piątek, 18 lipca 2014

Slow food. Lato w pełni

... z cyklu "Uroda życia"


Właśnie sobie przypomniałam, o czym równo rok temu pisałam, na czym tak naprawdę polega idea Slow Food. Że najlepiej z własnego ogródka, że od lokalnego dostawcy, że świeże, że prawdziwe, że dopiero pod tymi warunkami naprawdę zdrowe i pyszne. Ale wcale się nie zachwycałam i różne "paradoksy" wytykałam. Sprawdźcie:).


Pisząc o stylu życia pokolenia rodziców, rzewnie wspominałam, jak to "za naszych czasów" nasi rodzice z trójką dzieci, jedną pensją i komuną na karku zwyczajnie dawali radę. Uprawiając działkę, spotykając się z rodziną i znajomymi, nie narzekając, slowfoodowo i minimalistycznie  - żyli prawdziwie niespiesznie.

I widzicie?


Oni wciąż mają na to czas! Może tylko na działce trochę więcej trawy... Zamiast grządek, które dziś już nie są na wagę złota. Jeszcze tylko trochę młodej marchwi i szczypioru.


Ale tato, nie siej nic więcej, bo naprawdę nikt nie ma czasu tego obrabiać. Ja wiem, wiem... Przecież nic nie sieję. No tylko kilka rządków fasolki szparagowej. I ogórków, bo przecież i tak się nie udadzą... Właśnie, bo kto powiedział, że to wszystko musi być regularnie odchwaszczane? Najwyżej urośnie trochę mniej dorodne... Wciąż dobre:).


Dlatego u mnie znowu sezon na fasolkę:)! Znowu, bo pierwszy raz chwaliłam się nią rok temu w lipcu. Zamiast się powtarzać, zapraszam do kliknięcia i zerknięcia na ten najprostszy i najszybszy w świecie sposób na mój własny patent fast slow food - przepyszna  fasolka szparagowa duszona we własnym sosie.


A tymczasem z drzewa lecą pierwsze śliwki i lipcowe jabłuszka, jedyne, które nie alergizują i nie tracę po nich głosu.


Uwielbiam!

12 komentarzy:

  1. Aż łezka mi się kręci jak sobie przypominam ten ogromny warzywnik babci.W tym roku pierwszy raz mam swoje ogródkowe skarby i nie mogę wyjść z podziwu nad ich smakiem.Zaskoczyła mnie prawdziwa salata i zapach pomidorów.Fasolki akurat nie mam,bo podobno trudna w utrzymaniu...Ale owoców bardzo zazdroszcze.Jako dziecko wiedzialam na drzewach,teraz wystaje w bazarowych kolejkach:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale wiesz, że w niektórych miejscach można sobie zapłacić i pozrywać w cudzym sadzie? Nie wiem dokładnie, gdzie są takie miejsca, ale kiedyś o nich czytałam, więc są na sto procent. Z fasolką to jest u nas tak, że tata sieje, coś tam raz przy niej na początku zrobi, a potem porzuca, bo ma co innego do roboty. Nie ma presji, żeby się udała, to nikt się nie przejmuje, a ona na przekór wszystkiemu rośnie jak głupia:). Spróbuj:)

      Usuń
  2. Wiesz My, a ja zawsze tylko fasolkę topiłam we wrzątku, a z dzisiejszego Twego zeszłorocznego wpisu dowiedziałam się ,że dusić też można. Wydawało mi się, że fasolka będzie twarda i że tylko gotowanie. Muszę spróbować udusić panią F.Sz. Ale najpierw małosolne :) Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To przepis męża. A konkretnie mamy męża. Lepsza niż z wody. Mówię szczerze, a wiesz, jak to jest, jak mąż mówi: zrób tak jak moja mama, bo jest lepsza. Ale faktycznie jest:)

      Usuń
  3. Jakie ładne te owoce lata! A ja nic w tym roku nie dostałam do obrabiania :(. Działki swej własnej brak, dorodności letniej brak...

    Nic tylko upału zażywać i chwile chwytać. Też dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale w słońce to lato obrodziło, więc chwytajcie:)

      Usuń
  4. Uwielbiam taką fasolkę, choć ostatnio mnie kusi o jeszcze jakieś dodatki tylko nic szczególnego nie wymyśliłam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też kombinuję, co by tu do niej dorzucić, ale jakoś nic mi nie pasuje.

      Usuń
  5. Dzięki Ci My za zachętę do ogórków małosolnych - zrobione i u mnie topią się w garze w aromatycznej zalewie. Pachnie że uch...
    A i fasolka została uduszona lecz z pewną modyfikacją, na rozgrzaną oliwę przeciśnięte ząbki czosnku, potem strąki fasoli, potem pokrojona w drobną kosteczkę cała włoszczyzna, i zielone z selera też. No przyznam się - odrobinkę podlałam wodą, żeby nie tańczyć wokół rondla - tylko, żeby się prawie samo robiło. Na koniec zielona pietruszka. Mniam wyszło :) Dzięki, byłaś moją inspiracją na weekend. Pa, Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że się zainspirowałaś:)
      A teraz Mątewka i ja "zainspirujemy się" pewnie Twoim przepisem, który nam tu podałaś. Tylko w moim przypadku "inspiracja" będzie polegać na totalnym zgapieniu:))). A co! Też dzięki! Smacznych małosolniaczków:)

      Usuń
  6. Witaj! Czytam od jakiegoś czasu i podoba mi się u Ciebie:) więc koment tych pięknych swojskich warzywek.U mnie powoli zamykam sezon przetwórczy 170 słoików kompotów, 30 słoików dzemów i 25kg ogórasów ,no poniosło mnie w tym roku;)bo uważam ze domowe najlepsze i basta.Pozdrawiam.-wiolina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No hej! Bardzo się cieszę z Twojego komentarza:), będę się starać, żeby nadal Ci się podobało! Ale to żaden problem, bo czytając takie słowa, po prostu chce się chcieć:).
      SZA-CU-NEK:)))
      Dużą masz rodzinkę? Myśmy jeszcze w domu też kiedyś taką przetwórnię co roku mieli, a teraz jakoś nie mam siły (w sensie chęci), by robić aż tyle, ale trochę, owszem:) - bardzo slow:)
      Ściskam Cię i zapraszam na kolejne wpisy:)

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.