niedziela, 14 września 2014

Casting na premiera albo Księżniczka na ziarnku grochu

... z cyklu "Czytam sobie" albo "Dyrdymałki"

 

Ilustracje Szancera - kultowe i bezcenne. Jedyne

Obrazek z galerii allegro.pl

 

Czy zastanawialiście się kiedyś nad tą baśnią? Bo przecież zna ją każdy, więc streszczać nie trzeba. Prawda? Co jest cechą prawdziwej księżniczki? Wygodnictwo czy może wrażliwość? Jak ją rozumiecie? Jak dzieciom czytacie? Że mądra królowa matka, bo chcąc syna przed fałszywką ochronić, sprytny test przeprowadziła? Że na autentyk warto czekać i warto w podróbkach do skutku przebierać?


Ha! Na miejscu tej księżniczki to bym się na pięcie odwróciła i teściowej takiej oraz uzależnionemu maminsynkowi grzeczne "cześć" powiedziała. Ale przecież burza. Ale leje. Ale ona taka sama i bezradna. Więc upokarzającemu testowi wrednej teściowej pokornie się podda, uda się jej albo nie, w każdym razie do rana na miękkim i suchym przeczeka, a potem to jak Bóg da. Albo teściowa pozwoli. A synalek skwapliwie skorzysta.

Zaraz, zaraz! Czy aby na pewno? W końcu to nie kto inny jak on wybierał, przebierał i żadna go godna nie była. Przedsiębiorcza mamusia wnuków żądna sprawy nieco przyspieszyć postanowiła. A że prawdziwie królewskiego rodu z krwią pospólstwa mieszać sobie nie wyobrażała... Sprawdzała.

Okej. Do tego momentu wszystko się zgadza. Andersen nie w ciemię bity, w baśnie satyry społecznej nawtykał, gorzko nie do smaku przyprawił, jest dobrze. Ale wiecie, co ja w jego baśniach lubię najbardziej?

Że one nie takie kawę na ławę, że nie sołtys krowie na miedzy, że inteligentnie i że satyrycznie. Oraz z furtką na domysły otwartą.

Bo przyznacie, że teściową tę nazwać wredną (albo - dla odmiany - mądrą) łatwo i prosto jest, prawda? Wredna - bo toksyczna. Mądra - bo troskliwa. Dziecko chroni. Dorosłe. Właśnie.

A zastanawialiście się kiedyś, przed czym? I dlaczego ona pod te bety ziarnko kładzie? Co biedna kobieta tak naprawdę sprawdza? W moim belferskim życiu zawsze skrzętnie tę baśń omijałam. Bo na trywialnych i w sumie głupawych szkolnych interpretacjach poprzestawać trochę się wstydziłam. Jakoś tak czułam, że dzieciaki tego wcale nie kupują. Że udają, bo to szkoła w końcu, bo ocena i inne ble ble...

Ale kombinowałam, kombinowałam, aż wymyśliłam. A jak już wymyśliłam, w internetach sprawdzałam, gdzie i kto wymyślił to przede mną, ale nie. W każdym razie nie znalazłam nic w tym stylu, chociaż może źle szukałam. Za to długo.

Strasznie mi żal tej zmokniętej małej, strasznie nie lubię księciunia, strasznie intryguje mnie teściowa. Po co kobieta pcha groch do łóżka?! I jak ja to mam klasie zapodać? Otóż, moi Drodzy, teściowa owa to niegłupia kobieta jest. Dobrze wie, co jest najważniejszą cechą króla. A jeszcze bardziej królowej. Czyli na tym etapie pretendentki. Świetnie rozumie, czym tak naprawdę jest rządzenie. A także po co zwykłym ludziom król.

Że królować to nie rządzić, ale się troszczyć. Opiekować się. Starać. Słyszeć, widzieć, dostrzegać. Być dla ludzi i w sumie ludziom służyć. To znaczy naprawdę królować. Takie obowiązki ma prawdziwy król. Nie uzurpator pełen pychy i żądzy bogactwa.

Aby jednak sprostać tak wysoko postawionym wymaganiom, trzeba mieć bardzo, bardzo i jeszcze bardziej ponadprzeciętną wrażliwość. A skórę tak cienką, że wyczuje najmniejsze ziarnko grochu spod dwudziestu materacy i pierzyn. Bo kto śpi spokojnie, gdy jego poddany cierpi choć najmniejszą krzywdę, nie nadaje się na władcę. Kogo nie uwiera troska maleńka jak ziarnko grochu i odległa o dwadzieścia materacy, ten nie może królować nad ludźmi .

Należy strzec się królewskich uzurpatorów (i uzurpatorek), bo tacy władcy (i władczynie:) to tyrani, a ich rządy są pasmem nieszczęść. A tak całkiem od czapy dodam, że testowi ziarnka grochu należałoby poddawać każdego, komu ma przypaść w udziale choć niewielki kawałek władzy.

Tak to jest na tym wydłużonym macierzyńskim:). Się człowiekowi nudzi (haha:), to turlając piłeczkę, kombinuje. Z jakim skutkiem, oceńcie sami. W każdym razie, gdyby kiedyś przyszło mi wybierać baśnie Andersena na lekcję, będę wiedziała, która jest tego najbardziej warta. Bo przyznacie, że powiedzieć, iż królowa matka jest mądra, bo dba o syna, to głupie, a wyskakiwać z tekstem o nadopiekuńczej i toksycznej teściowej - trywialne? Właśnie. Pierwszej wersji nie mam sumienia wciskać niewinnym dzieciom, a drugiej nie zapodam przecież w podstawówce:).

