poniedziałek, 8 września 2014

Kurt Weber "Dokumenty podróży"

... z cyklu "Czytam sobie"

 

Podobno w dzisiejszych czasach największą popularnością cieszy się literatura faktu. A w tym rodzaju największe wzięcie mają biografie. Nie bardzo lubię. Uważam, że dobra proza to niekoniecznie proza non fiction. Że większą sztuką jest stworzyć historię tak, by urzekła czytelnika prawdą życia niekoniecznie przeżytego, choć inspirującego. Tak sądzę. A jednak autobiografię Kurta Webera przeczytałam jak najlepszą i pasjonującą powieść. To z jednej strony zasługa bogatego w zdarzenia życia, ale z drugiej - niezwykły talent autora, który nie wpada w spotykany w tym wieku (lat 80 i kilka:) nużący dydaktyzm, lecz z prawdziwie pisarską pasją wydobywa moc pozornie nieistotnych szczegółów. Takiego zmysłu obserwacji i umiejętności literackich nie powstydziłby się niejeden Iwaszkiewicz. Albo i inny mistrz opowiadania.


Stąd mam książkę


Napisałam "nie bardzo lubię", a to wcale nie znaczy "nie sięgam". Bo sięgam, choć starannie wtedy wybieram. A potem ewentualnie o tym wyborze piszę. Z własnej i nieprzymuszonej woli. Za darmo. Za nic. Jak o wydanych niedawno "Dokumentach podróży". To biografia. Biografia, choć z tytułu "nie wygląda". Nie bije po oczach zdjęciem autora. Ani nawet nie za bardzo nazwiskiem. A mogłaby...

...mogła, bo Kurt Weber to światowej klasy operator filmowy. Choć nie znajdziecie tego zdania w żadnej encyklopedii ani leksykonie, tak właśnie jest. W każdym razie takiego nabrałam przekonania po przeczytaniu jego autobiografii. Ale nie, broń Boże, to nie on tak o sobie pisze! W żadnym wypadku. Taki jego obraz wyłania się z rozsianych po całej książce znaczących epizodów.

Zaraz, od czego by tu... Nie wiem, nie umiem porządkować treści, przy każdej próbie wprowadzam jeszcze większy zamęt. Dlatego najpierw garść istotnych faktów.

A zatem: Kurt Weber to wywodzący się z elity cieszyńskiego mieszczaństwa o żydowskich i austro-węgierskich korzeniach artysta obrazu i światła. No, to najważniejsze już za mną. Co jeszcze? Współtwórca filmów Tadeusza Konwickiego, Janusza Majewskiego i Kazimierza Kutza.

Twierdzi, że „lubi mieć porządek i w papierach, i w życiu”, dlatego, powodowany pragnieniem uporządkowania wspomnień, wyrusza w podróż przez dziesięciolecia. Z mogunckiego mieszkania na parterze kilkurodzinnego domu z ogrodem w roku 2012 cofa się do przedwojennego Cieszyna w roku 1938, gdzie jako małoletni syn właściciela fabryki wyrobów z tworzyw sztucznych obserwuje operację przyłączania Zaolzia do Polski. Od teraz może z kolegami płatać figle nowym sąsiadom w czeskiej części miasta. Jako dziesięciolatek z poważnym, bo już pięcioletnim, stażem cyklisty nie dziwi się widokowi oddziału wojska paradującego podczas trzeciomajowej defilady na… rowerach.

Spokojne i syte dzieciństwo zakłóca wybuch wojny, która zmusza rodzinę do opuszczenia miasta i wędrówki na Wschód. Wyjazd do Lwowa stanie się dla jedenastoletniego Kurta początkiem życia spędzonego "w podróży". Już nigdy nie powróci on na dłużej do miasta na południu Polski, lecz będzie wiązał swe losy z kolejnymi życiowymi "przystankami", by osiąść na obczyźnie, do której praw nabędzie, przyznając się do niemieckiego języka, jakim posługiwano się w posiadającym austriackie korzenie rodzinnym domu.

