niedziela, 27 lipca 2014

Na śniadanie - Toskania. Michał Paweł Markowski

...z cyklu "Czytam sobie" albo "Uroda życia"


Setki książek o sielskim i anielskim życiu w Toskanii potrafią do tego miejsca i do takiej literatury skutecznie zniechęcić. Do miejsca - bo ileż można oglądać "toskańskich" okładek atakujących z księgarnianych witryn w internecie i w realu?

 


Kiedy więc mąż triumfalnie mi pokazał w papierowym "Tygodniku Powszechnym" esej "Toskania, kochanka wszystkich" popełniony przez Michała Pawła Markowskiego (którego pisanie wielbię po prostu, bo inaczej się nie da) - zasapałam. Z radości. Albo i ze szczęścia. Bo czytać o Toskanii dobre rzeczy lubię. Te trochę gorsze też. A na złe jestem zła. Że psują idealny obraz idealnego miejsca próbami uczynienia go jeszcze bardziej idealnym i oderwanym od rzeczywistości. Do mdłości. Ale jeśli temat podejmuje bardzo dobry i bardzo znany eseista, poeta prozy (opinia prywatna), profesor uniwersytetu, polonista(!!!) - w ogóle nie ma o czym mówić, nie ma się nad czym zastanawiać.

Bo odkąd trochę przypadkowo przeczytałam Tessy Capponi-Borawskiej dziennik z wakacji w jej rodzinnej Toskanii, czuję, że to nie miejsce tandetnie i kiczowato sielskie, lecz mistyczne. Choć - jeśli chodzi o wakacje - przed sielskim kiczem najmniejszego oporu nie czuję:)). Gdzież by tam!

Natomiast dziś dzięki esejowi M. P. Markowskiego i dzięki owocom uzbieranym przez starszaki na działce Rodziców miałam śniadanie idealne.


SLOW READING, SLOW FOOD - SLOW LIFE!
I cudowna zapowiedź upału...

15 komentarzy:

  1. Pozdrowienia z Krakowa - tu tez magia mieszka:-) Beata

    OdpowiedzUsuń
  2. Toskania to moje marzenie, ale muszę przyznac że cokolwiek bym nie czytała i nie widzała na jej temat idylla jest taka że po prostu oczy łzawią od tej sielanki.Śniadako cudowne i ta kawka.....wiolina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie o to mi chodzi. Ale nie dotyczy to esejów Markowskiego. Są erudycyjne i filozoficzne, a przy tym takie zwyczajne. I ta piękna, rzadko spotykana, literacka polszczyzna! Wręcz fizyczna przyjemność czytania! Z takiego ujęcia można czerpać poczucie sielanki, nie z literalnego jej przedstawiania:) Polecam!

      Usuń
  3. Malinowe borówki? I serek ze śmietanką? I, nie daj Boże, pod spodem ukryłaś kluseczki??? Wstyd! Żeby tak nęcić z ekranu! I jeszcze powiedz /napisz, że mogłaś napawać się SPOKOJEM takiego śniadania przy lekturze... To się nazywają wakacje :) (chyba pobiegnę jutro po ten Tygodnik, mimo że prasę omijam łukiem)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to powiem prawdę okrutną: to nie śmietanka - to jogurt naturalny; pod owocami twarożek. I zero kluseczek.
      To czysto zmysłowa rozpusta. Tak. W stu procentach. O to chodziło.
      Nie omijaj Tygodnika. Różni się od innych tygodników. Mądry jest. Ot co. Chociaż chwilę każdego dnia. Nabieram sił i wracam do rzeczywistości. A te siły stąd, że nie czuję się taka "zredukowana" do jednego wymiaru. Chociaż wcale nie uważam, że ten wymiar (co wiesz) to jest jakaś redukcja. Ale jednak. Się zaplątałam. Ale rozumiesz?:)

      Usuń
    2. Jogurt przełkniemy, byle posłodzony. Ale BEZ KLUSECZEK!!? I mówisz o rozpuście? Daruję jednak w imię przyjemnej lektury Twoich postów :)

      Rozumiem :D redukcję też rozumiem. Tym bardziej rozumiem próby przeciwdziałania. Nawet jeśli to prasa ;) ale nie mówię nie, zobaczymy, zobaczymy...

      Usuń
  4. masz rację, książek o toskańskiej idylii trochę jest:) nie wszystkie dobre, ale miło się je czyta latem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i o to chodzi, aby się miło czytało. Zgadzam się z Tobą. Ale Markowskiego czyta się przemiło. I niegłupio na dodatek.

      Usuń
  5. W Toskanii zdołałabym popełnić tylko kicz! Bezpieczniej byłoby wybrać Umbrię... ale tak serio obawiam się, że i to mogłoby kiczem rzygnąć. Zamilknę zatem na temat wszystkiego z wyjątkiem Dziury ;).

    Na nią mnie stać ;). A Ciebie na super chwilę przy śniadanku. Zazdroszczę, cierpię na lekturoposuchę, a śniadania łykam bez cienia celebracji. W ogóle jakaś słaba w tym jestem :(.
    Chyba, jedynie gnuśność celebruję jak trzeba :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to właśnie Dziura jest Twoją Toskanią. Co do rzygnięcia kiczem - jak najbardziej. Chętnie popełniłabym jeden lub dwa, sprzedała za dobrą cenę wszystkie prawa i urządziła sobie do obrzydliwości sielskie i kiczowate życie w dowolnym kiczowatym i sielskim zakątku świata. Tak.

      Celebracja gnuśności - oryginalne. Pisz! Serio.

      Usuń
    2. Już nieraz z kimś planowałam rzygnięcie popłatnym kiczem. Ale zawsze człowiek ma jakieś durne opory. A poza tym - realnie rzecz ujmując - za mało czasu na niepewne inwestycje.

      A celebrowanie gnuśności ostatnio na własnym tyłku odczułam. Opisałam, a jakże ;).

      Usuń
    3. O dokładnie. Czas. Jak na popłatny kicz go brak, to co dopiero mówić o he he sztuce he he. I nawet filisterstwo to za duże słowo, wszak nie ze sztuki się dla mamony rezygnuje, lecz z kiczu. Pachnie ironią romantyczną.

      Usuń
  6. Zachęciłaś mnie przed wakacjami do książki o Toskanii dziś wybieram się do biblioteki oddać książki i zamierzam ją wypożyczyć i w towarzystwie tej książki, dobrego wina,kawałka sera przeniosę się w inny świat:) no,ale najpierw czeka mnie rzeczywistość bo mąż będzie przedzielał kuchnie by dziecię miało swój mały azyl . Ach no i pod naszą nieobecność mój ukochany M. zdziałał cuda mam śliczną biała kuchnie z czerwonymi płytkami i takim też blatem:) kocham gotować a w takiej kuchni tym bardziej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że ciekawi mnie bardzo, czy jest w bibliotece. Mam nadzieję.
      Uwielbiam czerwony kolor. Dlatego jestem pewna, że masz piękną kuchnię:) Jakaś fragmentaryczna fotka? Ale nie nalegam, bo to w końcu dom i prywatność. Chociaż jestem ciekawa:).

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.