czwartek, 1 maja 2014

Tokarczuk. Subiektywnie

...z cyklu "Czytam sobie"

 

Nie tak dawno temu (najwyżej miesiąc lub dwa:) padła na tym blogu nie do odrzucenia propozycja:) "rozważenia" wątku dotyczącego książek, które czytam i które ewentualnie polecam. Ha, ha! Ja polecam:)! Aby polecać, wpierw się znać trzeba, ale skoro jest zachęta... W związku z nią właśnie postanowiłam wątek wskrzesić (bo istnieje on u mnie, a jakże!) i napisać o książce, której jeszcze nie ma. To znaczy jest, tylko jej jeszcze nie wydali, a na razie zapowiadają i niewielkie w związku z tym zajawki tu i tam drukują. Na pokuszenie. Na smak. 

 

Książki w Tygodniku: miłość
Zdjęcie TU opublikowali


No więc ostatnio (u mnie ostatnio - znaczy: trzy miesiąca temu:) natknęłam się na zapowiadający całość fragment najnowszej powieści Olgi Tokarczuk - "Xięgi Jakubowe". I uczyniłam kolejne, któreś tam podejście do autorki znanej, uznawanej i adekwatnie do owego uznawania nagradzanej. Uczyniłam z nadzieją, że może jednak, że może tym razem...

I co? I nic. Kolejny raz nic. Jestem za głupia na mądrą i głęboką tę prozę. I nie ironizuję tu sobie, nie podśmiewam się, nie dystansuję. Więc może nie tyle za głupia, co zbyt cyniczna? Nie kręci mnie takie pisanie. Nie, że autorka nie umie! W żadnym razie! Umie! Jeszcze jak umie! Daje radę, jak mało kto dzisiaj. O czym zresztą wiadomo od dawna i informować nikogo nie trzeba.

Ale widzę przeczytany fragment tak:
Cudowna proza! I na tę cudowność składa się idealny styl (plus bardzo, bardzo stylizacja), doskonały, acz nienarzucający się rytm (aż się chce czytać na głos i słuchać!), idealne słownictwo, idealny język i idealne wszystko po prostu!

Tak. Forma jest bardzo dobra. A nawet doskonała. Niezwykle estetyczna. W sumie dokładnie taka, jakiej od prawdziwej sztuki należy oczekiwać. W sumie to nawet jest tak, że po przeczytaniu tej, każda forma gorsza mnie już zgorszy. I zdenerwuje. Oraz zirytuje. Że po co ktoś pisze, jak nie potrafi. Ale Olga Tokarczuk potrafi. O czym zresztą wiadomo od... itd.

No i właśnie dla tego "potrafi" jestem w stanie przeczytać kilka stron. Nie kilka stron dziennie, zanim zasnę. Kilka stron w ogóle. Ponieważ tyle mi do zaspokojenia estetycznych potrzeb literackich w zupełności wystarczy. Później, prócz doskonałej formy i takiego samego warsztatu, muszę mieć coś więcej. A w tym wypadku nie mam, niestety.

Znajduję tam bowiem świat na granicy światów, kokietuje mnie tam zmityzowana do bólu rzeczywistość. Próbuje wciągnąć baśń. Takie elementy scenografii odnajduję na tych kilku do posmakowania danych stronach. Tylko że akurat ja w tym entourage'u nie gustuję. Tak mam. Jeśli jednak Wam się to podoba - w "Xięgach Jakubowych" znajdziecie mądrą, nieraniącą uszu oraz intelektu rozrywkę, a może i więcej. Z całą pewnością więcej. Ponieważ talent Olgi Tokarczuk to jest absolutna pierwsza liga, format poza wszelką konkurencją. W swoim gatunku. Poza nim też.

Ale że wszystko - sztuka także - bywa kwestią gustu, zatem...

Ja okropnie żałuję, ale mnie estetyczna doskonałość tej prozy dawała  satysfakcję przez stron kilka i sądzę, że nie da jej więcej

Sądzę, że to kwestia samego tematu, dość dla autorki charakterystycznego. Trudno coś powiedzieć na pewno po tak krótkim fragmencie, ale: tradycyjne miasteczko żydowskie plus coś z "pogranicza kultur", tak to umownie i na własny użytek nazwę, ale mogę się mylić, bo fragment niewielki. Zajawka jakiejś naprawdę ciekawej historii, a wszystko w sosie mityczno-baśniowym. Kompletnie nie moje klimaty.

Ale świetnie napisane, bo jakżeby inaczej. Jednak z książką jak z człowiekiem - najpiękniejsza powłoka (że się tak podle wyrażę) nie zatrzyma nas przy nim na dłużej, gdy brak wewnętrznego porozumienia (czyli się na innych falach nadaje - tym razem kolokwialnie dopowiem:). I to nie to, że treść jest jakaś "zła" czy coś. Tylko "powłoka" jakby lekko przestylizowana, nadmiar estetyki, bo ja wiem... Ale, jak już wspomniałam, ja się nie znam. Sorry.

O, już wiem! "Takie coś" bardzo by mi odpowiadało w formie miniatury literackiej, może opowiadania. Tego typu powieść to dla mnie o wiele za wiele. 

Marudzę, marudzę, ale byłoby dobrze, gdyby wszyscy domorośli "pisarze" tak sobie pisali...

Nie skuszę się jesienią. Wolę, gdy jest bardziej chropawo. Jak u "podróżnego" Stasiuka na przykład. Ale o tym następnym razem.

PS Takie wpisy jak ten w żadnym razie nie mają na celu wywnętrzania się na temat książek kształtującego do tychże stosunek czyjkolwiek. Są absolutnie i bezgranicznie subiektywne i w najmniejszym nawet stopniu nie świadczą o wspomnianych tu książkach, a co najwyżej o bezczelnej śmiałości i niezmierzonej ignorancji wpisów tych zakompleksionej autorki.