Póki co, właśnie zaczęła się wojna i Kurt przebywa we Lwowie, skąd całą rodzinę czeka wywózka eszelonem do łagru w okolicach Kazania, a potem podróż do Tadżykistanu. Tam  ukończy polską szkołę średnią, zda maturę i zdobędzie uprawnienia kinooperatora. Po wojnie rodzina wróci do Cieszyna, skąd Kurt ucieknie przez "zieloną granicę" do amerykańskiej strefy okupacyjnej w Niemczech – tu będzie pracował jako operator w kinie objazdowym. Po powrocie do Polski dostanie się na studia w łódzkiej Filmówce i rozpocznie współpracę z twórcami Polskiej Szkoły Filmowej, a także karierę akademicką.

Kiedy już wydaje się, że jego życie osobiste i zawodowe w Polsce zaczyna się stabilizować, wydarzenia marcowe roku 1968 skłaniają go do przyjęcia tzw. "Dokumentu podróży" pozwalającego na wyjazd z Polski na Zachód, lecz bez prawa powrotu. Choć w kraju cieszył się już wysoką pozycją i pracował z najlepszymi, po jego opuszczeniu nie bez trudu i nie bez wyrzeczeń układa sobie życie zawodowe w Niemczech Zachodnich. Po latach bycia "wolnym strzelcem" z ulgą przyjmuje stałą posadę wykładowcy Uniwersytetu Jana Gutenberga w Moguncji.

Wytęskniona pewność etatu państwowego urzędnika ogranicza jednak możliwości swobodnego korzystania z napływających od uznanych reżyserów propozycji współpracy, stąd głównym źródłem zawodowej satysfakcji staje się dla niego kształcenie pasjonatów filmu, zaś własne projekty operatorskie realizuje w okresie wakacji.

Mieszkanie na Zachodzie pozwala mu odbywać niezliczoną ilość zawodowych i turystycznych wojaży po różnych kontynentach na obu półkulach. Jako uznany artysta i szanowany obywatel otrzymuje amerykańską wizę z dożywotnim prawem wjazdu na teren Stanów Zjednoczonych.

Autobiografia stanowi opis życia symbolicznie, choć mimowolnie, znaczonego przez kolejne dokumenty podróży: przedwojenny paszport ojca ze starannie kolekcjonowanymi wizami wjazdów, okupacyjne zaświadczenie z okrągłą pieczątką skradzione i przez samych złodziei oddane podczas przymusowej podróży do sowieckiego Tadżykistanu, darowany przez amerykańskiego oficera z dobrego serca bilet na Trans Europa Express, pozwalający mu podróżować po zrujnowanych Niemczech w godziwych warunkach, pomarcowy "Dokument podróży" – smutny skrawek papieru broniący powrotu do domu, wreszcie honorująca dorobek życia amerykańska wiza z dożywotnim prawem wjazdu na teren Stanów Zjednoczonych.

Oto tytułowe „dokumenty podróży” - podstawowy czynnik kształtujący losy cieszyńskiego dziesięciolatka, który dzięki wojażom chcianym i niechcianym stał się prawdziwym obywatelem świata. Oto skrawki papieru, dziś bez większego znaczenia, lecz jednak pozwalające porządkować według siebie życie, znaczące charakter kolejnych jego etapów.

Autor mówi, że pisząc autobiografię, podejmuje próbę uporządkowania życia spędzonego tak naprawdę „w podróży”.

A ja od siebie dodam tylko tyle, że jest to życie naprawdę pasjonujące, tak jak pasjonująca jest artystyczna i ta „zwykła”, ludzka, osobowość Kurta Webera. Nie chcę być gołosłowna, więc zdradzę, że na mnie na przykład robi wrażenie, kiedy ktoś, będąc na zesłaniu, mając jedne buty do spółki z rodzeństwem, „z marszu” bierze udział w biegu na ileś tam (nie pamiętam ile) metrów, z braku sportowego obuwia biegnie boso (!) i (z braku sportowego stroju:) z podwiniętymi nogawkami zwykłych spodni, bez problemu dociera do mety, mało tego, pokonuje w cuglach wyposażonych sportowo rywali i zostaje… mistrzem Azji w biegu na ileś tam (naprawdę nie pamiętam ile) metrów! Dla mnie to nie mistrzostwo Azji, to prawdziwe mistrzostwo świata. A pamiętajmy, że trwa wojna, panuje głód, ciężka praca i zabójcza niepewność przyszłości.