14 komentarzy:

  1. Kochana uwielbiam Cię czytać i to jeszcze do porannej kawy jak solenizant śpi:) . Dziesiątki razy czytałam tą baśń i moje tłumaczenie było hmm chyba płytkie no,ale Twoje ma sens i dopiero teraz patrzę pod tym kontem co ty na tą baśń Wielkie Brawa dla Ciebie (proszę o więcej takich interpretacji ). Miłego dnia Ps dziś jadę wieczorem z mężem po ramoneskę:) jak zgram zdjęcia z urodzin Jasia to Ci podeślę zobaczysz jaki już duży no i mnie w tej sukience za 50zł:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Ty wiesz, jak ja uwielbiam czytać te Twoje komentarze?:) Słódź mi tak dalej, a niedługo ulecę:). Solenizant? O jak miło! No to uściski i całuski! Będziesz mieć ramoneskę? O matko, moje marzenie z młodości! Wtedy nie do zdobycia, absolutnie. Czekam na fotki:)

      Usuń
    2. Ramoneska wczoraj kupiona ,jak zrobię zdjęcie to się pochwalę i w sh kupiłam różowy sweterek za 10zł śliczny:) Jaś też śle całuski blogowej cioci:)

      Usuń
  2. Piękne,,,

    Zawsze w robocie szkolnej lubiłam interpretacje poza szkieletem - się tworzyło, bo miałam fuksa uczyć iluś mądrych, twórczych docieklistów :).

    Ale skąd brać czas na to teraaaazzz? Myślenie... jest takie wyczerpujące.

    Zrobić mielone i niech se sami odgrzewają. O.

    Papka intelektualna to moje drugie imię ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eh, Ty! Się nie kamufluj:), myślenie boli, myślenie wyczerpuje, myślenie uzależnia. Kiedy Ty masz czas na mielone? Przyjdź i mi zrób, plis! Papka intelektualna to MOJE drugie imię:). Wiesz, co czytuję zwykle:). Za pieniądze się człowiek podli, nie?

      Usuń
    2. Z tymi mielonymi to taka la metafora :).

      Magda Umer kiedyś kawał opowiadała na koncercie. Rozmowa dwóch steranych w autobusie:
      - Wiesz, co mnie najbardziej wykańcza? To myślenie... myśleć, myśleć, ja już nie mogę z tym myśleniem...
      - A bo ty sobie życie niesamowicie utrudniasz, moja miła! Ja to jeden dzień robię mielone, a potem niech sobie sami odgrzewają...

      Usuń
  3. Ponadczasowa interpretacja i ponad proste narzucające się tłumaczenia wylata. A ja od dziecka mając kłopoty ze spaniem, często nazywana księżniczką na ziarnku, tak sobie wbiłam do łepka, że na księżniczkę nadaje się tylko taka co sen ma mocny, bo jak tu rządzić królestwem będąc ciągle niewyspaną. Na szczęście królestwem nie rządzę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale wiesz co, masz rację. Wiem po sobie, jak się nie wyśpię, nie ma bata, nic nie zrobię, nic nie wymyślę. Też na szczęście królestwem nie rządzę:)

      Usuń
  4. Fajnie skrojony tekścik. Musisz jednakowoż uważać na tak śmiałe, idealistyczne teorie, bo przyjdzie do głowy jakiemuś samozwańczemu "Wielkiemu" tego świata wysłać do Ciebie swoją przyboczną drużynę w celu wyprostowania krętych ścieżek pojmowania przez Ciebie, zdałoby się rzec, oczywistych wartości :)). Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo:), będę uważać. Niech tylko spróbują, niech się pofatygują! Oczywistych - jak piszesz - wartości bronić będziem "do krwi ostatniej" kropli atramentu z pióra. Albo z drukarki:)
      Uściski!

      Usuń
  5. Oj Kochana,za Andersena to moze króle o królówki musieli mieć podskórną wrażliwość...Dzis wręcz przeciwnie, gruba ta powloka,tylko wygodnictwo zostało:) A Ty wiesz,ze nigdy nie lubiłam tej baśni wlasnie ze względu na ta matke...Swietny tekst.Tradycyjnie:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Według mnie, jedynym rozsądnym morałem tej bajki jest to, że prawdziwa cnota (w tym wypadku wrażliwość księżniczki, ale cnotą metaforyczną może być np. wielkoduszność, dobroć itp.) oprze się nawet największej liczbie przeszkód, gruboskórności ludzkiej, chamstwu itp. i nieważne, na jak skomplikowane próby się ją wystawi, bo ona obroni się sama.

    To tyle w kwestii metafor ;). Natomiast sama bajka z fabułą opowiadającą o zaborczej teściowej i "księciuniu", któremu trzeba cokolwiek udowadniać napawa mnie jakimś rodzajem niechęci ;). Ja na miejscu tej księżniczki podziękowałabym za współpracę nie tyle nawet z teściową, co z tym jej synkiem, bo chyba w miłości nie powinno być mowy o żadnym "testowaniu", prawda?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dokładnie, święte słowa. I wiesz co? Sądzę, że Andersen dokładnie to miał na myśli. A pisał tak, jak mu czasy i protektorzy pozwalali. Ale zostawiał furtki. To jest wg mnie przewaga baśni literackiej nad ludową.

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.