sobota, 6 września 2014

Czy przytulanie to rozpieszczanie? - część 2

z cyklu "Rodzicielstwo radosne"

 

W pierwszej części wpisu "Czy przytulanie to rozpieszczanie?" wspomniałam trzy rodzaje reakcji dorosłych zaobserwowane w sytuacjach, kiedy nasze dzieci doświadczają różnych trudności, jak to w życiu. Żaden ze sposobów nie podoba mi się, co także napisałam oraz wylewnie (jak to zwykle ja) uzasadniłam:). Dziś ciąg dalszy. 



Co w takim razie? Jak ma się zachować biedny rodzic, często bardziej od dziecka przeżywający jego stłuczone kolano, utraconą przyjaźń, zniszczoną zabawkę?

Bez obaw, prochu nie wymyśliłam, bo nie uważam, by jakiekolwiek rewolucyjne podejście było tu potrzebne.

Przychodzi mi do głowy tylko jedno wyglądające na sensowne wyjście: w tych trudnych sytuacjach rodzic ma przy dziecku być. Nic więcej. Nie zaprzeczać. Nie pomniejszać. Tym bardziej nie wyśmiewać - to ostatnie jest zachowaniem nie do uwierzenia, a jednak spotykanym, niestety. Ale też nie działać w stronę przeciwną. To znaczy: nie płakać razem z dzieckiem, nie rozpaczać, słowem - nie rozdmuchiwać problemu. 

Bo wystarczy z problemem stanąć oko w oko. Bądźmy dzielni, damy radę, nasze dzieci też to potrafią. Pod warunkiem, że im tego nie utrudniamy i własną nieporadnością (opisaną wyżej) nie oduczymy ich reakcji proporcjonalnych do doznanych krzywd. Uwaga: proporcjonalnych według oglądu dziecka, nie naszego. My nie będziemy rozpaczać z powodu odebranej łopatki - przecież to "tylko" łopatka, bez przesady! A dziecko rozpacza. Kiedy jednak w miejsce łopatki podstawimy sobie laptop, telefon, mp3 lub ulubione szpilki, wtedy sprawa wygląda już inaczej. Wiadomo, o co chodzi, prawda?

Wracając do pytania: co robić? Jak się zachować? Aby nie ośmieszyć, nie pomniejszyć zranionych uczuć, wagi problemu, ale także nie przestać być dla dziecka ostoją, twierdzą, człowiekiem-skałą, do którego zawsze może się odwołać, w którym zawsze może mieć oparcie? 

Wygląda na to, że stoimy w rozkroku pomiędzy tymi dwiema sprzecznymi postawami. Bez obaw jednak. Tak nie jest. Wracamy do pionu, szpagat niepotrzebny. Wystarczy przerażone lub "tylko" smutne dziecko przytulić, nie śmiejąc się przy tym radośnie ani nie robiąc samemu smutnej miny. Wystarczy mina poważna - wtedy dziecko poczuje się ważne, ponieważ zobaczy, że jego problem jest ważny, zaś rodzic uważny, a nie przerażony. Bo skoro nie jest przerażony, to znaczy, że jest w stanie pomóc, zaradzić. W ten sposób mały człowiek nabiera: a) zaufania, b) poczucia bezpieczeństwa.

Coś jeszcze? Pewnie - jak już przybierzemy szczerze poważną minę (co pokrywa się dokładnie z przybraniem miny uważnej, w przeciwnym razie nasza powaga będzie fałszywa, a nikt tak nie wyczuwa fałszu jak dzieci), no więc jak już przybierzemy minę uważną, wtedy nasze dziecko przytulamy, następnie ewentualne rany cielesne z uwagą oglądamy, jeśli trzeba, przemywamy i opatrujemy, jeśli nie - poprzestajemy na ucałowaniu kolanka (ten punkt stosujemy stosownie do wieku dziecięcia, od siedmiu lat wzwyż - darujemy sobie:). W przypadku wystąpienia ran emocjonalnych (po przezwaniu, odebraniu, opuszczeniu, obmówieniu itp.) sprawa trochę się komplikuje, bowiem "przemywanie" i "opatrywanie" polega tu na uruchomieniu techniki aktywnego słuchania, która - choć nie jest rozdrapującym świeże rany wypytywaniem - umiejętnie stosowana doprowadza do tychże ran efektywnego i ostatecznego oczyszczenia, które - jak wiadomo - stanowi niezbędny warunek rozpoczęcia procesu gojenia. 

