sobota, 24 maja 2014

Odzyskuję czas na blogowanie:)

...z cyklu "Co w szafie piszczy?"


Roczek Małego, zakończenie projektu w pracy wielkiego, szczepienia, leczenia...  I konieczna normalność życia do ogarnięcia na co dzień.


Skutek? Ledwie raz na o wiele za długo czas znaleziony na zerknięcie do blogów Cudzych i to nieme poczucie zazdrości, że potraficie po nocach coś pisać i ku uciesze ogółu na blogi wrzucać. Ja padam jak nieżywa w okolicach 22.

Ale dziś sobota, to sobie wstałam po 5, się zamknęłam, Dziecię Numer 1, Numer 2 i Numer 3 pod "tacierzyńskie" (fuj, jakie piękne słowo!) skrzydła przekazałam i się relaksuję, a co!

No więc proszę bardzo:

18 maja



 Był Roczek... Ale niech się nikomu nie wydaje, że to wystarczający powód do kupowania ciuchów jest:) - ależ skąd! Jest to bowiem mój komunijno-sportowo-orsayowo-pamiątkowy strój, a w każdej części w innym wieku.
W wiekowym wieku:

żakiet - no name - 3 lata (uwielbiam go za genialne wykończenie, podszewkę i rękaw 3/4)
top - lidlfeszyn:) - 2 lata
bransoletka - 4 lata (to taka niezbyt typowa ciupaga znad morza:)
spodnie - orsay - 7 lat 
buty - no name - 8 lat

Co do wieku tych ciuchów - nie, nie mam na celu epatowania ich starością. Nie o to chodzi. Czasem tylko wstydliwie:) pomyślę, że pewnie wielu przez głowę przebiegnie, po co nosić takie stare i zniszczone szmaty. Że jak się w takich starociach wygląda. 
No normalnie się wygląda. Bo nie są zniszczone. Jedynie na butach widać ten ślad czasu, reszta jest okey.
I tak naprawdę to ja się często dość zastanawiam, jak kobiety to robią, że im się bluzki po jednym sezonie wyciągają, przecierają, prują i co tam jeszcze...
I jak one to robią, że im buty z nóg po roku spadają, dżinsy dziury mają, swetry się mechacą i co tam jeszcze...
Że ubrania z lidlów, stonekbiedronek albo innych "salonów" złe, słabe i be?
 Nie!
Nie są to ciuchy w jakości markowej, ale!
Są to szmatki w całkiem przyzwoitej jakości normalnej. Znaczy takiej, co się nie rozpada po jednym, góra dwóch, praniach, lecz starcza na naprawdę o wiele dłużej.
Co do dziury w dżinsach - pamiętam z dzieciństwa, że dostawaliśmy nowe dżinsy raz do roku w zimie i musiały nam starczyć na te dwanaście miesięcy. I starczały. A chodziło się w nich codziennie z bolesnymi przerwami na pranie, gdy trzeba było coś innego na siebie wciągnąć. Prawda, że pod koniec "kadencji" rumieńców nabierały obawy o integralność struktury:) na kolanach i tyłku, ale rzadko nie udawało się im przetrwać.
No to jak dziś, kiedy przez lata zbierania uzbierałam i obecnie mam dżinsów par 3 (słownie: trzy:), dżinsowych spódnic 2 (słownie: dwie:), spodni z materiału par 2, innych dołów i gór jeszcze z kilkanaście, jak nie więcej - to jak dziś mam zedrzeć, zniszczyć i wyrzucić tyle ciuchów?!
Niewykonalne. Piorę jak należy, suszę jak wyżej. Prasuję. Szanuję.
Się nie chcą zniszczyć. Zmechacić. Przetrzeć. Rozpaść na strzępy.
Czego czasem chciałaby ich właścicielka.
Owszem, niektóre z nich raz na kiedyś awansują do rangi szmat "domowych", z nich do stopnia "sprzątaniowych", a te z kolei do zaszczytu "podłogowych", ale to naprawdę po wielu latach wiernej służby.
W górne rejestry się zatem udaję i chwytając się za serce, rozdzierającym szeptem zapytuję:
Jak Wy to robicie, że Wam się w takim tempie te ciuchy wydzierają?
Przecież to nieprawda, że po jednym sezonie t-shirt jest do wyrzucenia! Chyba że ktoś chodzi w nim przez rzeczony sezon codziennie.
Ale nie chodzi, prawda?
No to o co chodzi?
21 maja 



t-shirt - no name - 3 lata, łódkowy dekolt i rękaw do łokcia - 15 zł - uwielbiam
spódnica - makrofeszyn:) - 9 lat - głębokie kieszenie - 30 zł - bardzo uwielbiam
szmaciane baleriny - reserved - 3 lata - kolor t-shirtu - kokardki - białe podeszwy - 50 zł - zdzierstwo, ale poprzednie szmaciane czerwone za 7 zł z auchan padły po 4 latach
torba - wyprzedaż w carrefour - 4 lata - 20 zł - prawie do wyrzucenia, ale jeszcze zipie, a dzieci rosną:)


