wtorek, 8 lipca 2014

Trzy... Dwa... Jeden... Lepiej nie mówić

...z cyklu "Co w szafie piszczy"


Premiera, a nawet dwie. Podkreślam, bo to na tym blogu NIEBYWAŁE:))). Z wiadomych przyczyn.


Zatem:

Premiera:) numer jeden: sukienka! Ale niech Was nie zmyli ładne słowo na p. Znaczy ono tylko tyle, że to jej debiut blogowy, a nie to, że jest nowa i pierwszy raz na mnie. Ale w sumie... Tak jakby... Bo ostatnio miałam ją na sobie dwa lata temu. Dosłownie. Latem tuż przed trzecią ciążą. Chociaż kosztowała tylko 69 złotych po 50-procentowej obniżce w lipcu 2011(czyli łup z wyprzedaży, jak to mówią blogerki modowe, ha ha:) - zaśmiała się podle, rzekł narrator:), to jest to ubranko z tak zwanej "wyższej półki" - jak na mnie, oczywiście i ma się rozumieć. Dopasowana, ale nie za bardzo. Krótka, ale bez przesady. Materiał wygląda szlachetnie, nie tandetnie - co dla mnie istotne (to jedno z moich kryteriów przy kupowaniu taniochy w różnych lidlach, stonkach, biedronkach, pepkach i innych chińczykach, ale wobec droższych sklepów też konieczne, bo cena nie zawsze świadczy o jakości), przy czym zawiera stretch w odpowiedniej proporcji, zatem "poddaje się", kiedy trzeba, a kiedy nie trzeba, udaje, że wcale tej gumy w sobie nie ma (kolejne kryterium - sprawdzane metodą ciągnięcia rękami:). Dalej - wykończenie. Żadne tam szwy na wierzchu, żadne fruwające nitki, niedoróbki, nic z tych rzeczy, nie za te pieniądze zawrotne! Dekolt wzmocniony atłasową lamówką - leży super i tak samo wygląda. Ale najważniejsze jest to, że czuję się w niej genialnie, chociaż się z początku przed nią broniłam, bo jak to - ja w sukience?!, bo nie ma kasy, bo to, bo jeszcze co innego... Ale mądra żona (znaczy ja:) wie przecież, kiedy należy słuchać męża, który wstawia ją do przymierzalni z kiecką w dwóch rozmiarach, gestem filmowego amanta zapina suwak, co powoduje, że się okazuje, że ja mam biust, talię i biodra, a co!, na co stwierdza (mąż znaczy), że no!, po czym zamek rozpina i kiedy się ubieram, kładzie sukienkę na ladzie, wyjmuje kartę kredytową i sukienka jest. Podsumowując: cena - 69 złotych (50%), wiek - 3 lata, z czego dwa lata nieużywana, czyli nowa:). O reszcie, czyli o torbie i o sandałkach już kilka razy pisałam. Aha, dla porządku, fotka jest z niedzieli 6 lipca.

