niedziela, 1 czerwca 2014

Co czytam...

...z cyklu "Czytam sobie"

 

Zawsze piszę, że książka to najlepszy prezent. I wielkanocny zajączek o tym wiedział:)

 

Kiedyś Kaśka, a wkrótce po niej Iwona, zapytały, co czytam i co mi się podoba. Że może by taki cykl... O książkach, które polecam, znaczy:).


On, ten cykl:), jest, istnieje prawie od początku bloga, ale ledwie zipie, więc trudno go zauważyć, prawda? Coś tam od czasu do czasu wrzucę - a to na Tokarczuk powybrzydzam, a to na Norę Roberts... A co sobie będę żałować!

Ale to nie tak. O wiele łatwiej zrobić wpis na temat tego, do czego można się trochę przyczepić. Trudniej i dłużej pisałoby się pozytywnie. A książek podobających mi się jest naprawdę o wiele, wiele więcej. Tylko że... Tylko że to przeważnie nie są nowości. A o nie tu przecież najbardziej chodzi, czyż nie?

Bo u mnie z nowościami to najczęściej jest tak, że lądują na kartkach pod tytułem "do kupienia", "do kupienia chętnie", "do kupienia choćby nie wiem co, bo nie wytrzymam". Tytuły mam w głowie, a kartki wyglądają tak:


 
Kilkuletnie już listy życzeń - ostatnio nie aktualizuję, i tak słabo się spełniają:(

No i jeszcze książki dla dzieci. Tyle jest genialnej klasyki, tyle świetnych nowości. Chciałoby się skompletować biblioteczkę na życie. Taki posag do samodzielnego rozbudowywania w dorosłości. Chciałoby się...

No to w czym problem? - zapytacie. Teoretycznie problemu nie ma. Praktycznie jest. Wiadomo.
Tymczasem dzieci rosną i potrzeby czytelnicze także. Bo to wpierw Brzechwy, Tuwimy, Konopnickie i Fredry. Potem Puchatki, Muminki, Paddingtony. Wreszcie Pippi, Karlsony i inne Emile. Świat Borejków i Zofii nieustannie w użyciu. Jak Andersen. Takie to punkty orientacyjne, bo wszystko od dawna idzie w setki. Łącznie z trzema wersjami mitologii Greków i Rzymian. Wcale nie z mojej inspiracji, proszę mnie nie posądzać o takie zapędy:).

A ja? Ja próbuję nadążyć za moją tygodniową porcją prasy i przeczytać co nieco do poduszki.

Kiedyś tak sobie dzieliłam czytanie, że do łóżka zabierałam książki nowe. I one sobie koło tego łóżka ze mną spały. O takie - na przykład:


Franaszek pisze po mistrzowsku, mam nadzieję na "Przepustkę z piekła. 44 szkice o literaturze i przygodach duszy". Wywiad z Allenem - nie muszę komentować dlaczego, prawda?

Lewa plotkarska, prawa super, bo amerykańska, no i to Updike przecież!

Tu jest spory rozrzut, ale obie genialne

Uwielbiam...

Te są pamiątkowe - z autografami i po miłej rozmowie. Zalety bycia koordynatorem CPCD



O Iwaszkiewiczu zawsze i wszystko

Albo to jest słabe, albo edytorska porażka (znaczy tłumaczenie i redakcja do bani)

Prawa - wysokie loty. Lewa - przyjemne czytadło

Opowiadania. A Grochola mistrzynią gatunku jest. I wg mnie to literatura wysoka jest

Prawa bardzo dobra. I zaskakująca

Lewa przyjemna, ale słaba, prawa niezła

Ledwo, ledwo... Mniej niż średnie czytadła

Tak zwane "inserty" - zaskakująco dobra literatura. Ale ja lubię prozę amerykańską, zwłaszcza z akcją w Nowym Jorku

Literatura po 4 złote sztuka

Każda po 4 złote w "taniej książce" - nadspodziewanie dobre, zwłaszcza ta po lewej

Fajna, ale nie polecam, jeśli ktoś jest przepracowany, bo można się podłamać

Marzy mi się komplet prawdziwej Austen. Kiedyś...

