piątek, 1 sierpnia 2014

Gulasz z fasolką szparagową. Błyskawicznie. I dlatego slow:)

...z cyklu "Gotuję sobie"


Fasolka z działki Rodziców przez starszaki w ilości strasznej przytargana, raz już duszona, na kolejny poryw serca mojego (znaczy wenę twórczą w kuchni) w piwnicy czekała.


No i się doczekała. W zeszłą niedzielę wpadłam na pomysł, że może by tak jakiś ciepły posiłek przypominający obiad zrobić... Może nawet niekoniecznie wegetariański... Może, bo ostatnimi czasy, zwłaszcza w upały, a poza tym z braku czasu, mięsa w zasadzie nie gotuję, tylko same lekkie sprawy. I szybkie.

A że, owładnięta w sklepie niezbyt przemyślanym zapałem do gotowania, dzień wcześniej nabyłam białą polską paprykę, stwierdziłam, że chociaż na razie nie wiem, co z nią zrobię, ale jak się dobrze zastanowię, coś wymyślę. No i wymyśliłam.


Proszę bardzo: papryka, cebula, rzeczona fasolka, pomidory.




Tym razem fasolkę pokroiłam, jak do zupy.




Z papryki wybrałam gniazda nasienne. Wolę najpierw usunąć wszystkie i potem od razu kroić. Taki jakiś "wewnętrzny spokój" czuję, jak mam po kolei. Śmieszne? Dziwne? Chore? Wszystko jedno. Czas na gotowanie przed południem to jest luksus w dzisiejszych czasach, dlatego nie warto rzucać sobie kłód pod nogi, tylko się wyluzować i robić wszystko tak, jak nam najbardziej pasuje, a nie jak ktoś nam powie, że się powinno, bo coś tam, coś tam... Mam nadzieję, że posłanka praw autorskich nie zastrzegła:).




Do tego naprawdę grubo i szybko cebula. Slow polega tu na tym, że ją sama kroję:), a nice, że kupiłam obraną. Ale mogłam też kupić w łupinach i się relaksować, i filozofować:). Bo niby dlaczego filozofia obierania cebuli miałaby być gorsza od rozmyślań przy łuskaniu fasoli? I bym miała "łzawy traktat przy obieraniu cebuli":). Oraz sławę:)))




Czas na mięso. Zdjęcie jakieś takie nieostre, ale może to i dobrze. Miało być całkiem nice, celowałam w gotową porcję gulaszu z piersi z kurczaka, który miałam prosto z pudełka wrzucić na rozgrzany olej, ale nic z tego. Musiałam się pobrudzić i na desce pokroić, czego nienawidzę z mięsem robić. Gulaszu gotowego w sklepie nie było:(((




Olej rzepakowy (najlepszy w naszym klimacie, ma omega coś tam i wysoką temperaturę dymienia, więc nadaje się do smażenia, w przeciwieństwie do oliwy z oliwek), czekam, aż się rozgrzeje, wrzucam mięso, po chwili mieszam, aby nie przywarło do dna, a tylko się zrumieniło. Ono puszcza soki, trzeba trochę poczekać na to zrumienienie, więc tymczasem wstawiam wodę do parzenia pomidorów i...



...wyjmuję przyprawy: pieprz ziołowy (słoik po kawie), sól (kubełek po twarożku) oraz chili (bo zabrakło mi słodkiej papryki w proszku, a chciałam trochę koloru).


Tymczasem woda się zagotowała, więc wylewam ją na pomidory. I nie zapominam o mięsie w brytfance - ma się zrumienić, nie spalić:).


Po chwili gorącej kąpieli wyjmuję pomidory, aby przestygły i nie parzyły mnie w palce przy zdejmowaniu skórki. Biedne, w taki upał musiały się kąpać w ukropie. Ale w sumie, skoro cały czas spędziły w lodówce, podczas gdy ja w czterdziestu stopniach w cieniu... Nie, nie żal mi ich:).


Gotowe. Stygną.


Mięso już zrumienione. Mogłoby być rumiane dokładnie z każdej strony, ale jest go zbyt wiele, aby pojedynczo rozłożyć każdy kawałek, więc sobie odpuszczam i tak je zostawiam. I uwaga:) - to jest slow.


Wrzucam na nie cebulę. Też ma się zrumienić.