Tu debiutuje na blogu spódnica. Którą u-wiel-biam:). I pewnie dlatego noszę od 2005 roku w każde lato (oprócz poprzedniego, wiadomo dlaczego - się nie mieściłam:). Czyli ma 9 lat formalnie, uwzględniając tę roczną karencję, 8 lat "użytkowych". Lubię ją za to, że nawet jak się wygniecie, to i tak nie razi - są takie ciuchy. Ma fajne naszywane kieszenie, które śmiesznie odstają, bo w miejscu naszycia jest marszczenie. U ich wejścia przyszyto kokardy, które są takim puszczeniem oczka, co ja rozumiem tak: okej, jestem sobie spódnicą sportową, ale konia z rzędem temu, kto będzie w moim towarzystwie sport uprawiał, spróbujcie, a się przekonacie, czy ja wam na to pozwolę:). A, i jak się do takiej kieszeni wsadzi paczkę chusteczek higienicznych albo grzechotkę, nic nie widać, co jest bezcenne. Co ważne, pasuje do balerinek szmacianych, do sportowych sandałów i najzwyklejszych (zatem i najtańszych) t-shirtów. Myślałam, że z wiekiem z niej "wyrosnę", że nie będzie wypadało mi w takiej podfruwajce biegać, ale nic z tych rzeczy. Biegam, jak biegałam 9 lat temu i sądzę, że śmiesznie nie wyglądam. Chyba że wyglądam, to mnie uświadomcie, a przestanę:). Kupiłam ją za jakieś 30 do 40 złotych w Trollu, w wielkiej galerii, mimo moich biegających pomiędzy wieszakami mniej więcej pięcio- i trzyletnich dzieci, przez co o mało nie wyrzucili nas ze sklepu, gdyż matka i spódnica w przymierzalni, ojciec spódnicę na matce podziwia, a dzieci... z soczkami w łapkach harcują i o palpitację serca sprzedawczynie w liczbie trzech przyprawiają. Wiem, nieodpowiedzialne, niemądre, niegrzeczne i inne nie... Raz na jakiś czas, dla psychicznej higieny, w różnych miejscach odpuszczamy sobie. Bez planu, bez żadnych założeń. Po prostu czasem nas nachodzi, czasem mamy dość i wtedy na pięć minut znikamy, nie ma nas, nie mamy oczu, nie mamy uszu, nie jesteśmy odpowiedzialni. Pod warunkiem, że wcześniej zlustrujemy warunki:). Czy się da. Czy ofiar nie będzie. I takie tam. Ale to zajmuje nam zaledwie sekundę, taką mamy wprawę. A potem  p i ę ć  minut zniknięcia. I cześć. O t-shircie, co ma 4 lata i kosztował dyszkę lub półtora rozpisywać się nie trzeba, bo jaki jest, każdy widzi:). O balerinach reserved za 5 dyszek i bransoletce za jedną było już. Fotka z poniedziałku, czyli z wczoraj, czyli z 7 lipca.

No a tu 4 lipca debiutują portki. Innych słów dla nich nie znajduję. Za jakieś 15 złotych z Lidla. Sprzed dwóch lat. Nie lubię, ale wciągnęłam z konieczności. Koniec

20 komentarzy:

  1. Mnie najbardziej urzeka sukienka - piękna, bo na pięknej kobiecie. Prosta bezpretensjonalna, motyw kwiatowy tak trochę wschodem trąci. Ale najbardziej podziwiam My:) tę figurę... Serdeczności, Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, naprawdę:). Dziękuję.

      Usuń
  2. sukienka naprawdę fajna!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystko bardzo super, a najbardziej, że figura pozwala Ci na takie szaleństwa i niespodzianki z czeluści szafy, a cokolwiek założysz leży jak trzeba :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. A mi się te portki podobają :) chociaż może w realu zachowują się gorzej niż onlajn...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś staro się w nich czuję, to chyba to. Ale jak się jest starym...

      Usuń
    2. Powiedziała matka niemowlęcia ;) ale przy dzieciach osiemnastki czują się staro :)

      Usuń
  5. Wiesz, nigdy nie sądziłam, że będę śledzić blog modowy (na razie jesteś jedyna) ale stwierdzam, że lubię popatrzeć. Sukienkę taką bym też chciała. Wczoraj znalazłam klika potencjalnych w Reserved ale jak zobaczyłam kolejkę do przymierzalni to odpuściłam... matki los

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że jestem jedyna śledzona:)))
      Ale Boże broń, to nie blog modowy. Antymodowy jest. No. A co:)))

      Usuń
  6. piękna sukienka!
    no i piękna właścicielka ;-)

    a takie spódnice są najlepsze!

    OdpowiedzUsuń
  7. Sukienka jest świetna! Mąż wiedział co robi )
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:)
      A jak on się cieszy, kiedy te Wasze komplementy czyta:))

      Usuń
  8. chciałabym dobrze wyglądać w sukienkach.

    kiedyś mialam aż dwie, i je oddałam, i od tamtej pory jakoś nie mogę na nic fajnego trafić.
    mam wrażenie, że w większości wyglądam jak ićstąd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko, już myślałam, że na dobre zniknęłaś z internetów! Ale się cieszę, że Cię widzę:))).
      I pewnie dobrze wyglądasz, tylko skromna taka jesteś. Daj się obejrzeć, bo na pewno jest dokładnie odwrotnie od tej Twojej autoreklamy.

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.