Dwie pierwsze części o niebo lepiej napisane od ostatniej. A może tylko się zestarzałam...

Takie sobie dyrdymałki... Ta po lewej to nieźle napisany miłosny kawałek

Ulubiony eseista. Jego teksty to jest  p o e z j a  gatunku

Za dnia czytałam własne domowe starocie, wyciągane z zapomnianych półek, podniszczone, ze zdziwieniem po kilkudziesięciu latach od wydania odkrywane. O nich innym razem:).

Dziś trudno mi jest nawet poczytać gazetę - Roczniak śpi już niewiele, a jeśli już, próbuję popracować lub napisać coś na blog. Z tęsknotą oglądam czasem stare wpisy, na których i gazeta, i książka, i filiżanka z kawą, i kanapa, i leżak. 

Dziś na czytanie bez ryzyka podarcia pozwala mi jedynie łóżko. Późną porą. Ale to jest kwestia kilku, najwyżej kilkunastu minut:). No.

Wszystko mija, nawet najdłuższa żmija, więc teraz cieszę się głośną lekturą Tuwimowych, Fredrowych, Brzechwowych i Konopnickich wierszydeł. Lekturą fragmentaryczną i wyrywkową, jak to przy Roczniaku. Czytam, co mi każą i co rączki pokażą. Przez kilka, kilkanaście sekund, a potem muszę już ratować książkę przed podarciem. Tak. A potem podtykam taką, którą nie tak łatwo rozerwać, którą nie tak łatwo skonsumować, w którą za to łatwo paluszkami stukać i obrazki pokazywać.

I tylko raz na jakiś czas, kiedy śpi, odgruzowuję jeden róg pokoju, metodą spychacza usuwam z pola widzenia zabawki, zapominam, że zmywarka, że pralka, że obiad. Zapominam, żem matka dzieciom. Biorę książkę. Ale taką wyczekaną, wymarzoną, nowiutką. Taką, która na ten jeden idealny moment czeka nawet i kilka miesięcy, bo do łóżka na zaśnięcie to jej szkoda, bo chciałoby się nią móc podelektować.
W tych dniach jest to książka, która tak wygląda:



I reprezentuje kategorię "do kupienia choćby nie wiem co, bo nie wytrzymam".

Książka chciana od dawna, "miana" od niedawna - "zajączek" mi przyniósł, całkiem niespodzianie:), już prawie dwa miesiące temu. Dziś mam nadzieję przez chwilę się nią podelektować. Jest niedziela, więc nie rzucę się na pracę, kiedy Małe pójdzie spać. Delikatnie pogłaszczę okładkę, powącham środek, obejrzę obrazki... Może nawet uda mi się coś przeczytać, zanim się obudzi.
Trzymajcie kciuki!:)

23 komentarze:

  1. Wczoraj wieczorem tak sie wysililam na dlugi wpis czekajac na opozniony o 2 i pol godziny samolot. Ale pisalam z tableta i cos musialo sie zerwac i "zjesc" moj komentarz, bo go dzis nie widze…
    Trudno.. W kazdym razie wczoraj ksiazka mi umilila opozniony powrot z weekendu. Ale ja tez mam stosik do przeczytania i "bulimiczne" listy tych jeszcze do przeczytania. Czesto kombinuje jak nie kupic a przeczytac, al w wypadku nowosci nie zawsze sie udaje. Milego tygodnia, pora ruszac do pracy
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że Ci zjadło:), nie mam go na bloggerze, naprawdę:(. "Bulimiczne" listy - jesteś wielka! Udanego tygodnia pracy!

      Usuń
  2. Ale się usmiałam z Twojej listy książek i klucza, wg którego kupujesz, albo i nie:-) No imponująca lista!! Ja musze powiedzieć, że mało czytam polskich autorów, generalnie uciekam gdzie pieprz rośnie od klasyki, ale tu z kolei tej zagranicznej, bo polskie "starocie" uwielbiam. Jestem fanką książek historycznych, szczególnie kręcą mnie Tudorowie, więc to kupię ZAWSZE, no i nie pogardzę dobrą biografią:-) Natomiast Twoja książka Nowy Jork bardzo mnie zaintrygowała!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś jest na rzeczy z tymi Tudorami, bo nie jesteś pierwszą osobą, która ich poleca, więc chyba spróbuję. A Rittenhouse to świetna dziennikarka. W jej książce poza tekstem - rzadkie fotografie starego Nowego Jorku.

