środa, 14 maja 2014

Władysław Hasior

...z cyklu "Dyrdymałki"

 

Galeria Władysława Hasiora w Zakopanem. Folder


 

Jak dobrze jest mieć kilkanaście lat i po raz pierwszy natrafić na sztukę. Jak dobrze jest nie mieć percepcji skażonej ideologiczną "dobudową" wtłoczoną do głowy przez biogramy, recenzje i "lepiej wiedzących".

Jak dobrze mieć bezczelną odwagę ignoranta i nawiązać rozmowę z Artystą po spotkaniu autorskim. I podzielić się z nim swoim adresem. Prawdziwym.




Jak dobrze otrzymać od Artysty kilka listów i kartek pocztowych, na które się wcale, ale to wcale nadziei nie miało. Bo jak? Taki Wielki Artysta i taki mały nikt. Jak dobrze móc Artyście na listy odpisać, godzinami dobierając słowa. I znów otrzymać odpowiedź.

Jak dobrze mieć co wyciągnąć z pudła pamiątek i z namaszczeniem kolejny raz obejrzeć. Się wzruszyć. I sobie przypomnieć.

Wrzesień 1991 roku. Maturalna klasa. Tygodniowa wycieczka do Zakopanego.
Gubałówka, Krupówki, fotografia z misiem. Morskie Oko, Kuźnice, Kasprowy. Atma, Cmentarz na Pęksowym Brzyzku, Galeria Hasiora. Fakultatywnie. Takie były czasy. Czasy "czasu wolnego" na wycieczce, dla tych, co nie chcieli do Galerii Hasiora. Ani do żadnej innej. Dziś już "nie te czasy". "Czasu wolnego" brak. Czas wypełniony atrakcjami po brzegi.

Galeria. Szok absolutny. Może mi się wydaje. Może idealizuję młodość. Może. Ale takiego natężenia artystycznej energii, jakie tam panowało, nie spotkałam już nigdzie indziej. Poraziło mnie. I moją "nierozłączkę" także. Więc szok. Niezmącony nawet szumem generowanym przez dwudziestkę niezbyt zainteresowanych sztuką, lecz jednak trochę sztuką zdziwionych, gardeł.

Że na zamówienie komuny. Że protegowany. Że swych czasów celebryta.

A może dzięki temu w świecie znany? Może markę kraju promujący?

Może. I pewnie figowy listek niezbyt dobrze cenzurowaną szarą codzienność sztuki osłaniający.

Trudno. Tamto pierwsze nieskażone spojrzenie może i było naiwne, może ignorancją podszyte, może nastoletnio egzaltowane. Nie szkodzi. I tak było lepsze od "uczonej" i politycznej paplaniny towarzyszącej wystawie w krakowskim MOCAK-u. Było porażające. Na tyle, żeby w już w grudniu potraktować Artystę jak "swojego", jak kogoś bliskiego po prostu. Bo w grudniu odbyło się z Artystą spotkanie w naszym miejskim KMPiK-u i ręka do góry, kto pamięta, co to było i potrafi rozwinąć skrót bez google'a! Mówiło się na to... "empik".

I tak, zdaję sobie sprawę, jak brzmi to, co w tej chwili piszę. Tylko że naprawdę nie mam pewności, czy mój dzisiejszy "dorosły" dystans, obycie, "znajomość kontekstów" i inne ble ble - czy to aby na pewno zasługuje na miano dojrzałego odbioru sztuki. Bo czy sztukę w ogóle należy odbierać "dojrzale"? Czy obudowany teorią, kontekstami, wiedzą o historii sztuki odbiór to jest odbiór prawdziwy? 
Bo coś mi mówi, że gdyby nie tamta zakopiańska wycieczka, dziś Władysław Hasior obchodziłby mnie tyle, co zeszłoroczny śnieg. A tak wciąż poraża.

"Ideolog"

"Wyszywanie charakteru"

10 komentarzy:

  1. ostatnie zdjęcie... idealne na koniec :
    ja tam się zgadzam. ignorantką zostałam do dziś, niedouczoną w wielu kwestiach i wychodzę z założenia, że jeśli coś w sztuce szeroko pojętej ma "moc", to przedrze się przez te moje opary wiedzy i wrażenie wywrze. bo chyba o wrażenie chodzi przede wszystkim? a to skłania do wciągania wniosków...

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja Hasiora "poznałam" na rondzie w Koszalinie :D Jako nastolatka. A właściwie to tam zetknęłam sie z jego sztuką. Dopiero potem w Zakopanem ;)
    Korespondencji zazdroszczę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama sobie też zazdroszczę:). Dziś nie miałabym odwagi.
      Witam na blogu:)))

      Usuń
  3. Piękne wspomnienie. Oddycham sobie nim i ulatuję na moment od dzisiejszego na wskroś prozaicznego dnia.

    Ale, ale... czas wolny na wycieczce jest święty, najświętszy! Nie ma prawa go naruszyć nawet Luwr, Uffizi i Ermitaż!

    No nie wierzę, że to się zmieniło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmieniło się. Tak jak zmienili się rodzice gotowi oskarżyć nauczyciela o wszystko, co ich dziecię zmalowało. Bo przecież nastolatek pod opieką nauczyciela nie ma obowiązku myśleć, przestrzegać prawa, zasad kultury i przyzwoitości. Nie musi ich nawet znać. Po co? Przecież za to wszystko odpowiada nauczyciel, którego rodzic w razie czego do tej odpowiedzialności pociągnie i po problemie. Się belfra z pracy wyrzuci, zamiast niewinnego ucznia ze szkoły.
      To właśnie się zmieniło.

      Usuń
  4. Nie znam tego Pana:)no,ale nic straconego poczytam w necie o nim:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pewnie:) Zrobiłam link do jego galerii i do wystawy w MOCAK-U, można tam zobaczyć jego niektóre prace i co nieco przeczytać:)

      Usuń
  5. Piękne wspomnienie. I ta pocztówka z „samolotem” odlotowa. A mnie w sztuce przeszkadza najbardziej to, kiedy tzw. tłumacze od sztuki, czyli krytycy wielce uczeni, próbują ustalić z mocą naukowego dowodu, co autor miał na myśli. Zdarza mi się czasem słuchać/spotkać artystów we własnej osobie i to oni wchodzą w dyskurs z krytykiem korygując krytykę. Wtedy to już będzie obowiązujący i jedyny uprawniony sąd o dziele. A ZE SZTUKĄ JAK Z MIŁOŚCIĄ. Coś (ktoś) nam wpada w oko, podoba się albo nie, zachwyca, uwodzi, albo nie, adoruje, spać po nocy nie daje (albo nie :)). Do swojego zakochania w chłopaku (albo w mężu) też można dodać ideologię. Tylko po co? Pozdrawiam, czytam. Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak sobie wyciągam z zakamarków pamięci i szafy różne wspominki:)
      I tak sobie myślę, że z dziełem, jak z dzieckiem. Autor stworzy, na świat wypuści, a potem to już ono żyje własnym życiem. I na tym sztuka polega, że opiera się jedynie słusznym sądom, poglądom czy interpretacjom. Autorskim, recenzenckim lub czyimkolwiek innym. A wartość dzieła tkwi w tym, że ono daje w sobie widzieć to, co potrafi w nim dostrzec odbiorca. Bo może nabrać całkiem nowych sensów widziane z całkiem innej perspektywy. I mogą to być sensy całkiem różne od tych, w które wyposażył je autor.
      Dziękuję, że czytasz:) Bardzo się cieszę, naprawdę mi miło. Uściski dla Ciebie!!!

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.