22 maja - wyprawa do sklepu - wcześniej uroczystość podsumowania wielkiego projektu CPCD, ale:




bluzka t-shirtowa - no name - 30 zł - 1 rok - uwielbiam - w realu o wiele ciemniejsza niż na zdjęciu
spodnie - orsay - 7 lat
baleriny - no name - 8 lat
bransoletka j.w.
torba - hit sezonu:) - ubiegłego - twój styl dawał kilka lat temu jako produkt eko z hasłem "twoja ziemia, twój styl" - w krowie ciapki - nosiłam w niej zakupy czasem, jak mi się przypomniało, że ją mam, aż tu nagle!
Się okazało, że takie torby są modne. W zeszłym roku. Nie miałam czasu jej wtedy wyprasować i zaszpanować, to sobie odbiję teraz. A co! Staremu wszystko przychodzi wolniej. Starcza skleroza, spowolnienie i ogólnie marazm.
Się nie będę przejmować. Będę się obnosić.
I normalnie z Małym się wybrałam na uroczystość zakończenia własnego projektu z różnymi "osobistościami".
I się jak głupia cieszyłam, że - choć do przygotowań się ciut przyłożyłam - na scenę (choć ten jeden raz!) oficjalnie wyłazić nie musiałam, to się wygodnie (ale nie całkiem dżinsowo) ubrałam i po widowni szwendałam, i jako ta matkapolka z Dziecięciem na ręku do ludzi przysiadałam:).
W końcu i tak na tej scenie z Małym wylądowałam - mnie zawołali - ale szmaciana torba dawała mi poczucie genialnego dystansu i luzu pod tytułem nic nie muszę, jestem, bo chcę, i jak mi fajnie z tym wszystkim. Tak mam - jak mam czym, lubię złamać konwencję tak na pokaz, jakkolwiek głupawo to tu brzmi.

Serio - było naprawdę przyjemnie patrzeć, jak kończy się oficjalnie coś, co kilka lat z życia zabrało i pewnie siłą rozpędu potrwa w myślach może kilku osób w tym mieście.

No bo to tak jest:
"Bicie jest głupie. Jak mądrze kochać dziecko?"

3 lata przygotowań. 3 lata projektu.
Było. Mam nadzieję, że się na dobre nie skończyło.

I takim to właśnie bardzo na temat akcentem kończę dzisiejsze posiedzenie. Dziecię płacze.

30 komentarzy:

  1. Gratuluję zakończenia projektu. Coś się kończy, ale na pewno masz satysfakcję i już niedługo wystartujesz z czymś nowym :) Bardzo mi się podoba zestaw z długą spódnicą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo:)
      Szczerze Ci powiem, że ja też najlepiej się czuję w tej spódnicy, tylko od lat zmieniam topy, bo one szybciej padają.

      Usuń
  2. biały żakiet bardzo w moim stylu:)
    to nie jest tak, że te rzeczy się niszczą, mi się nudzą po prostu po jakimś czasie (poza grupką faworytów), część trafia na PCK, część na Allegro (chwała za tą instytucję), część po rodzinie, część do wycierania kurzy i zmywania blatów:) Poza tym jeśli chodzi o ciuchy tzw. służbowe, to nie bardzo mogę chodzić cały czas w tym samym i tu jest ból, bo żakieciki niestety to nie t-shirty i trzeba na nie trochę wydać:(((
    aczkolwiek do pewnego stopnia to co piszesz, trafia mi do przekonania:) całą ciążę przechodziłam w jakiś 10 rzeczach na krzyż i było mi z tym ok:) choć potem z ulgą się ich pozbyłam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz świetną metodę wymiany ciuchów na nowe. Do pracy faktycznie nie da się chodzić za długo w tym samych czterech zestawach:) - no i jednak podniszczone dżinsy albo top lekko spłowiały może (choć nie musi) mieć ten sznyt, a kostium służbowy musi być wciąż jak nowy. Dlatego warto inwestować w dobrą jakość, która niestety sporo kosztuje.

