niedziela, 26 października 2014

Przegapiłam rocznicę :)

...z cyklu "Co w szafie piszczy"


Nie wiem, naprawdę nie wiem, czemu ubzdurałam sobie, że kiedy jakieś dwa miesiące temu sprawdzałam datę pierwszego wpisu w tej części bloga, to widziałam tam 27 października. Nie wiem. A sprawdzałam specjalnie, żeby z wielką pompą w dokładną rocznicę walnąć podsumowanie, równie jadowite jak początek, i z hukiem drzwi tej pełnej starych szmat szafy zamknąć. I przestać dręczyć małżonka o fotki za każdym wyściubieniem nosa poza własne podwórko.



16 października 2013 r. - stoi wyraźnie. Dyskalkulik cyfry widzi inaczej?:) Tak


Skoro przegapiłam, huku robić nie wypada, a drzwi szafy zatrzaskiwać na razie nie będę, bowiem się byłam obkupiłam:), z czego się wytłumaczę wkrótce, ale póki co całkiem zwyczajnych i bez pompy spostrzeżeń z tego roku kilka.

Początkowe założenie było takie, że na wspak wszystkim modowym blogom, gdzie co dwa dni pojawiają się mające być w użyciu przez lat kilka ciuchy (sic), ja spróbuję przez jeden jedyny rok zaledwie używać tego wyłącznie, co w mej szafie piszczy (często ze starości), i to tak, żeby  w miarę możliwości dokładnie takich samych zestawów nie powtórzyć. Blogerka modowa ze mnie żadna, dokładnie tak samo jak większość normalnych kobiet, zatem ciuchów nie mam wielu, a te, co mam, są wiekowe. Kombinowałam, sprawdzałam, marudziłam i na blogu płakałam, że się powtarzam, że dno (szafy:) osiągnęłam i takie tam. Jedną losową przerwę miesięczną zaliczyłam, ale o tym sza, bo co było, a nie jest... Koniec.

Wnioski.
Pierwszy:). Zestawy się powtarzały. Przyczyna? Do eksperymentu przystąpiłam zupełnie beztrosko. Się nie przygotowałam znaczy:). Modowe dyletanctwo się kłania. Mając w szafie rzeczy z całkiem różnych epok (o tak, epok) życia, które pod względem trendów (szumne słowo, szumne:) całkiem do siebie nie przystają, ja je jakoś pożenić musiałam, w przeciwnym razie bez zakupów, na które pozwolić sobie nie można, nie obeszłoby się. Ale nad tym tematem rozwodziłam się tu:

KLIK:)

Drugi:). Zestawy się powtarzały niezbyt często. W normalnym życiu nierealne. Czemu? Bo ja niezbyt często z domu wychodzę. Macierzyński, rodzicielski, w końcu wychowawczy - oto klucz do sukcesu i niepopadnięcia w czarną rozpacz z powodu brutalnego uświadomienia sobie przy pomocy fotek, że się praktycznie non stop te same ciuchy obnasza. Gdybym codziennie wychodziła do pracy, taka odnoga bloga nie miałaby racji bytu. Po tygodniu wyczerpałabym temat każdej pory roku.

Trzeci:). Dumnych i szumnych założeń początkowych na siłę się trzymać nie warto. Tu jest slow. Także w tej dziedzinie. O slow fashion i minimalizmie w modzie tu było:). Postanowienie niekupowania niczego przez rok wynikało nie tyle z ambicji, co z jasnowidzenia mojego odnośnie stanu kasy, a że nie takie doły ciuchowe się już w życiu przetrwać udawało, więc trudne to do osiągnięcia nie wyglądało. I w sumie nie było. Mimo to kilka rzeczy przybyło.
Przybytki:)
  • baleriny - bo stare się przedziurawiły na podeszwie
  • okulary przeciwsłoneczne - bo poprzednie się ze starości rozpadły
  • bluza - poprzedniczka z dwudziestoletnim stażem podarta z domowej do śmietnika awansowała, a nowa miała cenę dyskontową
  • bluzka - ponieważ była potrzebna (co się odczuwało), a skoro była też dobrej jakości i tania, w koszu ze spożywczymi zakupami wylądowała
Teoretycznie mogłabym te zakupy odłożyć, ale efekt byłby taki, że chodziłabym w dziurawych butach, a bluzki kupiła za drugie tyle kasy w momencie, kiedy nie mogłabym się bez nich obejść. Jak masz jedną bluzę i właśnie ją podartą wyrzucasz, a trafia się nowa za małą kasę, bez sensu odkładać zakup dla idei.

