środa, 10 września 2014

Letnie ostatki - cz. 1

...z cyklu "Co w szafie piszczy"


Jakoś tak ze mną jest, że kiedy upały, to tęsknię za możliwością włożenia dżinsów, a gdy ta możliwość nadchodzi (czytaj: robi się jesiennie chłodno), za wszelką cenę staram się nosić jak najlżejsze ubrania. Tak długo, jak to tylko możliwe.

 

7 września, niedziela: "ikona" tego miasta niedługo obróci się w proch:) - trochę mi szkoda, bo to symbol mojej młodości - jaka młodość, takie symbole:), prawda? - prawda!

Nie mam zdjęć wszystkich zestawów, w których biegałam z małym w spacerówce po mieście (z prostej przyczyny: nie miał mi kto fotek pstryknąć:), ale za to mam nadzieję nadrobić te zaległości w wolnej chwili na tarasie:). Czytelnicy z dłuższym stażem pamiętają moje jesienno-zimowe sesje-koń-by-się-uśmiał:))). Wtedy też były samotne z wózkiem spacery.

6 września, sobota

Nie żeby to miało być jakieś oryginalne albo coś:). Nie żebym tym miała kogoś uszczęśliwiać:). To tylko taka mała nieszkodliwa obsesja, takie parcie na to, by kończyć, co zaczęte i mieć poczucie uporządkowania spraw. Kuriozalne, przyznaję, ale gdzieś ten porządek trzeba mieć, nie? A przynajmniej od czegoś zacząć!

Dziś zanudzam w ten sposób, a nie opisami, bo opisy tych ciuchów i tych dokładnie zestawów już tu były nie raz i nie dwa. Wszystkie "piszczą w szafie", co u góry w zakładce. Zapraszam!

11 komentarzy:

  1. O, mój ulubiony zestaw, al` lata 60-te :) A burzenie jest nową tradycja naszych czasów. Wyrzuca się całkiem dobre jeszcze ubrania, to i budynki całkiem dobre jeszcze się burzy. Ale zrzędzę, a to przecież idzie nowe. Szkło, aluminium i stal w natarciu. Uściski BB

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak się podśmiewam w sumie, bo to taki trochę relikt początków kapitalizmu. Ani ładny, ani funkcjonalny, za wielki jak na tutejsze warunki, najczęściej pusty, przestarzały. No i zaczął się sypać. Ale sentyment mam. Na paru imprezach osiemnastkowych się było, więc...

      Usuń
  2. Umarłabym z zimna w obecnych dniach paradując w tak letnich zestawach :).

    Bycie zmarzluchem skutecznie niweluje sex-appeal :(...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No coś Ty, a to gęsie skórka?:))) Czyż nie jest sexy?

      Usuń
  3. całkiem miło Ci w tej szafie popiskuje ;)

    http://lamodalena.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, dzięki, ja się tylko zastanawiam, co tak naprawdę w niej piszczy...

      Usuń
  4. Taki duży budynek do rozbiórki a dlaczego ? młodość ciągle nierozerwalnie jest z Tobą:) moja ciocia profesorka uczyła do prawie 70lat tak kochała swoją młodzież i zawsze mówiła,że ją odmładzają o pół wieku:) . Tak jak ty im zimniej tym bardziej się bronię przed warstwami ubrań ja nie chcę już jesieni jeszcze nie teraz:( będę płakać . Dziś o 19 zmarzłam już na placu zabaw a miał bluzę ehh miłego wieczoru:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, niby jeszcze lato, niby jeszcze ciepło, a wieczorem już się marznie, już nie jest to przyjemny chłód po dniu upału, tylko zwykłe zimno.

      Usuń
  5. A ja wbrew wszystkiemu uwielbiam właśnie tę "przejściówkę" z lata w jesień. I jesień. I zimę chyba nawet bardziej. I nasz klimat za tę różnorodność, bo strasznie byłoby nudno, gdyby ten skwar tak przez cały rok...
    A tak, to przynajmniej są tematy do krótkiej wymiany zdań w windzie z nieznajomą sąsiadką :)
    I lubię te Twoje kiecki, nic się nie starzeją ;) (to też symbol, nie?)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a, i jeszcze dopiszę, że właśnie Twój gulasz z fasolką uratował polędwiczkę oraz grono domowe przed przymusowym przedwczesnym postem :) dzięki!

      Usuń
    2. O jak to miło wiedzieć, że się nie gotuje li tylko sobie a muzom:)
      Kiecka - symbol wiecznej młodości - bezcenne! Dzięki!

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.