      Usuń
    2. Jesteś szczęściarą, że masz miejsce na nowe książki. Ja mieszkam w bloku w małym mieszkaniu – 3 osoby + pies. Już od jakiegoś czasu każde z nas ma kłopot jeśli przyprowadzi do domu jakąkolwiek nowa rzecz – nawet chudą książkę. W naszym blok jest taki obyczaj, że wielu sąsiadów robi porządki książkowe i układa się przy wejściu obok portierni. Inni je sobie biorą i książki są adoptowane. Więc i ja niczym kat raz na jakiś czas robię miejsce na półkach na nowe książki wynosząc te… na które serce pozwoli. Bo są oczywiście i takie, których nigdy, przenigdy, za żadne pieniądze 
      Pozdrawiam. Beata

      Usuń
    3. Uprawiacie bookcrossing, wiesz? Fajna sprawa:)

      Usuń
  3. Mnie najbardziej w całym wpisie urzekły... listy życzeń :).

    I pismo Twoje. Pismo jest zwierciadłem duszy, pisały dawniej pensjonarki i uczniowie, kaligrafując starannie.

    No to... ładnie :).

    Książki - niektóre leżą i u mnie, o Allen! - jeszcze do przeczytania :). Dzięki za tę wyprawę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że niby tę duszę miały panny pensjonarki taką staranną?:) Się przestraszyłam nie na żarty, co Ty o mnie teraz wiesz.

      Usuń
  4. Książki masz fantastyczne chętnie bym kilka widziała u siebie na półce :) . Co do snu roczniaka może Cię troszkę pocieszę Jaś w dzień mało spał,ale od 3m-cy śpi w dzień po 3godz i czasem muszę bo budzić(właśnie zasnął to mam czas dla siebie i dla domu ) . Czytam i nie wierzę,że u Was też gości rodzina Borejków? bardzo,ale to bardzo lubiłam czytać Małgorzatę Musierowicz jak chodziłam do podstawówki ostatnio czytałam po raz enty Idę sierpniową . Miłego dnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pewnie, że goszczę Borejków, jakże by inaczej?

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Zawsze dla Czytelniczek:). Postaram się więcej.

      Usuń
  6. Kilka wspólnych zainteresowań i jak wiele inspiracji, dziękuję!

    Uwielbiam Grocholę za tę różnorodność - pitu pitu o drobiazgach, a tu nagle bum i taki "Trzepot skrzydeł" albo "Przegryźć dżdżownicę".

    Czy dzieci naszych dzieci nadal będą chciały czytać Jeżycjadę, czy też MTV doszczętnie wyżre im mózg i nie będą w stanie docenić dobrej literatury młodzieżowej?

    Zauważyłam smutne zjawisko wśród domów wydawniczych: weźmy 20 stron tekstu, napiszmy czcionką rozmiar 22, zróbmy duże marginesy, dodajmy twardą okładkę i sprzedajmy za pięć dych, może klient nie skapuje, że można byłoby tę samą treść zmieścić w literaturze kieszonkowej za 4,90.

    Ja w swoich listach życzeń książkowych mam kategorię pod tytułem "Mężu, gdybyś nie miał pomysłu na prezent...", rzucaną niedbale, acz wymownie na stolik w okolicach urodzin, imienin oraz Gwiazdki ;)