Po chwili wahania stwierdzam, że jest niedziela przed południem, gorąco i powoli chce mi się na kanapę ze szklanką zimnej wody z cytryną, więc postanawiam zgodnie z filozofią slow stosunku do rzeczywistości proces gotowania znacząco przyspieszyć:). Na niezrumienioną cebulę wrzucam fasolkę. I to się nazywa slow life:).


Mieszam. Jakby się kto nie domyślał:).


Sypię sól, pieprz ziołowy i chili (ale tylko troszkę, na czubek łyżeczki).


Okazuje się, że cały "sos własny" odparował, dlatego lekko podlewam gorącą wodą.


Fasolka wymaga dłuższego duszenia, więc wraz z cebulką pyrka sobie pod przykryciem na malutkim "ogniu" (tzn. na "dwójce", maksymalnie "trójce") jakieś pół godziny do czterdziestu minut.


I to jest dość czasu, aby zdążyć z obraniem i pokrojeniem w kostkę pomidorów. Wykrawam z nich środki po przekrojeniu ich na pół, a potem swobodnie ciacham na kawałki.


Po jakichś piętnastu minutach pyrkania dorzucam paprykę. Jej wystarczy piętnaście, góra dwadzieścia minut i zmięknie, a się nie rozpadnie.


Po tych piętnastu minutach wrzucam pomidory. Na najwyżej pięć minut. Nie chcę, aby powstała z nich pulpa, mają tylko oddać swój kwaskowy smak i się podgrzać.



No i tak to wygląda w komplecie z ciemnym ryżem. Pewnie lepszy wizualny efekt dałaby czerwona papryka, ale biała była o połowę tańsza, a w ogóle to mam do białej dość niezrozumiały sentyment.
W każdym razie było pyszne.
Czego i Wam życzę!

23 komentarze:

  1. Trochę się może zainspiruję, bo rozpaczliwie szukam pomysłu na obiad :-) Pewnie będzie coś w rodzaju leczo znów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedz, jedz, zanim będziesz na niemowlęcej diecie:)

      Usuń
  2. nie bardzo lubię fasolkę szparagową (ech, te łykowate koszmary z dzieciństwa), chyba, że mocno zmodyfikowaną (tak jak ostatnio u mnie w mleku kokosowym) lub właśnie tak przerobioną na gulasz
    Twój opis mnie rozczulił, zwłaszcza w zakresie konieczności samodzielnego pokrojenia mięsa:))))))))))))
    ale ja też się ostatnio slow and nice zrobiłam:) kupuję pokrojone pieczarki! trudno, jest nie najtaniej i pewnie są gorszego sortu, ale wybitnie mi się nie chce ich myć, obierać i kroić

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ola, fasolka jest pyszna i niełykowata, jeśli odpowiednio młoda. Ta, w której czuć pod palcami zalążki ziarenek, jest już do duszenia za stara i będzie łykowata. Musi być bardzo cieniutka, tak cieniutka, że po przekrojeniu nie zobaczysz w niej ziarenek. Tak uduś na odrobinie oleju i tylko z solą, a zobaczysz, jaka jest pyszna. Mnie mój mąż przekonał, choć to był sposób jego mamy, więc sama rozumiesz:).
      Mięso... Kiedyś kroiłam, siekałam, tłukłam itp. I nienawidziłam tego. Po czterdziestce, a może trochę przed, powiedziałam sobie: dość. Koniec z robieniem rzeczy, których robić nienawidzę i wcale robić nie muszę. Ot i cała filozofia. To nie kwestia lenistwa. To kwestia priorytetów i stosunku do życia. Jak Twoje pieczarki. Których, nawiasem mówiąc, po umyciu wcale nie obieram, tylko byle jak kroję w rękach.
      A fasolka w mleku kokosowym super jest. I zrobię, bo sezon na fasolkę wciąż trwa!

      Usuń
    2. Lubię Twoje przepisy za ten błogi klimat "tumiwisizmu-niemuszę-nierobię". Od razu chce się popichcić :) byle smakowało, a w środku radosna twórczość tworzenia z tego co pod ręką i co się lubi :) mniam!

      Usuń
    3. Lubię Twoje wspierające komenty:), grunt to dobra ideologia, którą zawsze da się dorobić. O, do tego to mam talent:), smacznego gotowania niedzielnego!

