czwartek, 23 października 2014

Uzdrowisko. Sto procent

...z cyklu "Uroda życia"


Leje i leje. Coraz zimniej. Ciemno. Ale póki co grzeję dłonie wielkim kubkiem herbaty z cytryną, a pamięć wspomnieniem letniego w październiku spaceru.



Niezaradna Taka Driada:) do drzew się przytulała i zachwalała, to pozazdrościliśmy i też próbowaliśmy, tylko nam nie wyszło, bo w korze pełno czerwonych przytulonych do siebie po kilka żuczków siedziało, to nie chcieliśmy burzyć harmonii:). Ale podeszliśmy blisko, co nie bez przeszkód, zważywszy na kobierzec śliskich liści wokół się ścielący:).


Takie wystawianie się twarzą na pastwę stworzeń w listowiu żyjących to za ciekawe nie jest, nigdy nie wiadomo, co na człowieka spadnie, ale co tam, raz się żyje:), a dziecięciu trza pokazać, jak liście z drzewa lecą. Zwłaszcza że drzewo nie byle jakie, bo królewskie, a i miejsce nieliche, gdyż uzdrowiskowe, zdrojowe znaczy. I dlatego te dęby, kasztanowce, cisy i inne podobne z dalekich krajów przywiezione, tabliczkami opatrzone, cenne i chronione, razem z żuczkami zapewne.


Cudne-przecudne me dziecię najmłodsze, nauczone już w lecie samodzielnie się huśtać, dało matce szansę na parkowym placu zabaw zabłysnąć, że bez popychania huśtawki się buja. Nauczone przez starszaki, rzecz jasna. A że ma niecałe półtora roku, matka dumnie obok huśtawki stała (moje, to moje, młodsze od waszych, a samo potrafi, widzicie), zaś tatuś przez obiektyw sytuację kontrolował, gdyż doniosłe to wydarzenie uwiecznić mus było. Bez dwóch zdań. I piasek w butach nie przeszkadzał.


O, taki piasek. Głęboki. Suchy. Z przywianymi z cennych:) drzew liśćmi.


Takie warunki przyrodnicze:))) panują wokół wszystkich zdrojowych przybytków pomieszczonych w Zdrojowym (a jakże!) Parku, co się dużą literą pisze, gdyż nazwą własną być się okazuje. A przybytki owe to: Dom Zdrojowy, Łazienki, Pijalnia Wód (dziś piwa, kawy i napojów wszelakich, prócz solanek, rzecz jasna:), muszla koncertowa, Biblioteka o wdzięcznej nazwie, którą przed Wami zataję, i budynek szpitalny, co już poza parkiem (ale też obrośnięty), dziś służący na potrzeby uniwersytetu.

Było miło, ale się skończyło. Dziś zimnica i pierwszy raz w tym roku nogi mi przy komputerze zmarzły. Dlatego po kilku godzinach szybki wpis i spieszę kąpać dziecię. W tej konkurencji konsekwentnie trzymamy się razem, to znaczy tandem jest, bo tak i szybciej, i sprawniej, a skutek tego taki, że gdybym miała kąpać małe w pojedynkę, to bym nie wiedziała, jak się za to zabrać. Bo najważniejszy jest porządny podział obowiązków w rodzinie:). Ty rozbierasz, ja myję, ty wycierasz, ja ubieram, ty karmisz, ja tulę. A tymczasem ja już pod prysznicem:)
 

26 komentarzy:

  1. Skąd się biorą dzieci z afro w wieku poniżej 2 lat, ja się pytam?! Hołubię mgiełkę z babiego lata na tej mojej małej łepetynie i z zazdrości obgryzam pazury (niczym wiedźma ze starej piosenki Fasolek). O huśtawce nawet nie wspomnę :) ale lekkoatletyczne zapędy jak najbardziej godne pochwały, starszyzna dobrze szkoli (po mamusi ;)

    Swoją drogą, mnie ten mrozek w dobry nastrój wprawia. Szczypie w nos, aż się chce w koce zapaść z książką i kakao. To moja wersja. Chociaż herbatę też dopuszczam. Może za kilka lat się uda, czekam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieci z afro u mnie pod dostatkiem, znaczy się wszystkie. Z czego dwójka starsza gęsto i grubo po tatusiu ma na głowie:), ale to nie takie afro jak trzeba, bo pod ciężarem długich się rozprostowuje. I tak im zazdroszczę tych włosów. Trzeciemu kręcą się nie po mnie, ale za to po mnie już nie takie grube i gęste. Huśtawka mnie też zaskoczyła. Jakiś miesiąc temu, jak posadziłam i się wychylać zaczęło, to w panikę wpadłam, aż się okazało, że to o rozhuśtanie chodzi. Szok. Własne małe dziecko, wszystko jedno które, to jest to, co nas podnieca, nie? O sobie mówię:)

      Usuń
  2. Ciepełko z tego wpisu powiało mi aż tu i pozazdrościłam Ci wspominek z perspektywy najzimniejszego dnia w tym roku (jak do tej pory). Nie oprę się chyba i ja wspominkom... kiedyś. Terapeutycznie, gdy zimno będzie pizgać złem.