      Usuń
  3. No i chwalić Pana, że już jesteś! Brakowało! Gratki i podziw. I szacun!

    A z jedną rzeczą ze smutkiem muszę się nie zgodzić. Jako fanka lidlowych leginsów, zakupiłam ostatnio naręcz (hojnie sypiąc z portfela JeszczeMęża tłumacząc, że w bliżej nieokreślonej przyszłości zwrócę, bo inwestycja, etc.).

    O jakżeż krwawiło me serce, gdy wyjąwszy jedne stwierdziłam, że to już coś nie teges. Jakoś tak inaczej czuć, na nodze nie tak leży i w ogóle jakoś śmakoś bylejakoś...

    Jakiś czas później sięgnęłam drugie - o zgrozo! - z błędem!

    W dniach ostatnich wyjęłam te do kolan... Po chwili zoczyłam na nich dziurkę. Cholerny niefart w czerni - ta połyskujące biel mej płci niedziewiczej :(. Załatałam, ale cóż. Na popołudniową herbatkę u Królowej już nie wdzieję.

    Pogorszyła się jakość, pogorszyła boleśnie. Jeżeli choroba dotknęła już i lidlowej esmary, to już tylko lump pozostał.

    W zeszłym roku dostałam od rodzicielki mej przecudnej zieleni wytwór marki L.O.G.G. H&M - bo mój styl preferowany to lump, poprawniej politycznie boho. I cóż z tą zielenią? Skudłaczenie niemiłosierne, nie do likwidacji maszynką golącą z biedry, bo brzydki meszek został. Ale i nie tylko - raz koleżanka w pracy (epizod pracowy mi przemknął akurat) szepcze mi: Dziurkę masz! No miałam - bo to jedną! Gwiazdozbiór dziurek! Poszłam do krawcowej
    - Mole!
    - Ale nie mamy!
    - No to stara wełna.

    Połatała, ale czy o to chodzi? Czy o to chodzi, ja pytam w lamencie mym nad utraconą jakością? W zasadzie każdą markę już to dotknęło.

    Ciesz się jakością starych ciuchów. Teraz taka już tylko w szmatlandzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jak błogo przeczytać z rana taki początek komentarza:))), bo dziś, dla odmiany, chora jestem, a co!
      Racja, z tą jakością lidlową różnie bywa, ale może jeszcze będzie lepiej, bo już mi się zdarzały badziewia esmarowe rok i dwa temu, a potem znów było dobrze.
      Lidlowi ludzie bez szemrania zwroty przyjmują i kasę oddają, bo wiedzą, że ludzie mierzą w domu nawet kilka rozmiarów, więc może by Ci się udało oddać te gatki?
      Fakt, że jakość marna jest już wszędzie, więc w sumie po co płacić więcej za to samo... Smutne.

      Usuń
  4. Czytałam dziś post z uśmiechem na twarzy:) fajnie napisane z taką lekkością pióra:) ja się do czegoś Tobie przyznam...ja mam spódnic i sukienek razem ok 36szt!!!! i wiesz,że nie mam się w co ubrać?,ale za 1.5m-ca jadę na wakacje do taty a później do teściów to pewnie od teściowej dostanę jakieś"dary" kolejne ubrania ona tak jak ja ma fioła na punkcie sukienek:) a ,że ma ten sam rozmiar to ja często dostaję coś w spadku bardzo fajnego. co do Lidla czasem coś kupuję tam z ubrań ostatnio spódnicę różowa śliczny kolor:) . Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to miło wywołać na twarzy uśmiech:) - bardzo się cieszę!
      36 sztuk! Matko kochana!
      I nie masz się w co ubrać... Zatem udanych łupów:)

      Usuń
  5. Oj, jak ja się zgodzę! Ciuchów Ci u mnie niedostatek straszliwy, ale ja też problemów z doborem i dopasowywaniem nie miałam. Na wszystko kitel szpitalny szedł i tak :)
    I też jestem zdania, że jakość nie ilość to podstawa. A dopiero dodatki robią "strój". A te znowuż są tańsze niż nowa kieca.
    Tylko jeszcze trzeba sobie radzić z tym doborem i dopasowywaniem, bo kitel jednak nie wszędzie dobry ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. super tylko zachwalać odzież, która nie dziurawi się czy nie blaknie po pierwszym praniu!
    widzę że wybierasz neutralne kolorki ubrań, które z mody nie wychodzą, co jest bardzo dobrym rozwiązaniem na długie lata
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za pierwszy komentarz u mnie:).
      Neutralne kolory zawsze. Dobrze się łączą ze wszystkim, a czasem dobrze przełamują czymś całkiem od czapy:) - to taki mój minimalizm z oszczędności.
      Pozdrowienia!