Czwarty:). Cóż. Chwaliłam się trochę, że ciuchy mam wiekowe, trwałe, dobre, choć niedrogie i różne takie. No, ale przecież nie wieczne.
Ubytki:)
  • szmaciane baleriny (3 lata), które kolejny rok przetrwały z prawie niewidocznym pęknięciem na palcach, za to się podarły na wewnętrznej podeszwie - próbowałam kupić latem nowe, ale nie robią już chyba balerin z tkaniny, bo wszędzie tylko ze skóry lub ze skaju, a to lekko bez sensu w upał parzyć stopy, zaczekam, może pojawią się na wiosnę przyszłego roku
  • jasnobrązowe kryjące rajstopy Consaya (dwie pary, wiek: 8 lat) - zniszczyłam je ostatniej zimy pod spodniami, choć swoje lata już miały - do odkupienia
  • czarne baleriny skórzane (8 lat) - dziura w podeszwie od wewnątrz; odkupione
  • okulary przeciwsłoneczne (kilka lat) - rozpad totalny; odkupione
  • torba HO::LO (8 lat) - w tym kilka lat poniewierki w pracy, na wakacyjnych wyjazdach, na zakupach i w ogóle w warunkach ekstremalnych; liczne załamania na zewnątrz to nic, liczą się dziury wewnętrzne; zasłużona emerytura śmietnikowa - choć tak po prawdzie to wysłałam ją tam dopiero wczoraj, więc do końca roku dotrwała:); odkupiona
  • pańciowata torebka  Nine West (7 lat) - w zasadzie w porządku, tylko paski tak bardzo obłażą z tego, czym tam są obleczone, że nie da się już z nią chodzić, bo zwyczajnie się sypie i na ubraniu zostaje; myślałam reanimować, ale się prezenty i premie trafiły, to raz kozie śmierć, wybrałam nową, na kolejne siedem (albo więcej:) lat (o niej wkrótce:)
Tyle.

Piąty:). Eksperyment z fotkami tego, w czym się od lat chodzi, polecam każdemu, bo uczy. Że lata lecą i się już tak samo jak kiedyś w tym samym nie wygląda, niestety:(. Że ciuchy też się starzeją, choć nierówno, i dlatego warto inwestować w jakość, choć bardziej uwagą i rozumem przy kupowaniu, mniej pieniędzmi. Że niektóre zestawy tylko w zamyśle, a czasem nawet i w lustrze, wyglądają fajnie, a w rzeczywistości (czyli na zdjęciu) już nie, i to jest bardzo pouczające:), naprawdę.

Szósty:). Hity i kity. Potwierdziło się to, co od zawsze podejrzewałam. Bluzowo-dżinsowo-tenisówkowa jestem raczej niż spódnicowo-obcasowo-żakiecikowa. Co widać po Waszych, Kochani, reakcjach. Jak się człowiek w czymś dobrze czuje, to częściej zakłada, lepiej w tym wygląda, a i postronni (o Was mowa:))) są łaskawi to zauważyć. I tak największy aplauz znalazł zestaw z najnowszą lidlową bluzą lekko obciachową KISS:)+dżinsy rurki+szmaciane (teraz już wiecie, że w środku potargane) baleriny.

Jedno z mniej więcej dziesięciu zdjęć tego samego zestawu. Albo się mylę, ale chyba nie bardzo:)

Chociaż z drugiej strony spódnica ołówkowa, której bym o aplauz oglądających w najmniejszym stopniu nie podejrzewała, a którą ja z braku laku zakładałam, bo przekonania do niej większego nie miałam.


Całą jesień, zimę i wiosnę w niej biegałam, na lato odpocząć dałam, a teraz powróci:)

Najdroższa obecnie część mojej garderoby, to znaczy zamszowe kozaki na kauczukowej koturnie - bardzo wygodne mimo wysokości. Leciwe. Markowe. Trudne w konserwacji, co widać. Ale też ze względu na wygodę ciężko się z nimi rozstać.



