niedziela, 24 sierpnia 2014

Jestem w niebie. Czytam Grocholę

...z cyklu "Czytam sobie"


Czytam najnowszą Grocholę. Że "najnowsza" mówi się do mnie z czwartej strony okładki. To nie do końca prawda, ale "o tym po tym". A póki co, o czym innym.



Wszyscy wiedzą (okej, wszyscy, co ten wpis przeczytali:), że na pisarstwo Katarzyny Grocholi to ja złego zdania, złego słowa, złej litery nigdy nie powiedziałam. Nie wspominając o ich wypisywaniu. Że za jedyną prawdziwą pisarkę - wśród wielu pod trend przez nią zapoczątkowany się podpiąć usiłujących - uważałam. Że określenie "prawdziwa pisarka" bez cienia ironii wobec niej stosowałam. I się nie wycofuję, ale.

Ale po pierwsze - po pierwsze jest to zbiorek kilkunastoletnich opowiadań po "łamach prawie zapomnianych gazet" (jak blurb poucza) się dotąd tułających, w formie książki dziennego światła niewidzących. I że dlatego, rzec można, premierowych. Hmm, jak by tu o nich, bo serce krwawi, bo to Grochola przecież, bo jak to... Bo niektórzy "aniemówiłam" słusznie powiedzą i bez sensu mi się będzie tłumaczyć, że przecież i tak nie jest źle, że inne piszą gorzej, że daj Boże tym innym do takiej formy w życiu dobrnąć, na którą u Grocholi w tym tomie nosem kręcę. Wszystko jasne?

Ale po drugie - po drugie jest w tym zbiorku jeden wyjątek, który smakuje prawdziwie wysmakowaną prozą prawdziwej pisarki Grocholi. Nazywa się (ten wyjątek znaczy:) "Zdążyć przed pierwszą gwiazdką" i jest według mnie absolutnym mistrzostwem świata, jeśli idzie o wzruszanie czytelnika do łez w okresie okołoświątecznym bez kilogramów lukru i bez mdłości, co nie do uniknięcia w takich razach.

Ale po trzecie - po trzecie to sami popatrzcie:


Tak wygląda początek tego opowiadania, które się ponoć dotychczas po "łamach prawie zapomnianych gazet" tułało i w formie książkowej światła dnia nie widziało. Rok wydania 2014.

Tak natomiast pierwsze zdania tego samego tekstu Anno Domini 2003, a więc lat temu jedenaście w zbiorze "Upoważnienie do szczęścia" - i w o niebo (sic!) lepszym towarzystwie - wydane:



Nie no, ja wiem, że się czepiam. Wiem, że to w sumie nieistotne. Tak. Ale jakoś dziwnie się czuję, czytając z tyłu książki, że: "Zagubione niebo to historie nowe i odnalezione, które gubiły się na łamach prawie zapomnianych już dzisiaj gazet. Wreszcie ułożyły się w całość - w opowieść o różnych porach roku w życiu każdej i każdego z nas..." i tak dalej ble ble ble.

Byłby to szczegół, nieistotny w sumie detal. Byłby, gdyby nie to, że opowiadanie "Zdążyć przed pierwszą gwiazdką" jest w "Zagubionym niebie" perełką. Perłą świadczącą o prawdziwym artystycznym obliczu Katarzyny Grocholi. Obliczu, które na tym blogu jak kto głupi, narażając się na pobłażliwe uśmiechy, oczu mrużenie i tym podobne, zachwalam. Szkoda, że znalazło się w tym zbiorku, naprawdę.

A może nie szkoda? Może dobrze, że trzynaste miejsce na liście piętnastu utworów jest dla czytelnika szczęśliwe? Bo pozostałe utwory, choć interesujące, to jakieś takie szkolnymi wypracowaniami pachnące, literackie próby nastoletnich dziewcząt przypominające. Chociaż - powtarzam - daj Boże wszystkim, a przynajmniej większości - twórczyniom obecnym na "literackim" rynku choć taki poziom osiągnąć.

To tyle. Bardzo merytorycznie dziś, jak widać:). Ale może to dlatego, że sobie za dużo obiecywałam? Może gdyby na okładce było inne, mało albo wręcz nieznane, nazwisko, podobałyby mi się bardziej? Bo przecież czytając, nie cierpiałam:). Byłam w niebie. W końcu to jednak Grochola.




