środa, 17 września 2014

Wykopaliska, handmade, ażury, czyli zaległa "sesja" tarasowa:)

...z cyklu "Co w szafie piszczy"


Jak się niedawno odgrażałam, tak też w niedzielę uczyniłam i jest. Sesja tarasowa:). W moim wykonaniu polega ona na tym, że - niezależnie od pogody, światła i tym podobnych nieistotnych głupot - staję sobie na tle mojego na wyciągnięcie ręki lasu, co już wkrótce kolejny raz będzie mnie godzinami trzymał na leżaku swoimi obłędnymi barwami...


Eee, no tak. No więc staję sobie na tym tarasie, a małżonek jest uprzejmy swoim zabójczym smartfonem fotki pstrykać. I tylko się, kochanie, nie śmiej. Ależ skąd. Gdzież bym śmiał. Nie bądź podły i się nie nabijaj. Ale coś ty, ja się nigdy nie nabijam. No dobra. Już? Zrobiłeś? Bo nic nie było słychać. A bo dźwięk wyłączyłem. A to tak można? No można. Bo czytałam, że nie można, żeby nie było można robić ludziom na ulicy zdjęć po kryjomu. No w większości telefonów chyba nie można, ale w tym można. Aha. Ale przed chwilą pstrykało. Ale jak cię nie było, wyłączyłem. Aha. Dużo jeszcze? Eee, trochę. Aha. A to już ostatnie? Eee, przedostatnie. Aha. No, dzięki. To chodźmy do mamy. Noo, na pewno ma ciasto. Eh. Super. To ja się jeszcze przebiorę. ???!!!


Nowa, ale to naprawdę nowa, bo chyba w lipcu w lidlu kupiona, jest bluza. Kosztowała jakieś trzy dychy. Się wahałam (bo napis może robić wrażenie obciachu - kto dziś pamięta o KISSach?), ale się skusiłam. Wiem, miałam nie kupować niczego, ale takie coś od dawna miałam w planach, a trafiła się okazja, co nie powtórzy się prędko, zaś w normalnych sklepach odzienie takie dwa razy tyle, jak nie więcej, kosztuje, a jakość bardzo fajna, a małżonek, że kup, że ma taki fajny dekolt bez ściągacza, a ja, że kiedy będę tak chodzić, jak nie na macierzyńskim, bo przecież nie do pracy, a za parę lat w moim wieku to już nawet nie na spacer i takie tam inteligentne:) szmery bajery, grunt, że bluza jest:), no a jeszcze najważniejsze, że niedawno wywaliłam zdartą czerwoną fruit of the loom dwudziestoletnią, to chyba mi się należy, nie? To jest.

O, a tu to nic nowego nie ma, bo o bluzie z kapturem było już. Że dziesięcioletnia, że z Trolla, że z likwidacji sklepu za trzy dyszki, że robi talię, że dziś staromodna, bo obcisła, że baaardzo szerokie ściągacze i że to wtedy było oryginalne, a w każdym razie dla mnie:).

A te dżinsy, że prawie siedmioletnie, też było? I że za 69 złotych na wyprzedaży? No i że pancerne, nie do zdarcia, bo bez stretchu, więc nogawki na dole pięknie postrzępione. Jak dla mnie, oczywiście:).

No a to to w ogóle bez sensu, bo było (chociaż z innymi butami! ha!), ale jak tu nie dać, jak się tak na spacerze było. No to daję, bo kiedyś tam napisałam, że będzie każde i że będzie sprawdzanie, ile razy i co się powtórzyło, to proszę bardzo, a co! A z tymi butami tego zestawienia jeszcze nie było, to mogę uznać, że się nie powtórzyło. A nie?!

Hmm, no tak. Baleriny moje siedmioletnie cudownie rozchodzone mi się rozpadły, to znaczy dziura się zrobiła w podeszwie, bo tak, to w porządku. No, ale z dziurą w podeszwie chodzić się nie da, to poszłam i nowe nabyłam. Nie do końca takie, jakie chciałam i jakie sobie wcześniej w internecie upatrzyłam, ale kompromis to moje drugie imię, nieprawdaż? Prawdaż! Zatem trzech stówek na obuwie własne poskąpiłam, bo skoro poprzednie za 120 złotych siedem lat wytrzymały, to te za 116 może też trochę pociągną? Na razie nierozchodzone, na razie obcierające, na razie gdzieniegdzie gniotące. Zły znak? Nie wiem. Tamte też tak miały, a się przystosowały:). No a u góry moje tak zwane "ciuchy ciążowe":).

Kombinuję, ale jak tak patrzę, to w sumie się dokładnie nie powtarzam. Choć mieszam. Na szkolne zebranie w sam raz.

No a tu tak samo. Że kombinuję, że wszystko znane, ale w sumie w dokładnie takim zestawieniu nie powtórzone.