      Usuń
  7. Lubię wyglądać fajnie i z pomysłem. Rzeczywiście niekoniecznie muszę na to wydawać fortunę. Jednak jak tylko widzę, że coś psuje się albo ma dziurkę - pozbywam się od razu. Stąd nie mam tak wiekowych ubrań.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo to jest chyba tak, że mając niewiele ubrań, częściej nosimy te same i dlatego szybciej się nam zużywają.
      Miło mi w związku z pierwszym Twoim komentarzem:)))

      Usuń
  8. Bardzo fajny post. Ja jeszcze dodatkowo do swoich ubrań się przywiązuję, więc tym bardziej po sezonie wyrzucać szkoda.
    Obiecałaś kiedyś napisać na blogu jak oceniasz skład metkowy, jakie materiały dobre, warte nawet większych pieniędzy, a jakie omijać szerokim łukiem. Napiszesz o tym? Bo podejrzewam, że czas życia Twoich ubrań w dobrej jakości właśnie z tym jest powiązany - z jakością/rodzajem materiału.
    A jeżeli chodzi o ubrania pracowe - gdzie lepiej dopłacić za ich jakość - to co byś poleciła? jakie marki? Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:)
      Co do metek... Przychodzi mi do głowy kilka zdań, tylko, kurczę, czasu jak na lekarstwo:(
      Ale się postaram:)

      Usuń
  9. hej, ja myślę, że te rzeczy nie niszczą się tak "diametralnie" . tracą fason, szwy sie przekrecą, jakieś kuleczki sie pojawią, biel zżółknie, 9np. super koszula, biała bez zniszczeń, a pod pacha żółtawe zafarby, i nawet vanish z wizirem nie daja rady) ale przede wszystkim się nudzą i człowiek chce czgoś nowego.
    Ja przyznaję, nie wyobrażam sobie tak minimalistycznego zakresu garderoby. uwielbiam kupować a raczej polować, bo nie lubię wydawać za duzo na ciuchy. Miec w szafie garderobe na rozniste okazje jest super.
    Choc najbardziej lubię byc w jeansach, koszulce, zakieice i trampkach. stwierdziłam, że lubie też gromadzić i mam swoje uwielbiane artefakty, których nigdy nie mialam na sobie, ale za nic bym nie oddała;) Tak, zgadzam się przyapdek kliniczny. Zastanawia mnie kwestia prania. Jak zapełnić pralkę ? no jasne przy 3 dzieci pewnie nie jest to problemem. ale posiadajac np. tylko 1 bialą koszulę musiałabym ja prac chyba w rekach. A tak mam ich 5, wiszą, czekają na swoją kolej albo w szafie albo w skrzyni na pranie. Tak wiem, mniej znaczy więcej i najlepiej w dobrej jakości. Dbam bardzo o jakość materiałów, które aktualnie w sklepach sa nieczęsto spotykane. Dlatego nie mogę pozostawić jedwabnej koszulki w swietnym stanie w lumpeksie, czy wełnianej pieknej czarnej spódnicy do połowy kolan, choc nie pamietam kiedy w spódnicy chodziłam. Chetnie bym polowała dla kogoś, bo szafa odmawia zamykania ostatnio :) Pozdrawiam i życzę żebś trochę poszalała z zakupami. Przy takiej figurze to grzech nie korzystac z przebieranek ;) bmkofola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cześć, Przypadku Kliniczny:) - fajnie, że tu wpadasz:)))
      Tak Ci powiem na ucho, że mam dokładnie te same refleksje. Może z wyjątkiem tej o znudzeniu ciuchami. Ja się w kilku sztukach kocham, a resztę czuję w obowiązku wykorzystać do cna. I wyrzucić. Bo mam takie dziwactwo, że próbuję zestawiać coś sensownego z tych wielu bezsensownych rzeczy, które z niewiadomych przyczyn:) się w szafie znalazły.
      Kwestia prania... Ha! Problemem jest, jak się z nim wyrobić i nie paść:)
      Czy jesteś stylistką?