Jak się słucha aktywnie? Powiem tak: okropnie trudno, choć niektórzy mają to we krwi i wykonują, sami nie wiedząc jak i kiedy. Nie należę do grona tych szczęśliwców, ale spróbuję się podzielić tym, jak mniej więcej mogłaby taka rozmowa z dzieckiem wyglądać. Oczywiście to nie jest z podręcznika psychologii ani z poradnika pedagoga, ani w ogóle znikąd, więc zapewne będzie tylko nieudolną imitacją, którą wybaczcie, a najlepiej to sięgnijcie po któryś z wymienionych i sobie z fachowego źródła doczytajcie. Jeśliście bardziej zainteresowani.

Zatem:

- Mamo, boli! [płacz głośny, łzy jak grochy, broda się trzęsie, kolano lekko zadrapane, gdzieniegdzie zdarty naskórek, pod nim czerwone]
- Ojej [próbuję powściągnąć głośny mój okrzyk], pokaż. [pochylam się, oglądam]
- Ale mamo, boli!!! [jak poprzednio, natężenie wzrosło]
- Obdarłeś kolano. [stwierdzam to, co i tak widzę, więc nie wypytuję, a jedynie prowokuję do "zwierzeń"]
- Nooo! [jak poprzednio, natężenie raczej już nie wzrasta]
- I boli cię. [powtarzam kolejną informację, którą otrzymałam od dziecka, wciąż nie wypytuję, przytulam teraz lub już wcześniej]
- Tak. [przytulone dziecko stopniowo - szybciej albo wolniej - się uspokaja, a przynajmniej powinno:))) - jeśli to nie następuje, trwamy w przytuleniu, każdy czasem potrzebuje się wypłakać, a obdarte kolanko może być tą przysłowiową kroplą, która przepełniła czarę goryczy nagromadzonej już wcześniej, więc dajmy dziecku czas na wypłakanie się, przytulmy i trwajmy, do końca]
- Chodź, umyjemy kolano. [mówię, kiedy uspokajanie jest w fazie końcowej, bez ryzyka nawrotu płaczu]

Idziemy, trzymam dziecko za rękę, względnie niosę na rękach, jeśli maluch jest mały i - jeżeli samo nie zaczyna opowiadać o wypadku, pytam, gdzie się bawiło - staram się unikać pytania, gdzie się przewróciło. Gdzie "się bawiło" wystarczy - jak zacznie mówić, to dojdzie i do opisu wypadku. Słucham, nie dopytuję się o szczegóły. Gdy są istotne i chcę je poznać, w kluczowych momentach próbuję zagadnąć, powtarzając to, co dziecko w danej chwili powiedziało, może samo powie coś więcej. Gdy tak się nie dzieje, czekam jakiś czas i dopiero po powrocie do emocjonalnej równowagi podpytuję - o ile to naprawdę istotne. W ramach pocieszania mogę opowiedzieć, jak sama kiedyś się przewróciłam i zdarłam skórę z kolana, jak bardzo mnie to bolało, co zrobiła babcia albo dziadek, jak długo się goiło i czy długo bolało - w ten sposób dziecko widzi, że nie jest samo takie poszkodowane, że takie rzeczy się zdarzają, że z takich sytuacji się wychodzi, ale nie jest przez nas pouczane w stylu: Nie ty pierwszy i nie ostatni, nie przesadzaj! Poza tym widzi, że jestem jakoś tam "kompetentna", bo sama już to przeżyłam - i żyję:), w związku z czym ono ma we mnie oparcie. Ale tak w ogóle to za wiele nie mówię, raczej działam: przytulam, obmywam, słucham.

To tyle. Dodam tylko, że - jak to zwykle w życiu - teoria teorią, a bieg wydarzeń stale nas zaskakuje i niekoniecznie pamiętamy wtedy wszystkie wyczytane gdzieś (na przykład na cudzym blogu) "przemądre" rady. Nie szkodzi. Sądzę, że najlepsze, co można dla swojego dziecka zrobić, to zaufać sobie jako rodzicowi. Nie trzymać się sztywno cudzych rad i pouczeń. Nikt z radzących i mądrzących się nie jest z nami w tej konkretnej chwili, nikt nie zna naszego dziecka lepiej od nas. A gdy zaczniemy się miotać od jednej światłej rady do drugiej, jeszcze światlejszej, to się prędzej czy później pogubimy i więcej szkody niż pożytku narobimy. Dobrze coś wiedzieć, dobrze coś umieć - najlepiej z tego korzystać, ufając sobie.