    Czy Ty też tak masz, że nie potrafisz czytać e-booków? Bo nie można ich powąchać, bo nie szeleszczą, bo nie da się włożyć do nich zakładki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ja Ci dziękuję za to "uwielbiam Grocholę"! I za dostrzeżenie tego "bum", które ginie wśród "drobiazgów" pozwalających jej na utrzymanie się, ale też przyjemnych po prostu. Bo ona, nawet gdy pisze to swoje "pitu pitu", to i tak trzyma poziom warsztatowy, czego nie da się powiedzieć o "pisarkach" i "pisarzach", dla których owo "pitu pitu" to jest szczyt możliwości i ledwo dają radę. Natomiast widać w niej rasową artystkę, która chce i potrafi napisać prawdziwą sztukę. I robi to w przerwach od zarabiania kasy. Nie nadyma się przy tym, nie puszy, że oto ja, wielka artystka, klękajcie narody na dźwięk nazwiska mego, co się pisaniem dla tłuszczy nie skalało. Chyba że pod pseudonimem, rzecz jasna:).

      Pozostałe Twoje akapity - jakbyś mi z ust wyjęła. Naprawdę:)))

      Usuń
  7. Wspaniała kolekcja ;) u mnie niestety czytanie kuleje, dziecko, praca, obowiązki domowe wypełniają mi większość czasu, a ponieważ pracuję przy komputerze wieczorem moje oczy nie wytrzymują więcej niż 10-20 stron! To straszne, ale nieługo urlop więc troszkę nadrobię :) pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Pokazałam przykładowe tropy z naszego regału. Mąż mówi: Pokaż "Wstęp do fizyki":), a jamam w planie pokazać jeszcze przykładowe starocie, którym nowości mogą pod względem edytorskim buty czyścić.
      Z tymi komputerami to właśnie tak jest, człowiek nie może wzroku używać dla przyjemności, bo go "zużywa" do pracy:). Mam nadzieję, że będzie lepiej!

      Usuń
  8. Jezu, jakie to piękne! Jak pięknie wszystko opisałaś....
    Lecę kupować....i czytać.
    Agatę uwielbiam miłością bezwzględną i "padającą do nóg", więc się nie ustosunkuję;
    Ostatnia Jones to jakieś nieporozumienie.
    Serdeczności, Kaśka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kaśka, no Agata JEST super, tylko akurat w tej edycji przekład albo drętwy, albo zgrzytliwy, ale miejscami też piękny. W sumie to na minus. Takie to jest to tanie wydawanie:(.
      Wielkie dzięki za komplementy:))). Cieszą i łechtają.

      Usuń
  9. Jak ja lubię czytać o książkach!
    Rzeczywiście, są rzeczy, po które bym z premedytacją nie sięgnęła, aleś mnie przekonała. Choćby do Grocholi (tylko nie krzycz...) :)
    I powiem Ci, że ja też takie listy robiłam kiedyś, jak gówniarą byłam :D ale, niestety, pogubiłam. Teraz chętnie bym zerknęła, co tam mnie wtedy interesowało.
    To życzę spełnienia marzeń ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę się nie spodziewałam takiego odbioru na takie pisanie pod zdjęciami:). Cieszę się, że Cię przekonałam do Grocholi. Uważam (ale dorabiałam się tego poglądu latami), że kompletnie nie warto skreślać niczego, jeśli się w rękach nie miało, i to kilkukrotnie. Wiele razy coś omijałam, w końcu z braku latu otworzyłam i się mocno zdziwiłam. Wyjątkiem - Kalicińska. Tę raz wzięłam i poczułam się, jakbym gigantyczne ledwo czwórkowe wypracowanie czytała i miała je poprawiać:((( - od czego chciałam się przy książce wieczorkiem w łóżku oderwać. Ale już Grochola zapewnia całkiem wysoki poziom relaksowania się:). "Niektóra" proza to bardzo dobre rzemiosło rozrywkowe, a inna - normalna sztuka. Bez zadęcia. Ale kto by tam porównywał z Kuczokiem Grocholę!
      Szkoda Twoich list, może byłyby wciąż aktualne?

      Usuń
  10. uwielbiam Hołownię :) a widzę, że u Ciebie Grochola króluje ;) Bromby to bym sobie poczytała ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z trzech przez Ciebie wspomnianych - wszystkie pozycje zaskakują - każda na swój sposób. Są całkiem inne, niż można by się po nich spodziewać. A Bromba rządzi:)

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.