Zamaszysta pasiasta spódnica - ulubiona moja i u Was uznanie znajdująca. Kupiona kilka lat temu na komunię średniaka, pasuje do wszystkiego: do tenisówek, do espadryli na koturnie, do balerin, do wysokich obcasów, do t-shirtów i do żakiecików (brrr!, co za słowo).






To były hity. Na kity spuszczę zasłonę milczenia. Popełniane były świadomie, choć z bólem. To skutki braku spójności w garderobie. Rzecz nie w ilości, lecz w dopasowaniu. O które jednak trudno, gdy jedne rzeczy mają kilka miesięcy, a inne kilkanaście lat.

Na koniec. To podsumowanie nie jest ani ładne, ani zgrabne, ani tym bardziej błyskotliwe, bo analizować i na czworo włos dzielić to ja, owszem, potrafię, ale za to synteza i uogólnianie kompletnie mnie przerasta. Co wniosek wymyślę, to za nim pięć "ale", dziesięć "z drugiej strony" i tak bez końca. Dlatego koniec. Z tygodniowym poślizgiem, ale koniec. 

Dziękuję. Za bycie. Za kibicowanie. Za pocieszanie. Za niewytykanie. Bo nie o szczerość tu szło, lecz o samopoczucie osoby, która z braku laku dowartościować się postanowiła tym, co ma. Że potrafi, że też może, że ogólnie nie jest tak źle. Więc dzięki.

Jednak to nie wszystko. Są nowe torebki. Się pokaże, obgada, pochwali. Z inspiracji Wioliny:))), której podlinkować nie mogę, gdyż anonimowo się w bloggerku udziela. Szacunek. Podziękowania. Uściski.

A o ciuchach i o slow podejściu do mody pisać będę. Jeśli tylko coś ciekawego przyjdzie mi do głowy:)
 

24 komentarze:

  1. I jeszcze wykazałaś się systematycznością, no i odwagą , w końcu nie każda się zdobędzie na to aby wnętrze szafy pokazywać światu :) I jest mój ulubiony zestaw - lata 60-te ze spódnicą w szare pasy. A na takiej figurze wszytko się prezentuje jak na pokazie mody. Uściski i gratuluję rocznicy, choć nie dokładnej :) Pa

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie wyczekiwałam końca eksperymentu. Całe szczęście, że nie przytyłaś w ciągu roku bo dopiero miałabyś problem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He he, a co masz na myśli, mówiąc o przytyciu? Bo w ciąży to ja już trzy razy byłam:)))

      Usuń
  3. Uwielbiam Cię czytać! Nie marnuj talentu, bo masz fantastyczne poczucie humoru i potrafisz do tego ubrać to bardzo dobrze w słowa. Zrób z tym coś!
    Doskonale Cię rozumiem z tymi cyferkami:) Też jestem dyskalkulik, ale da się z tym żyć:) Ołówkowa spódnica - rewelacja! Bardzo mi się podoba i bardzo mi się Ty w niej podobasz, więc nie dziwi mnie aplauz, który zdobywała.
    A co do przywiązania (z konieczności lub sympatii:D) do rzeczy w szafie - coś o tym wiem... Niektóre z nas tak po prostu mają:)
    Miłego tygodnia życzę, pozdrawiając Cię bardzo ciepło:)
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak wiele miłych słów spod pióra prawdziwej Pisarki to najlepsze zakończenie weekendu, jakie można wymarzyć:) Dziękuję! Chyba przyjdę po praktyczną poradę:) - jeśli można, rzecz jasna:)

      Tobie także życzę dobrego i słonecznego tygodnia!

      Usuń
  4. Po pierwsze, dobrze, że nie chodzi o rocznicę ślubu ;-)
    Po drugie, jak na czas urlopu macierzyńskiego bardzo zacne, schludne i miłe dla oka były to stylizacje :-)
    Po trzecie, do mnie zawsze bardziej przemawia rozsądek niż idea i dobrze, że kiedy trzeba było i okazja się nadarzała kupowałaś coś nowego i potrzebnego :-)

    Ja jeszcze pracuję nad swoją bazą i "uniformami" na zbliżające się sezony...
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, rocznicę ślubu to się u nas hucznie obchodzi:) Bo jak chodzi o pretekst do romantycznego wieczoru albo wyjścia, to my o nim nigdy nie zapominamy:)

      "Praca" nad kompletowaniem garderoby jest przyjemna, prawda? Udanych zakupów!