18 komentarzy:

  1. Co do nieba moja droga ja właśnie skończyłam czytać ''Byłem w niebie'' piękna książka głęboko wierzę w to co tam Richard napisał . Warto być dobrym człowiekiem...Grocholę znam,ale tej akurat nie czytała książki . Miłego wieczorku Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ta książka to na faktach? Przeczytaj Grocholę, mimo to, co napisałam, przyjemne kawałki:)

      Usuń
    2. Tak to książka na faktach polecam:)

      Usuń
  2. Może dobra literatura musi leżakować jak wino w piwnicy :) I wiesz coś w tym jest, bo mnie teraz wpadła w ręce "Lotna" Żukrowskiego. Autora za młodu (mojego modu :) bojkotowałam jako tendencyjnego i książeczki wcale nie przeczytałam. Film tylko oglądałam. A dziś odsiewam tendencje od historii września 1939 i ryczę jak bóbr i zachwycam się plastycznym opisem - jakbym słyszała żałosne rżenie Lotnej. Pa, pa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie to się Żukrowski tylko z okropną lekturą kojarzy. Ale skoro piszesz, że po czasie zyskuje się świeże spojrzenie... Kto wie:)

      Usuń
  3. Jeszcze żadnej książki Grocholi nie przeczytałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to szkoda, zachęcam, bo to naprawdę o wiele więcej, niż się człowiek spodziewa:)

      Usuń
    2. O, ja też nie. Znaczy nie przeczytałam. Filmy dwa widziałam, Kalicińską grzeszyłam.

      Póki co, wyczerpała mi się ciekawość. Mówisz, że warto?...

      Usuń
    3. W tej akurat warto opowiadanie o gwiazdce. Tylko że ono było już dawno temu wydane. Kalicińską przełknęłam jedną. Byłam zdegustowana, bo przeczytać wypracowanie szkolne na dwie - trzy strony w zeszycie (i za pieniądze w końcu) to jedno, a brnąć przez wypracowanie liczące stron kilkaset to już gruba przesada. Literatura to coś więcej niż wymyślone do szkolnego opowiadania "elementy świata przedstawionego". Wie o tym Grochola, nie zdaje sobie z tego sprawy Kalicińska. A filmy na podstawie książek Grocholi... Akurat sprzedane na scenariusze książki to bardziej czytadła (choć o niebo lepiej zrobione niż większość dziś się czytadła robi). Jedynie serial z Jungowską wart, by mu czas poświęcić. Inne jej książki uważam za bardziej napisane niż zrobione. Sądzę, że to nie najgorszy pomysł na ich określenie. Jak na szóstą dziesięć i dwa łyki kawy:). Pewnie jeszcze śpisz...:)))

      Usuń
    4. Czasem jestem dopiero jakąś godzinkę po zaśnięciu o tej porze ;).

      Serial z Jungowską? Hmmm... jaki serial z Jungowską, hę?

      Do sprawdzenia!

      Usuń
  4. lubię Grocholę, ale tą sobie odpuszczę :)

    http://lamodalena.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale nie "Gwiazdkę", proszę Cię:) - bo to naprawdę piękny i zaskakujący tekst.

      Usuń
  5. Ale mówisz, że to są jej wczesne teksty? Może to dlatego? My pisarze musimy baaaardzo długo dojrzewać :). To jest tak: najpierw rozwój fizyczny, potem psychiczny, następnie emocjonalny. A na samym końcu rozwój pisarski (to moja autorska piramida rozwoju ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, może to nie tyle to, że wczesne i przez to niedojrzałe. Raczej te, które kilkanaście lat temu, na etapie "dorabiania się nazwiska" odpadły w wyborze najlepszych kawałków do druku. A teraz, jak już to nazwisko jest, co szkodzi wydobyć z szuflady czy tam z łamów "prawie zapomnianych gazet" (jak piszą na okładce) i sprzedać w formie książki? Nazwisko już jest i to ono sprzeda treść, a nie odwrotnie, jak na początku. Tak myślę, co Ty na to?

      Usuń
  6. Książki Grocholi mam poczytane wszystkie oprócz 4 najnowszych pozycji -zawsze podobało mi sie u niej lotność pióra zatem ,,zdążę przed pierwszą gwiazdką,,poprosic o uzupełnienie mojej biblioteczki.Pozdrawiam -wiolina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiolina, Grochola niczego tu nie zepsuła. To jest marka i talent. Chodzi mi o to, że inne lepsze. Ale taki "Houston" na przykład to przyjemna w czytaniu lekturka bez tego artystycznego posmaku, jak, dajmy na to, "Osobowość ćmy". Albo kilka innych. Uściski:)

      Usuń
  7. No właśnie jeszcze nie czytając dalej co piszesz wczytałam się w tekst sfotografowanej książki i tak mi się w głowie kołatało, że przecież ja w książce właśnie Grocholi to już czytałam (wcześniej u Ciebie czytam u Ciebie, że jeszcze w książce nie wydane). Może ten kto pisał blurb nie całkiem miłośnikiem Grocholi jest ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. hm, przeczytałam i nigdy w życiu i ja wam pokażę.
    chyba najbardziej do tej pory podobało mi się jej - przegryźć dżdżownicę.

    ale tak jest chyba ze wszystkimi pisarzami.
    taki wiśniewski mnie nie rusza, przeczytałam i samotność w sieci i różne inne rzeczy.
    spodobał mi się dopiero w duecie z domagalik w 188 dni i nocy.
    i tak na fali wręcz znikomej fascynacji wiśniewskim ostatnio słuchałam samotności jako audiobooka ( z banaszykiem i różczką) i po prostu audiobook wyszedł im mistrzowsko.

    zresztą, banaszyk generalnie fajnie czyta. ostatnio się właśnie do niego przekonałam.

    OdpowiedzUsuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.