      Usuń
  10. Całus dla Roczniaka! I tak piszesz częściej niż ja, choć czasu wolnego mam teraz po dziurki w nosie. Tylko wena gdzie... Za to zrobiłam porządek w szafie i doszłam do wniosku, że jest dobrze :-) Nie za dużo, nie za mało, moje kolory. Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. O Jezu, nareszcie normalny blog z normalną, zdrową babką trzeźwo patrzącą na rzeczywistość! Może ja nie wszędzie byłam, może Was jest więcej, ale do tej pory miałam wrażenie, że zewsząd tylko pustka umysłowa i "luk of de dei" za "jedyne" siedem stów. Wpadłam przypadkiem po drodze od Wujka Google i zostanę na dłużej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miód na serce, Kochana, że jest nas więcej:))))
      Strasznie się cieszę z Twojego wpadnięcia i mam nadzieję, że będzie Ci tu fajnie i niejedną kawkę razem wypijemy:)
      Uściski!

      Usuń
    2. I jeszcze jakie miłe powitanie. To ja się rozsiadam i czytam... Pozdrowienia:)

      Usuń
  12. no wiesz, część rzeczy na pewno się w jakiś tam stopniu niszczy, część po jakimś czasie zaczyna nam się nudzić.

    ja osobiście średnio dbam o ciuchy, w zależności od nastroju i od lubości danej szmatki ;-)

    ale jestem zdania, że coraz gorszej jakości ubrania są w sklepach, no raczej sieciówkom nie o to chodzi, żeby ktoś rzadko coś kupował ;-)
    i fakt, zdarzyły mi się koszulki (np. croppa), w których dziurki porobiły się po kilku miesiącach używania.
    nie twierdzę, że teraz tylko marność i marność, iże trzeba nie wiadomo jakie pieniądze wydać na coś porządnego, ale trzeba bardziej uważnie się przyglądać temu, co się nabywa.

    hm, chyba mój rekord to była spódnica kupiona na wyprzedaży w sieciówce, która mi się bardzo podobała, i kupiłam ją zlekceważywszy nieco głos rozsądku, że mimo wszystko taka cena średnio przyjazna. w efekcie: nosiłam ją 10 lat, dość mocno eksploatując.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No hej! Dawnośmy nie gadały:)
      Różnie bywa z tymi ciuchami, wygląda na to, że temat budzi sporo emocji, więc pewnie skrobnę coś od siebie jeszcze o metkach, o składach, o traktowaniu ciuchów i o metodzie redukowania potrzeb. Sądzisz, że warto? Bo przecież ciuch ciuchowi nierówny i niekoniecznie zależy to od ceny.
      Wiesz, 10 lat o jest całkiem porządny staż, no i z reguły co dekadę zmieniają się niezauważalnie fasony, więc wypada stopniowo wymieniać ubrania. Podobno.

      Usuń
  13. Przepraszam, że znowu komentuję. Ale to w sprawie pisania po nocy na blogu. Nie wiem jak to się dzieję, ale wstawiam posty za dnia(i wtedy się ukazują) a godzina widnieje iście nocna, np. 2.45. Moi znajomi martwią się ,ze zwariowałam, a to komputer? internet? wariuje. Pozdrawiam. Postaram się tyle nie pisać :) Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Absolutnie nie ma za co przepraszać:))) Ja się strasznie cieszę, kiedy widzę u siebie nowe komentarze, zawsze jest ten moment napięcia przy włączaniu bloggera - będzie czy nie? a jeśli tak, to ile? Bardzo jestem Ci wdzięczna za Twoje uważne czytanie, za wszystkie mądre i rozwijające wypowiedzi, które naprawdę wiele wnoszą do treści moich postów.
      Godzinę publikacji trzeba ustawić w strefie czasowej w ustawieniach na bloggerze, też miałam ten problem. Prawdopodobnie masz ustawioną strefę amerykańską, skąd wujek google pochodzi:)))

      Usuń
    2. to kwestia ustawienia w bloggerze w jakiej strefie czasowej się przebywa ;-)

      blogger >> ustawienia>> język i formatowanie ;-)

      Usuń
  14. Mój mąż uważa, że WSZYSTKO, można wytłumaczyć :) A ja się tu zastanawiam nad metafizyczną przemianą czasu na blogerze. O losie ... Dzięki

    OdpowiedzUsuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.