A jednak wielkie życiowe szczęście. No bo przecież wywózka ze Lwowa do łagru, zaś stamtąd wygnanie do radzieckiego Tadżykistanu uratowało całej rodzinie życie. A wywózka ta była przypadkowa, nieświadomie spowodowana przez aresztowanych lwowskich sąsiadów. Ojciec małego Kurta celowo nie zarejestrował pobytu rodziny w Lwowie, aby nie figurować w rejestrach miasta przechodzącego wciąż z rąk do rąk (radzieckich i niemieckich). Trzeba było się tylko nie ujawniać. Nie udało się. W ostatniej chwili nieświadomie zdradzili ich sąsiedzi. Wszyscy zostali wywiezieni do łagru, a stamtąd wygnani dalej na wschód, bez prawa powrotu. Gdyby nie to, cała rodzina zginęłaby prawdopodobnie w Auschwitz – jak większość znajomych, którzy uniknęli tragicznej, jak się wtedy wydawało, wywózki.

Na koniec jeszcze jedna „mała” rzecz. W tej książce ani razu nie pada spod pióra autora słowo „artysta” w odniesieniu do samego siebie. W dzisiejszych czasach – zadziwiające. A jednak wielokrotnie napotkałam w jego opowieści fragmenty świadczące o tym, że Kurt Weber artystą, i to prawdziwym (sic) jest. Są miejsca, gdzie z wielką pasją opisuje, jak powstawały obrazy filmów, które widziałam, albo jak reżyserował filmy kręcone przez jego studentów czy afrykańskich kursantów. Jak i dlaczego walczył o doprowadzenie do skutku tego, co dyktowała mu jego niezwykła wyobraźnia. Te opisy to najwyższej próby artystyczne wizje.  

12 komentarzy:

  1. Bardzo lubię czytać takie autobiografie,bogate ,budujące ,obfitujące w trudy życia i skrajne emocje zmuszające do zastanowienia sie nad losem, własnym życiem.Zastanawiam msię wtedy co ja bym zrobiła na miejscu autora i jak potoczył by się mój los wiolina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, a kiedy jeszcze ma się życie obfitujące w takie "zwroty akcji", to już grzech się nim nie podzielić.

      Usuń
  2. Prawdziwi artyści nie muszą się mienić artystami, prawda? Oni po prostu SĄ.

    Teraz coraz rzadziej SĄ :(.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dokładnie. Że tak powiem "oryginalnie":). A serio, o różnych losach Polaków podczas wojny i po niej słyszałam albo czytałam. Ale czegoś takiego nigdy nie widziałam w żadnej książce ani reportażu. Do tego człowiek ma naprawdę oryginalne widzenie świata i różnych spraw. Można go wyguglować i się zdziwić, jak był ceniony, a później z konieczności zapomniany.

      Usuń
  3. MY, rasowa recenzja pierwsza klasa. zachęcona wpisuję na listę pt. "bardzo warto" Uśmiechy ślę , BB

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:), aż się zaczerwieniłam. Uściski!

      Usuń
  4. Rzeczywiście dużo sprzyjających zbiegów okoliczności doświadczył.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I umie o tym opowiedzieć. Ja się rozpędziłam z podawaniem szczegółów, ale to, co napisałam, i tak jest niczym w porównaniu z bogactwem tej książki.

      Usuń
  5. Muszę przeczytać tę książkę.Lubię książki biograficzne.
    http://zycienienabogato.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze polecam:), naprawdę. Kto mnie zna, ten wie, że lubię się nad książkami popastwić i nie uznaję "świętości", choć zawsze uczciwie szukam dobrych stron.

      Usuń
  6. zadziwiłaś mnie trochę z tą popularnością biografii!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzieś czytałam, że właśnie takie są statystyki sprzedaży.

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.