      Bardzo dziękuję za uznanie:)))

      Uściski i serdeczności dla Was!

      Usuń
  5. Eksperyment fajny i dał mi do myślenia o własnej szafie i jej stanie. Spódnica w paski bardzo wielofunkcyjna ale przede wszystkim ładna :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, ta spódnica nadaje się do wszystkiego, pasuje do szafy minimalistki:) Cieszę się, że zainspirowałam:)
      Pozdrowienia!

      Usuń
  6. podziwiam tą wytrwałość i konsekwencję
    dla mnie jednak kupowanie nowych ubrań to jedna z przyjemności życiowych (a zawodowo i konieczności) więc w życiu sama bym się na to nie zdecydowała za żadne skarby świata:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, ja podziwiam w Tobie właśnie to nienapinanie się, że muszę tak, bo ktoś tak powiedział. Mogę, jeśli chcę, ale nie muszę. Najważniejsze to dopasować styl życia i sprawiania sobie przyjemności do własnych potrzeb:)

      A jak jeszcze musisz się odpowiednio ubierać do pracy (nie każdy pracuje w domku:), to przynajmniej masz naprawdę dobry powód do czerpania z ciuchów przyjemności:)

      Usuń
  7. Podsumowanie chyba najbardziej mi zaimponowało - kobito, to się nazywa profesjonalizm! Szacun!

    Problem ze zbyt małą ilością stylizacji do ukazania... hmm,,, ogarnęłam już po pierwszym poście ze szmatławą szafą swą wystawioną na pokaz. Co dalej? Skąd dalej? Jak dalej?

    Eeeech... bo szafiarki to sponsorowane są, nie bidę klepiące.

    Zestaw szósty wymiata, wymiata, wymiata! No ale to ja piszę - babochłop, jak mawia JeszczeMąż.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Umiesz podbudować znękanego człowieka, co klepie w klawiaturę, czekając na gotujące się ziemniaki w niedzielne przedpołudnie, kiedy druga połowa śpiącego w wózku dziecięcia pilnuje, by nie wyskoczyło, jak się znienacka obudzi:). DZIĘKI!!!

      Jak mało w szafie, to musi być dużo idei:), tak kombinowałam ja:)))

      Coś czułam, że mnie nie zawiedziesz:)
      I jeszcze raz: :)))

      Usuń
  8. Kochana nic się nie stało tralala nic się nie stało...tydzień w tą czy w tą nic nie szkodzi grunt ,że podsumowanie jest:) . Jednak jakiś smutek zagościł mi w sercu bo się przyzwyczaiłam do tych zdjęć modowych .:) . Dal mnie hit to była ta bluzka biała z kwiatkiem och jak bym chciała dostać taką samą . Rozgrzeszam Cię tak jak pozostałe dziewczyny w kwestii zakupu butów itp kobieta po prostu musi i koniec kropka:) .Kończę jestem troszkę panięta :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się, że byłaś padnięta:) Przy dwójce maluchów:))) Uściski!

      Usuń
  9. Ach jakże cieszy się moje serce że Ty z powodu mojej inspiracji...i że nowe torebki będą! A co do anonimowości to po prostu technika mnie nie lubi i to błędne hasło to błędne coś tam... no cóż ciemnogród i matołstwo w tej dziedzinie. Ja to bym nawet bloga chciała mieć ale z moją wiedzą w tej dziedzinie, marnie to widzę. Podsumowanie extra! A na te obiecaną resztę czekam- wiolina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eh, coś mi się widzi, że i Ty tej techniki nie lubisz:) Ale zrób sobie bloga, tu na bloggerku same gotowce są. Nawet ja dałam radę:)
      Torby będą, chociaż na razie z czasem u mnie krucho.
      Pozdrowienia!

      Usuń
  10. Zżarło mi komentarz.
    Tzn.pewnikiem napisałam i zapomniałam opublikować :) ale co tam.
    Podsumowując: Zestaw nr 5. I ogólnie spódnica. Oby jej długi żywot był pisany, bo jak dla mnie możesz w niej bezkarnie chodzić każdego dnia. Robi takie wrażenie, że mało kto się zorientuje :)
    Poza tym dziury ogólnie usprawiedliwiają każde zakupy. Chyba że jest się amatorem łat. Ewentualnie przewiewów.