W tym momencie bardzo przepraszam wszystkich czytających ten wpis psychologów, pedagogów (wiem, wiem, pochlebiam sobie) i wszelkich innych fachowców od dziecięcej psychologii, do których mi niewątpliwie daleko. Poważnie. Nie aspiruję do Waszych fachowych kompetencji, tak sobie tylko improwizuję, lekko się wspierając intuicją oraz doświadczeniem. Nic ponadto, naprawdę.




12 komentarzy:

  1. Masz rację MY, nikt nie zna lepiej naszego dziecka od nas samych. Każde jest inne więc jednemu pomoże uważne bycie, a drugiemu potrzeba jeszcze czegoś. Intuicja i miłość może być doradcą :) Sympatycznego, ciepłego , letniego weekendu życżę < B.B

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, dzięki, na szczęście jeszcze trochę lata wróciło:). I święte słowa o intuicji oraz miłości.

      Usuń
  2. To tak jak myślałam :).

    Pozwalam się wygadać. Ustalamy detale wypadku, dzięki czemu młodziak z płaczu przechodzi płynnie do opowieści.

    Zawsze.

    Nawet, gdy inni rodzice zarzucają nam, że rozwydrzamy.

    Zdarzyło się wczoraj na ten przykład, gdy Syn z zasięgu wzorku stracił ojca swego na placu zabaw i się wystraszył. "To on sam powinien uważać, bez przesady" - rzekła matka z frakcji zimny chów.

    A spadać na drzewo. Gdzieś widziałam ostatnio mem: to moje dziecko jest dla mnie autorytetem w kwestiach tego, jak mam je wychowywać. Nie rozliczne grono "dobra rada".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze to się nie dać i zaufać tej intuicji, o której pisała Beata wyżej. I się nie przejmować cudzym gadaniem. Zawsze to podkreślam, nawet jeśli czasem sypnę tu "dobrą radą":).

      Usuń
  3. Przytulanie i zainteresowanie (szczere) tym, co się stało zawsze działa. Na dorosłych też :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jakie piękne słowa o dorosłych! No pewnie! Dzięki za poparcie:)

      Usuń
  4. Znam przykłady jak mamusie mówią Aniu,Haniu,Franku itp pokaż babci co ci się stało,przychodzi ciocia i znowu a pokaż co to za ranę dziś zrobiłeś-aś i w koło Macieju przeżywanie tej samej sceny i po co nie lepiej czy dziecko szybko zapomniało? . Ja przytulam odwracam uwagę lub np zamieniamy upadek w żart robimy nu nu lub a ty a ty np ścianie bo na nią wpadł Jaś i łzy obsychają i pojawia się uśmiech na buzi:) . Miłej niedzieli:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, też znam. Nie wiem, co kieruje ludźmi. Pewnie bezmyślność. Bo przecież nie sadyzm, prawda?

      Usuń
  5. Warto przytulać, całować i interesować się szczerze ;-)

    http://mrsmargg.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. To lubię - szczęśliwe zakończenia ;) Szczerze mówiąc, tak jak ktoś tu już zauważył - te rady sprawdzają się moim zdaniem również w stosunku do dorosłych. Nikt nie chce żeby lekceważono jego uczucia, ale też by nadmiernie tragizowano z ich powodu. I kolejna słuszna uwaga, jaka pojawiła się w tym wpisie - różne reakcje powinny pojawiać się przy różnych stanach emocjonalnych. Gdy złe emocje już opadną, a na kolanie (metaforycznym lub prawdziwym) zostanie już tylko strup to można się i wspólnie pośmiać z dawnych przygód. Ale gdy rana jest świeża, nie wyobrażam sobie wyśmiewać lub umniejszać doznanych krzywd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Dzięki zwłaszcza za BARDZO trafne dwa ostatnie zdania. W punkt.

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.