środa, 1 października 2014

Jak wprowadzać zasady obowiązujące w domu. O niełamaniu charakteru ciąg dalszy:)

...z cyklu "Rodzicielstwo radosne"

 

Zapraszam drugą część artykułu "Jak nie wychować konformisty, czyli jak nie złamać charakteru, ucząc niełamania zasad"!

Poprzedni wpis na ten temat zakończył się konkluzją, że najlepszym sposobem na to, by nastolatek przestrzegał zasad, jest ustalenie takich reguł, które on uzna za własne. I to naprawdę szczerze, bez udawania w celu przypodobania się albo zdobycia dobrych ocen w szkole czy odniesienia jakichkolwiek innych korzyści.

W ostatnim zdaniu padło pytanie zasadnicze: skoro człowiek nastoletni zasad narzuconych nie przyjmie, kto w takim razie powinien domowe lub szkolne reguły ustalać?

No jak to kto? Sami zainteresowani, czyli ci, których w grupie jest większość, którzy będą im w największym stopniu podlegać. Chodzi bowiem o to, abyśmy w przyszłości nie musieli walczyć z nimi o respektowanie norm, aby one niejako "respektowały się same", to znaczy, aby grupa w ogóle nie odczuwała ich istnienia przy jednoczesnym stosowaniu.

Jak tego dokonać, szczegółowo piszę w artykule zamieszczonym w portalu SOS Rodzice. Zapraszam do odwiedzenia mnie tam i do polubienia mnie na Facebooku:

 

SOSrodzice - serwis dla rodziców

http://www.sosrodzice.pl/wprowadzac-zasady-obowiazujace-domu/

5 komentarzy:

  1. Tak się Wiolu zastanawiam, co z normami/zasadami, których po prostu przestrzega się , bo tak nakazują kodeksy - np. drogowy Ileż to złamanych nakazów, bo nie są uważane za własne - lub ich łamanie jest racjonalizowane - np. w tym miejscu jechać 60km to narażać innych z powodu zbyt wolnego tempa mojej jazdy itp. A czy przekraczanie prędkości, to nie jest wbrew pozorom łamanie norm moralnych, a nie tylko drogowych? Jeśli pokazujemy młodym, że tylko normy "samostanowione" są warte przestrzegania? Tak sobie myślałam po przeczytaniu Twego baaardzo ciekawego artykułu na SOS, Uściski, B

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz Beatko, wydaje mi się, że w tym, co pisałam, chodzi właśnie o to, by dzieciaki dowiedziały się, że każde prawo jest tak naprawdę "samostanowione" - tylko w mniej lub bardziej bezpośredni sposób. Regulamin szkoły wymaga kompromisu trzech stron: rady rodziców, rady pedagogicznej i rady uczniowskiej. A zauważ, że to wszystko są przedstawiciele wybrani przez zbiorowość. I oni w imieniu tej zbiorowości stanowią normy. Jak ustanowią je kompletnie bez sensu, to zbiorowość wymieni sobie przedstawicieli. Oczywiście na poziomie klasy albo rodziny na tym polega rola rodziców albo wychowawcy, żeby umiejętnie pokierować dzieciakami. Nie chodzi o manipulację, ale o to, żeby dać im szansę na zorientowanie się, że łamanie dobrych norm naprawdę szkodzi, aby doświadczyły, jak faktycznie szkodzi im samym. Wtedy zechcą ich przestrzegać, a jak nie zechcą, poniosą konsekwencje. Jak w dorosłym życiu, gdzie też nasi przedstawiciele stanowią konkretne prawo w naszym imieniu. I my go musimy przestrzegać. A to prawo praktycznie ciągle się zmienia, ciągle jest dyskutowane i konsultowane, także społecznie, więc nie jest tak, że ono jest narzucone z góry i kropka. Trzeba uczyć refleksji i podejmowania inicjatyw zmierzających do zmian bezsensownych paragrafów - demokratycznie. A także tego, że jak paragraf został demokratycznie przez naszych przedstawicieli ustanowiony, to należy go przestrzegać, bo poniesie się konsekwencje. Ale najpierw udowodnić jego słuszność, czyli wykazać, że nieprzestrzeganie powoduje bolesne skutki dla samego nieprzestrzegającego. Trochę się zapętliłam tak na szybko. Chodziło mi generalnie o to, że ustalanie norm w rodzinie albo w klasie czy w szkole odbywa się dokładnie w taki sam sposób, jak w państwie albo i na świecie. Tylko skala jest inna. Co nie oznacza, że człowiek nie może wystąpić z inicjatywą, jeśli ma rację. Albo poddać swojego pomysłu ocenie, weryfikacji. I pogodzić się z demokratyczną decyzją społeczności, w której żyje z wieloma innymi ludźmi, których prawa sam musi szanować. Na przykład prawo do bezpiecznego poruszania się po drogach. Bo przecież łatwo wykazać, że przekraczanie prędkości stanowi zagrożenie dla innych, czyli łamie ich prawo do bycia "dobrze traktowanym" przez kierowców. Sądzisz, że to, co napisałam, ma sens? Bo naprawdę problem jest złożony, a moje podejście dość idealistyczne, tylko że chyba nie mamy innego wyjścia, jak zacząć od podstaw. Czyli od podstawówki, a nawet od przedszkola. Pozdrawiam Cię cieplutko:)

      Usuń
  2. Wiolu, mnie też uwodzi-ła idealistyczna wizja świata :) A prawo z którym stykam się na co dzień w wielu obszarach tak "nieżyciowe", wręcz czasem absurdalne. No cóż. Ja raczej zastanawiałam się nad tym, że życie - nie tylko w zakresie prawa, niesie ze sobą - oprócz dobrowolności, samostanowienia, jednak również dawkę przymusu. Oczywiście do każdego przymusu można dorobić "powód", ale wtedy może to wydawać się naciągane. A jak w gruncie rzeczy trudno pogodzić się z podstawową ideą demokracji- czyli wygrywa większość, Ileż to razy młodzi i starzy mówią - ja ich nie wybierałem - to nie moje interesy reprezentują, itp. To co piszesz ma sens oczywiście. Ja tylko zastanawiam się, czy należy z gruntu odrzucać jeden z możliwych sposobów stanowienia norm- sensownych norm - to znaczy tych , które są po prostu narzucone. Młodzi i tak zetkną się niebawem z "szarą" rzeczywistością życia dorosłego. Może to smutnie brzmi, ale ja mam takie doświadczenia. Serdecznie, słonecznie, Beata,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuję, że pogadałybyśmy sobie w realu całkiem do rzeczy i na temat:). I chyba nieźle byśmy się rozumiały:))) Dzięki! To wielka satysfakcja, takie szczegółowe i konkretne komentarze, naprawdę! Serdeczne uściski!

      Usuń
  3. Fakt, w realu byłoby łatwiej, szybciej i przyjemniej - jednak :)))) Gorące, Dobranoc, B

    OdpowiedzUsuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.