    I zgadzam się w stu procentach z Niezaradną: podsumowanie pierwsza klasa. Nienawidzę takich rzeczy całym leniwym sercem i nigdy nie mogłam wyjść z podziwu, kiedy ktoś robił je z taką lekkością. Wszystko dopięte (że tak zahaczę) na ostatni guzik ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zżeranie komentarzy to normalka. Ja przysięgam, że nic nie ukryłam!:) A podsumowań też nie cierpię. Została mi zawodowa skaza. Jeszcze brakuje ewaluacji, prognozy i planu:) Brrrrr!
      I możecie mnie tak z Niezaradną łechtać, co tam, nie będę ściemniać, że nie lubię:) Aż taką hipokrytką nie jestem. O.
      Ściskam cieplutko:)

      Usuń
  11. To juz rok ?! Szkoda, ale mam nadzieję ze jednak nie koniec cyklu. Torebka juz sie pojawila, zapowiedziana druga... Ja jestem ciekawa co bedzie dalej, jak troche nowych rzeczy przybedzie. Bardzo mi zaimponowało Twoje wyzwanie, dla mnie nie do wykonania. Czesto sie zastanawialam czy dalabym rade nic sobie nie kupic tak dlugo. Kusilo mnie sprawdzic swoja szafe na tych samych zasadach. I byc moze nawet zbytnio te moje zestawy by sie nie powtarzaly ale nic nie kupic ? Oczywiscie zadzwonilo w glowie czy to nie jakis holizm ? Co tam buty czy bluzka zakupione wbrew postanowieniu.. Ja sledzac, czasami nawet "zloscilam sie" ze nic sobie nowego nie zafundujesz. Widzialam tez ze mimo powtorek dajesz rade i wygladasz dobrze, niektore zestawy ciagle moga funkcjonowac, ale zycze tez troche zakupow. Pozdrawiam dziekuje i mam nadzieje na kontynuacje cylku, moze pod innym haslem przewodnim ? BM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już rok, i na szczęście się skończył:) Ale ze mną tak jest, z jednej strony chciałabym co sezon nakupić sobie różności, a z drugiej zaraz się zastanawiam, co bym zrobiła ze starociami, które tak naprawdę miałam na sobie kilka razy. Miałabym je wyrzucić? Oddać? Oddać. Tylko zaraz przeliczam na książki albo na pakiety odżywkowe Unicefu i mi głupio. Ale w rzeczywistości problem nie bardzo mnie dotyczy, bo mamy do obkupienia trójkę, która wyrasta, więc my łapiemy się na nowości, jak stare rozpadnie się ze starości:)))
      Dziękuję za śledzenie, za Twój wpis. Postaram się oczywiście co nieco jeszcze napisać o ciuchach i nie zawieść Cię. Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  12. Cykl był bardzo fajny i powinien być pokazywany jako przykład młodym nienasyconym. Być może trochę mniej doiłyby swoich rodzicieli, gdyby zobaczyły, że przy mniejszych nakładach też można fajnie wyglądać. Nie specjalnie emocjonowałam się tym cyklem, bo w ogóle moda jakby całe życie mnie omija szerokim łukiem, albo ja ją. Mam za sobą okres kostiumowy (zwany przeze mnie stylem roboczym), a teraz patrzę przede wszystkim na wygodę i żeby nic nie uciskało, obcierało, gryzło i co tam jeszcze ciuchy potrafią. Ale z przyjemnością Ci tu kibicowałam i podziwiałam za inwencję twórczą, konsekwencję, no i figurę - doskonałą. Mam nadzieję, że będziesz nadal prowadziła kącik modowy, bo masz dobry gust i świetne pomysły. Ale się rozpisałam :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, mnie też moda specjalnie nie kręci. Lubię sobie coś kupić, czasem lubię pokombinować, coś wymyślić. Czasem. Tak jak czasem lubię coś upiec albo ugotować. Jak mnie najdzie. Ale żeby to było jakąś istotną częścią moich myśli czy życia - niedoczekanie! A jeszcze żeby się poświęcać dla modnego wyglądu! I dziękuję za Twoje komplementy! Bardzo się z nich cieszę:) Uściski!

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.