiekanki poczekają, aż nadejdzie pora obiadu, aby wylądować w piekarniku - zimnym, ustawionym na 200 stopni - i zapiekać się przez godzinę.

Ta z kaszą gryczaną wygląda po upieczeniu tak.

Nigdy nie udaje mi się w efektowny sposób ułożyć zapiekanki na talerzu. Muszę spróbować metody mądrzejszych ode mnie - robić zdjęcia podczas podnoszenia, kiedy kawałek jest jeszcze na łopatce i dodatkowo widać całą potrawę.

Tu zapiekanka jęczmienna.

Sytuacja podobna jak przy gryczanej - niezbyt efektowny widok na talerzu. Marna ze mnie stylistka:(

6 komentarzy:

  1. Rozumiem Cię doskonale sama używam ciągle warzyw mrożonych i nie uważam,że są gorsze:) . Zapiekana z takich składników musi być smaczna:) . My dziś mamy racuchy z bananami synuś bardzo lubi a zależy mi by coś jadł bo ospę ma i w buzi i apetyt kiepski.

    OdpowiedzUsuń
  2. Powiem, że rzadko używam kasz ale ten przepis wydaje się łatwy i godny wypróbowania:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasza i ryż w torebce to jest nasz domowy fast food - robi się błyskawicznie, dorzuca się jakiś sos albo warzywa mrożone z patelni i już. A jak zdrowo:)

      Usuń
  3. no prosze :) mozna i tak zjesc, :)) ja zadko jadam kasze a powinno sie :))

    OdpowiedzUsuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.