    Młoda sama samiuteńka się buja??? Łał, jak mawiają słudzy szatana (kiedyś na zgniłym fejsie wytłumaczę Ci, czemu one to mawiają tymi słowy).

    A teraz ciach! Bezlitośnie zamknięta przeglądarka, wordowski dokument, zimna rzeczywistość. Robota, robota.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samiuteńka. I boję się mówić łał. Podziwiam Twoją siłę woli. Łał:) Zimna rzeczywistość, ale gorąca kawa. U mnie godzina szesnasta:)

      Usuń
  3. Okolice masz piękną na wyciągnięcie ręki takie cuda:) . Córeczka ma śliczne włoski:). U nas też pogoda nie dopisuje mam nadzieję,że dziś wyjdziemy bo 2dni siedzimy w domu z małym i lada moment zdziczejemy . Wczoraj na chwilę wyskoczyliśmy do Lidla po spodnie ocieplane na prezent dla kuzyna i ja sobie też kupiłam rurki ocieplane za jedyne 39zł:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Agnieszka:) Jeszcze nie byłam w Lidlu, ale właśnie się wybieram. Tylko że ja to po spożywcze:)

      Usuń
  4. Jakoś się tak zasugerowałam, że Wasza najmłodsza pociecha to chłopczyk?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie, chłopczyk jest Wasz:) Łączy ich mądre spojrzenie:) Ostatnio widziałam fotkę:)

      Usuń
  5. Fajny jesienny spacer :)
    A podział obowiązków musi być! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wzoruję się na Twoich eskapadach, których mogę Ci tylko pozazdrościć:) Przed ostatnim małym też kilka ładnych lat się jeździło... Są wspomnienia.

      Usuń
  6. jak dobrze zobaczyć słońce we włosach

    OdpowiedzUsuń
  7. Jaka już duża ta Pociecha. Szybko ten czas leci. Dopiero niedawno pisałaś, że takie maleństwo, a tu już zuch dziewczynka i jaka samodzielna :))). Śliczności włoski - przedmiot mej ogromnej zazdrości, bo sama mam proste a zawsze chciałam kręcone, a trwała i inne wynalazki to nie to samo. U nas też już zimno się zrobiło. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, dla Ciebie niedawno, bo Ciebie nie było dawno:) Też jestem w szoku, że już takie duże. I zdania powtarza. O dziś. No dobra, próbuje:) Ale leci po słów kilka. Z włoskami to jest tak, że zawsze się chce takie, jakich się nie ma. Te z kręconymi chcą proste i na odwrót:) Uściski!

      Usuń
  8. Aż miło popatrzeć i poczytać o słońcu i o miłości rodzicielskiej :) Trzymajcie się cieplutko - jednak :) A zdrojowe, kurortowe przybytki - pozazdrościć, chociaż i u nas są Łazienki, B

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Beatko! Wasze Łazienki pomieszczą setkę naszych i jeszcze miejsca zostanie:))), ale cieszę się, że mamy coś takiego i nie zniszczono tego, lecz z szacunkiem odnowiono. Pozdrowienia gorące!

      Usuń
  9. Miłe wspomnienie. Niestety pogoda w tym roku ciepełkiem znacznym raczej nas nie obdaruje. Oj będzie tego brakować, przynajmniej mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że nie tylko ja ciepłolubna:) A masz jakieś przecieki o przyszłej pogodzie?

      Usuń
  10. Ha! Ty szczęśliwa jesteś i zdrowa. Do wód nie musisz jeździć :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doceniam. A wód u nas dawno już zaniechano. Choć były dobre:)

      Usuń
  11. W obejmowaniu drzew cos jest.Wychowalam sie przy lesie,robilam to od dziecka.Zawsze jak wracam,musze isc i zrzucić z siebie wszystkie zle emocje.
    Uwielbiam czytac taki "jezyk".Jak dobra pora na lektura

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest, jest. Jak się przy lesie wyrosło, trudno żyć tylko wśród betonu:)

      Usuń
  12. Ciekawe. W beznadzieję skracających się dni również sięgam po fotki z lata:). Sama nie wiem czy oglądanie ich mi poprawia humor, czy wręcz przeciwnie. Ale efekt jakiś jest. Najczęściej chyba westchnięcie: "ech!".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak czy tak, warto popatrzeć na słoneczne fotki:) Pięknie promieniałaś na Targach!

      Usuń
    2. O! A dziękuję bardzo (powinnam chyba napisać: promiennie) :)))

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.