12 komentarzy:

  1. Dawno już nie czytałam tak ciekawej recenzji książki, która nie przypadła do gustu :) i, o dziwo, jestem zachęcona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dzięki:) Chciałam oddać sprawiedliwość, nie popaść w bałwochwalstwo i nie wyrzec się gustu. Z Twojej odpowiedzi wynika, że może trochę mi się udało:)

      Usuń
    2. "Jestem za głupia na mądrą i głęboką tę prozę..." - jedno ze zdań, pod którym najczęściej się mogę podpisać. Co rusz. Co dzieło. Z gatunku tych bardziej uznanych szczególnie.

      Pogodziłam się z własnymi ograniczeniami i żyję.

      Pełna szacunku wszakże dla każdego, kto zadaje sobie trud brnięcia w coś, co nie chwyta go za serca, za trzewia, za fraki choć.

      Pięknie wyrażony dystans. Wielu autorów marzyłoby o takiej krytyce.

      Dzięki za podzielenie się refleksją na temat, do którego boję bliżej się podejść. Tokarczuk... tak, wstyd. Ale obchodzę dokoła, a jeszcze ni razu nie podeszłam.


      Usuń
    3. No i tak to jest z nami ignorantkami:))) Sorry - ze mną na czele, oczywiście. A tak w ogóle to coś byś z prozy poleciła? Byle nie Kuczoka, bo... Bo nie. Kuczok, Kobierski, Melecki (ten od Wojaczka), Olszański. Taki zestaw był ze mną na roku albo tuż obok, czyli na kulturoznawstwie. I tak się teraz zastanawiam, jak ich czytam w różnych miejscach, "na co mnie było" te cudze dzieci uczyć i swoje rodzić?! Bym karierę miała. A tak mam kompleksy. No. Liczę do dziesięciu.

      Ten mój optymizm:(

      Raz ja ponarzekam, a co.

      Usuń
    4. Ostatnio zabrnęłam w Bator. Dobre, ale dołujące. Potem w Rowling dla dorosłych. Cholernie dobre, ale dołujące. Bo przedtem było parę dołujących biografii.

      K..... (w gościach nie przeklinam;)!) - dość, do cholery!

      Odmóżdżam się Cherezińską. Z przyjemnością, bez bólów egzystencjalnych, bo rozrywkowe to i nawet czegoś uczące. Ale nie wiem, czy historyczne ciut fantasy lubisz ;).

      Usuń
    5. Dzięki. Bator omijałam z daleka. Się boję kobiety:). Rowling nie wierzyłam, że można traktować poważnie. Ale skoro "cholernie dobre" - spróbuję. Z dołujących biografii wystarczy mi moja:))))
      Historyczne fantasy - raczej nie. Raczej na pewno nie. Tak jak i różne "gryotrony" nie. Ale co kto lubi. Ja się odmóżdżam konwencjonalnie. Grocholą. "Trzepotem skrzydeł" albo "Osobowością ćmy", a w sytuacjach skrajnych "Upoważnieniem do szczęścia", które kiedyś od Męża dostałam na Gwiazdkę.

      Usuń
    6. rRowling cholernie, cholernie dorosła jest dobra :). "Dobry wybór" - nomen omen ;). Dla dzieciaków i młodziaków też jest dobra, ale tego Ci nie zachwalam, jak nie jesteś fanką klimatów magicznych ;).

      Grochola? Ojć, nie. Z tych klimatów to już mi starczy trylogia Rozlewiskowa, rozjechana bezlitośnie przez serial TV, którego jeden odcinek promujący non stop Olej Kujawski, miałam nieprzyjemność obejrzeć.

      Usuń
    7. Ależ moja Droga:), trylogia Rozlewiskowa (wraz z pochodnymi naśladownictwami) to jest gniot, ledwo przebrnęłam przez pierwszy tom i czułam się, jakbym czytała słabe wypracowanie czwórkowej (albo i aspirującej do czwórki) uczennicy gimnazjum. Słaby styl, słaby język, słabe wszystko. Gniot. Natomiast Grochola (a zwróć uwagę, że nie piszę o tytułach: "Nigdy w życiu!" i dalsze części albo ostatni "Houston...", choć i tak są napisane mistrzowsko w tym gatunku, jeśli chodzi o warsztat) to jest osoba potrafiąca pisać. Bez względu na klimaty, za jakie się weźmie. Książki przeze mnie wspomniane są od kom-romowych tematów baaaardzo dalekie. I cholernie dobrze napisane. Sprawdzałaś? Są mało znane i pewnie słabo się sprzedają, przynajmniej w porównaniu do tych "hitów".
      A tak w ogóle to szok, że tu jeszcze zaglądasz - przy tak długim niepisaniu moim. Dzięki:)))

      Usuń
  2. Od 6 lat taki to właśnie jest mój stosunek do Olgi Tokarczuk. Absolutnie nie moje klimaty. I choćby krytyka, nie wiem za jak dobrą prozę dzieła tejże autorki uważała, ja tego w ogóle nie czuję. Czytam więc z przyjemnością inne "dzieła" kierując się własną intuicją ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za odwiedziny:) - co za ulga! Spodziewałam się krytyki, ale miło wiedzieć, że ktoś jeszcze woli polegać na własnym guście i wyczuciu niż wyłącznie na krytyce literackiej. Aczkolwiek aby się wypowiadać w swym imieniu, nie tylko powtarzać opinie, coś jednak przeczytać trzeba:).

      Usuń
  3. Twoja recenzja jest sama w sobie smaczkiem. Jeżeli kiedyś coś napiszesz i wydasz pierwsza będę w księgarni.

    OdpowiedzUsuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.