Archeologia. Wykopaliska. Dno szafy moich Rodziców. Handmade mojej chrzestnej. Anno Domini 1990. Mówiłam, że wykopaliska. Szydełko, dobra włóczka, wprawne ręce. Ażurowy sweterek, za który dziś trzeba by fortunę chyba. Taki kaprys małolaty, co nie chciała być modna, co to, to nie, w żadnym wypadku, za to musiała być oryginalna, nawet wśród punków, więc na czarny podkoszulek zarzucała takie coś i SIĘ WYRÓŻNIAŁA. Wszędzie. I wśród tak zwanych "dyskomułów" (kto pamięta takie słowo, ręka do góry:), i wśród tak zwanej "alternatywy". Najważniejsze to mieć priorytety, co nie? Dla wątpiących: nie, nie spróchniał; nie, mole go nie zżarły (jakim cudem?) i nie, naftaliną nie capi, gdyż w naftalinie nie leżał. Cud? Cud mniemany! Albo bardzo dobra jakość. I mikroklimat:))). Szafy. Czuję się młodsza o całe 24 lata. Bo on powstał w tamte wakacje. Eh!

14 komentarzy:

  1. Witam z rana:) ostatni sweterek jest super baaardzo na czasie:),lubię też połączenie bieli z granatem no i nowa bluzeczka z Lidla super muszę wreszcie taką kupić z napisami bo fajnie wygląda na spacer z wózkiem:) ja mam ciągle nadzieję,że tarasowe fotki nie znikną:) . Mój mąż nie ma tyle cierpliwości co Twój jak go czasem poproszę by mi zrobił jakieś zdjęcie w nowym ubraniu by pochwalić się koleżance to mówi,że mi odbiło i miny robi przy tym jakbym postradałam zmysły ehh mężczyźni .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cześć, Aga:), póki co, tarasowe fotki to jedyne rozwiązanie dla mnie.

      Usuń
  2. ja pamiętam "dyskomułów" ale wiadomo, rocznik AD 76 jeszcze może pamiętać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ale to tak naprawdę ledwo ledwo:), bo młodziak z Ciebie:)

      Usuń
  3. O, właśnie. Kwestia mężowskiej zdolności do cykania fotek. NIKT NIGDY nie robił mi tak nieudanych zdjęć, jak mąż. Zapewne jest to kwestia tego, że nim cyknie, to tak mnie zbuzuje, że na fotach widać starannie wypielęgnowane skrzywienie uśmiechowe wyhodowane na niezdrowej podściółce z irytacji.

    Blog modowy u mnie odpada. Aż do czasu, gdy Gburka dorośnie na tyle, by mi coś pstryknąć. Co oznacza, że będę już wtedy jak ta kamienica Łęckich.

    Bo ja - jasna sprawa - doskonale wiem, co to dyskomuł ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale mamy "przeżycie pokoleniowe", co? Ale na koncercie Psów Wojny trza się było obnosić w różach i turkusach, coby się z tłem nie stopić:)
      A, w Twoim wydaniu, to faktycznie może będzie sesja modowa:). Bo u mnie to się nazywa (jak już kiedyś rzekłam) "sesja-koń-by-się-uśmiał-tarasowa:))). I nie żałuj sobie, a co! Cyfrówka jest cierpliwa - z setki wybierasz pięć znośnych, przycinasz to i tamto i masz SESJĘ:)

      Usuń
  4. Eh, las na wyciągnie ręki z kolorami jesieni, a nawet całkiem zielony, taras, leżak, i czas na to - bezcenne. Resztę można kupić w Lidlu, płacąc kartą lub gotówką :) Słonecznie, serdecznie, jeszcze letnio (potem będzie jesiennie, a może gorąco) pozdrawiam, BB

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i o ten czas się, paniedzieju, najbardziej rozchodzi. Że go nie ma. Reszta faktycznie bezcenna. Wiem. Cenię. Emfatycznie i egzaltowanie wzdycham. Ściskam!

      Usuń
  5. Sweterek dowodzi, że figurę masz niezmiennie młodzieżową od 24 lat :-) Zapuszczasz włosy? :-) Młodniejesz w oczach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, szkoda, że tylko "w oczach":))), ale dobre i to.

      Usuń
  6. No to zamiast wbryknąć na chwilkę do lasu i pofocić w naturze, zakotwiczyliście na tarasie? Oj nieładnie, nygusostwo ja tu widzę :). Skąd ja znam angażowanie męża do takich prac. Ja w królestwie mojej żony jestem nadwornym fotopstrykiem, fotoedytorem, reżyserem planu, grafikiem, copywriterem... a szkoda gadać. W sytuacji, w jakiej znalazł się Twój małż mówię zawsze, że mam taki miły, sympatyczny i pogodny wyraz twarzy, hihi. Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No Wy biedni i znękani! Myślałby kto!:) Od tego lasu, co na wyciągnięcie ręki, to nas dzielą cztery płoty. A obchodzić naokoło, to prawie kilometr. Wiem, się tłumaczę, a tylko winny... itd. Ale serio, na ostatniej fotce to już całkiem mocno padało:)
      Pozdrowienia! I dla Żony:)

      Usuń
  7. Ach jak ja lubię te twoje sesje tarasowe! Balerinki super bo uniwersalne,reszta też niczego sobie jak zwykle niebanalnie i swobodnie.Swetrek świetny, pomyśl o dodatkachg do niego np apaszka,jakieś biżu może będzie hitem na jesień. Pozdrawiam -wiolina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jak lubisz, to chyba czas się pozbyć poczucia obciachu:), a o dodatkach myślę, myślę. Może coś z głębi szafy wygrzebię:) Ściskam mocno!

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.