      Usuń
    4. no, znając talenta kulinarne mojej Mamy (oby tego nie przeczytała) oraz to, że wszystko naraz na działce nadawało się do zerwania i do jedzenia, na pewno była to przejrzała fasolka składająca sie z samych łykowatości:)

      Usuń
    5. A bo nasze pokolenie to wybredne jest zamiast się cieszyć z tego, co ma:)

      Usuń
  3. Mniam, smakowitości. A ja wyjeżdżam na polskie wczasy z polskim jadłem. I podadzą mi do stołu i nawet pozmywają po mnie. A co, raz się żyje - szkoda że tylko przez dwa tygodnie :)

    I prawie bez internetu będzie odpoczynek. A więc do zobaczenia MY :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpoczywaj, Beatka, wykorzystuj każda chwilę. Niech Ci się tam dłuży niemiłosiernie! Żebyś się czuła dwa lata, nie dwa tygodnie, na tych wakacjach:))

      Usuń
  4. Gdzie się podział mój koment? Nie przeszedł? Czy nie doszedł :( ?

    Miał być pierwszy i stukałam pracowicie, że:

    - jesteś Nigella i inne miszczynie takie, jeżeli to jest prosty obiad. I szybki. Bo u mnie "czas na gotowanie przed południem/po południu i wieczorem to jest luksus". Rzadki i w związku z tym obiad tego typu to byłoby wyzwanie dalekosiężne i leżące chyba na granicach krainy NigdyNigdy

    - rozmyślaniom nad cebulą poprzeczkę wysoko postawiła Szymborska, ale chyba jeszcze nikt nie dumał nad białą papryką czy pomidorami. Dawaj!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie doszedł. Blogerek gugelkowi szwankuje. Nie jesteś pierwsza, która mi to pisze. Ale moje też nikną w eterze, tartarze albo innych guglowych zaświatach. W każdym razie to nie ja i nie, że "nie przeszedł":). Bo jest moderacja, ale jeszcze się nie zdarzyło, aby trzeba było coś wulgarnego na przykład zatrzymać. Cud? Nikła czytalność:) raczej.
      Szymborska i Myśliwski... No nie moja liga, choćby nie wiem co. Się ścigać nie będę przy papryce ani pomidorach. Zresztą adio pomidory też już były:).
      Nigella. O matko kochana! Brak mi słów. No. Uff.

      Usuń
    2. Nikła czytalność? Eee. Może się nie ma czego czepić?

      "Adio pomidory" - jak mogłam zapomnieć? Wstyd.

      Usuń
  5. A myślałam że to mnie technika przerasta i nie umiem dodać mojego komenta.Tak mi narobiłaś smaka że dziś powielam;) uwielbiam białą krajową paprykę, a kupię jej chyba z 3 kilo i zrobię jeszce leczo aby się nacieszyć smakiem do oporu. Twoje danie tak mi się podoba że po prostu muszę je zrobić-wiolina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, zgłaszałam do google'a problem, ale zero reakcji. Norma.
      Jeśli chodzi o paprykę, w sezonie dorzucam, gdzie się da, bo też uwielbiam:)
      Smacznego!

      Usuń

  6. kochana spadasz mi z nieba z tym przepisem bo nazwoziłam fasolki od teściów i brak pomysłu bo mój luby nie lubi fasolki a dla mnie jednej szkoda gotować,ale tu w połączeniu z mięsem to i przemycę fasolkę i oszukam go i zje ze smakiem:) dołożę jeszcze cukinie bo mam jak myślisz będzie ok? . Biała paprykę znam bo teściowie w szklarni co roku ją hodują. Wczoraj wypożyczyłam książkę Pod słońcem Toskanii Twojej nie było:(dziś ją szukałam w Empiku i też nie ma:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, smacznego! Cukinia dobra na wszystko!
      Wiesz, to jest stara książka. Jak ją kupowałam kilka lat temu, to ona już wtedy miała swoje lata, a teraz to dopiero. Może w internecie?

      Usuń
    2. Gulasz pyszny:) teraz czekam aż synek wstanie i zobaczę czy jemy posmakuje:) . Miłego dnia u nas grzmi i pada:(

      Usuń
    3. O matko, to się zestresowałam, bo dzieci to najsurowsi jurorzy:) U nas też grzmi i pada, ale bardziej grzmiało i padało wczoraj.

      Usuń
  7. Pycha! na pewno skorzystam :) Dzięki za przepis! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Aaaaa! Filozofia obierania cebuli! Aj law ju! :D soł macz!!! ;)

    OdpowiedzUsuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.