poniedziałek, 5 maja 2014

Chwalę, ale... Jak chwaląc, nie osiągnąć odwrotnego skutku

... z cyklu "Rodzicielstwo radosne"

 

Budowle naszych dzieci są wspaniałe. Bezwzględnie


 

No właśnie. Mało kto zdaje sobie sprawę ze znaczenia tego małego, zdawać by się mogło, niewinnego, słówka, przez chwalących w jak najlepszych intencjach używanego.


I choć wszyscy wiedzą, że dobrymi, a nawet najlepszymi, intencjami piekło jest wybrukowane, często z podziwu godnym poczuciem obowiązku słówka ale w pochwale używają. A warto wiedzieć, że gdy się chwali, nadużyciem jest każde użycie ale.

Ale:) dlaczego?
Bo - po pierwsze: kto raz został w ten sposób "pochwalony", ten wie.

Bardzo ładny domek narysowałeś, ale musisz poprawić te drzwi, bo trochę krzywe.

Albo:

Świetnie umyłeś talerz, ale spróbuj jeszcze doczyścić tę plamkę.

Co na to fachowcy?
Wiele razy spotkałam się ze słuszną wg mnie opinią psychologów, że należy unikać łączenia pochwały ze wskazywaniem błędów. I że nie pomaga tu propagowana przez niektórych rada, iż dobrze jest zacząć od pochwalenia za elementy dobre, a dopiero potem przejść do wskazania niedociągnięć, choćby nawet rzucały się w oczy. Że wtedy to niby jesteśmy tacy wspaniali, że i zalety docenimy, i wady wskażemy, a nawet chętnie podpowiemy, jak je poprawić! To jest to słynne ale - Och, wspaniale obrałeś ziemniaki, naprawdę świetnie ci poszło, ale szkoda, że nie pokroiłeś ich przed gotowaniem

Chodzi o to, że ale w tej sytuacji w odczuciu dziecka (albo kogokolwiek "chwalonego") całkowicie unieważnia wcześniejszą pochwałę. 

Czasem w swojej ignorancji zdarzyło mi się zrobić taki błąd podczas lekcji - pochwaliłam entuzjastycznie ucznia, któremu udało się zrobić coś, co wcześniej było dla niego trudnością nie do pokonania, jednak do zadania wkradły się nieistotne błędy, takie "błędziki". 

Skutek? Proszę bardzo:
No więc najpierw widzę, że dzieciak śmieje się całym swoim jestestwem, zaraz uleci dosłownie i nagle, jakby ktoś go ktoś obuchem uderzył, łzy w oczach, prawie płacze i tak się kurczy, że o mało nie zniknie. Mała szansa, że jeszcze kiedyś zechce podjąć wyzwanie. 

Refleksja? Oto i ona:
Pamiętam to do dziś. Było to z mojej strony bezmyślnie okrutne i teraz już wolę nie widzieć błędów w takich sytuacjach, bo takie "widzenie" przynosi efekt odwrotny do zamierzonego. Pół biedy, gdy rzecz dotyczy osoby radzącej sobie w miarę dobrze, ona może lepiej znieść taką sytuację, choć i tak skrzydeł jej to nie doda, a raczej odwrotnie. 

Rada? Można tak:
Co do błędów, które należy przecież jednak skorygować, trzeba się wysilić i zaaranżować taki bieg wydarzeń, który pozwoli nam nauczyć dziecko, jak coś zrobić poprawnie. I wcale nie musimy wracać do tamtej konkretnej pracy, można po prostu wspólnie taką samą pracę wykonać i już na bieżąco czuwać nad prawidłowym przebiegiem wszystkich elementów.

Po drugie i ostatnie - dla tych, którym takich "pochwał" udało się w życiu uniknąć albo krucho u nich z empatią. Będzie logicznie: 

Ale jest spójnikiem łączącym zdania składowe w zdanie współrzędnie złożone w stosunku przeciwstawnym. Co po ludzku oznacza, że treść drugiego zdania składowego w pewien sposób zaprzecza treści zdania pierwszego - czyli de facto unieważnia je:

Jesteś świetnym kierowcą, ale mógłbyś nauczyć się lepiej parkować.

PS Ale ma bliźniacze rodzeństwo. Na imię mu: lecz, jednak oraz wiele innych.

PS 2 Choć podany przeze mnie przykład dotyczy sytuacji szkolnej, to jednak sądzę, że jako rodzice często popełniamy podobne błędy. A metoda ich uniknięcia jest ta sama - i w domu, i w szkole.

Tak sobie dyskutowaliśmy podczas kursu "Wychowanie chłopców" na platformie Internetowego Uniwersytetu Mądrego Wychowania Fundacji ABC XXI. Gdzie można się jak najbardziej przyłączyć:)

14 komentarzy:

  1. Bardzo mądre, słuszne, do zrobienia od poniedziałku! Howgh!

    OdpowiedzUsuń
  2. muszę zapamiętać bo nieraz mi się tak zdarza:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszyscy wciąż się uczymy i to nam się chwali, że dostrzegamy tę potrzebę. Ja się bardzo wiele nauczyłam od uczestników kursów, które moderowałam:)

      Usuń
  3. Miałam kiedyś staż w przedszkolu w grupie straszaków i pamiętam jak starsza przedszkolanka mówiła mi by dzieci zawsze chwalić jak się widzi,że się starają bo wtedy one będą się starać jeszcze bardziej a gdy pojawia się "ale" to już nie jest pochwała tylko przygana i takie dziecko schodzi "szczebelek" niżej bo po co się ma starać jak i tak zawsze będzie"ale"mogło być lepiej...Pozdrawiam ciepło z nad filiżanki pysznej kawy bo Jaś właśnie poszedł spać więc może do 15 pośpi a ja poczytam książkę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę mądra nauczycielka. Warto się od takich uczyć:)

      Usuń
    2. O, to i ja zapisuję się do grona wcielających w życie.

      Fajny wpis - krótki, konkretnie pokazujący w czym rzecz - dzięki czemu łatwo wdrożyć teorię w życie :) Ja sporo czytam na temat wychowania, ale jak się tak właśnie naczytam o wielu super rozwiązaniach, to potem wszystko mi się miesza, zapominam i w rezultacie nie stosuję nic albo, co gorsza, stosuję nie tak jak trzeba. Dzięki!

      Usuń
    3. Dzięki:) Ale jak strasznie trudno takie krótkie wpisy robić:)))

      Usuń
  4. Mi się parę takich "ale" dostało i to w kilku ważnych momentach, więc wyuczyłam Mojego, żeby kończył pochwały kropką. Uff, widzę, że intuicja działała :)
    Najlepsze to podsumowanie na koniec :) zawsze lubiłam te "językowe" nauczania, serio. Aż mi się zatęskniło za szkołą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest w Twoich słowach jakiś optymistyczny przekaz - bo to podobno powielamy błędy wychowawcze, których sami na własnej skórze doświadczyliśmy i podobno to nieuniknione. A Ty jesteś przykładem ewidentnie tej teorii przeczącym. Nie jest źle:)
      Ja tam za szkołą nie tęsknię na tym moim rodzicielskim:)

      Usuń
  5. A ja bym sobie życzyła takich nauczycielek jak Ty na drodze edukacji moich dzieci.

    OdpowiedzUsuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.