piątek, 31 października 2014

Wegetariański bigos z białej kapusty albo co mi zostało w lodówce

...z cyklu "Gotuję sobie"

 

W wersji z kaszą jęczmienną

 

Oto jak łatwo wypozycjonować w google'u mało atrakcyjną potrawę z tego, co zalega w lodówce, nie bardzo do siebie pasuje, bo kupione zostało jako składniki całkiem innych potraw, których się nie zrobiło, bo czasu albo weny nie starczyło. Najpopularniejsza polska potrawa? Bigos oczywiście. Jest kapusta, jest bigos, cóż z tego, że biała? Nie zdążyliście kupić mięsa, a w ogóle to nie macie czasu go gotować? Niech będzie wegetariański. Zużyję  pieczarki, co na sos kupiłam. Plus lekko przywiędła papryka, cebula, co jest w domu zawsze, i przyprawy.



W ten oto prosty sposób powiedziałam na temat składników wszystko, co do powiedzenia było. Proporcjami głowy sobie nie zawracajcie, ile do garnka wrzucicie, tyle tej wyszukanej potrawy mieć będziecie:)

Takie to całe moje gotowanie. I nie będę wypisywać, że z sercem. Co to, to nie. Ci , co z sercem gotują, nie takie blogi prowadzą. Tylko takie: Zdrowa Kuchnia Sowy, Łakomym Okiem, Kuchenne Algorytmy. Się porównywać nie śmiem. I nie potrzebuję, bo ja tu sztuki kulinarnej nie uprawiam, a sztukę przetrwania w kuchni. Raczej.

Dlatego u mnie to jest tak:


Wpierw wstawiłam wodę na kapustę, teraz kroję. Aż dziw, że z takiej niewielkiej główki tyle tego wychodzi - rzecze kuchenna abnegatka.


W czasie krojenia woda się zagotowała, więc kapustę wrzuciłam, a to, czym do garnka nie trafiłam, przed pstryknięciem fotki dla niepoznaki ogarnęłam.


Teraz solę. Nie napiszę, ile, bo to zależy od wielkości garnka, kapuścianej głowy i reszty dodatków. I od upodobań. No dobra, na pięć litrów potrawy wsypałam trzy łyżeczki do herbaty. Kapusta posolona szybciej sok puszcza i mięknie.


Taaa, ratujmy, co się da. Wysypano już majeranek, teraz próbuje się stłuc butelkę zakazanej przyprawy, co się jej oficjalnie do zup nie dodaje:)


Kapusta mięknie, więc kroję cebulkę...


...którą wrzucam na rozgrzany olej, by się zeszkliła.


Pieczarki umyłam już na pierwszym zdjęciu, to teraz byle jak (czyli jak zwykle) kroję.


Cebulka gotowa: leciutko zrumieniona, miękka, ale szklista.


Wrzucam i solę pieczarki. Solę niewiele, tylko tyle, by szybciej zmiękły, bo zależy mi na czasie. Jakżeby inaczej, w końcu slołlajf uprawiam:) W każdym razie nie w kuchni. Ale o tej filozofii było już razy kilka, więc dziś sza.


Paprykę podwiędłą kroję...


...i na za chwilę odkładam.


Koncentrat z lodówki wyjmuję, bo gotowam zapomnieć. Naprawdę, choć niektórym pewnie się to w głowie nie zmieści:) Nic nie poradzę, że przy gotowaniu rzadko kiedy o nim myślę. Częściej skupiam się na ratowaniu z rąk dziecięcia tego, co się w górnych rejonach kuchni nijak zmieścić nie chciało, a czego mi szkoda lub czym dziecię uszkodzić się może, choć wcześniej takiego zastosowania niektórych przedmiotów wymyślić nie zdołałam. Naprawdę. Trzecie jest, więc powinnam mieć wprawę i doświadczenie. Nie. Tamte się aż taką kuchenną inwencją nie wykazywały.


Pieczarki się z cebulką poddusiły, więc je razem z papryką do kapusty wrzuciłam i mieszam. Jakby się kto nie domyślił:)


O, a tego pieprzu już nie ma. Słoiczka także. Od przedwczoraj. Nic to! Się dziś odkupi. Się w plastikowy kubełek zsypie. Na parapecie postawi. Następnym razem fotka parapetu będzie. W końcu na co komu rośliny na oknie?! Zawartość szuflad przeniesiona do doniczek też nieźle się prezentuje:) Ale to wkrótce. A pieprzu ziołowego czubata łyżeczka.


 Tego też łyżeczka. Albo więcej. Przełyku nie spali.


O, właśnie tak.


Wymieszałam i jeszcze chwilę gotuję. To znaczy, aż zmięknie, ale się nie rozgotuje, papryka. Musi być miękkie, bo po dorzuceniu koncentratu to już umarł w butach. Nic nie zmięknie. Kwas.


To teraz koncentrat. Biorę ten bez konserwantów ani innych dodatków. Gęsty, ładnie pachnie i tani.


Wymieszane. Zagotowane. Wyłączone. Musi "się odstać". Wtedy zgęstnieje, stężeje i smaki się połączą.


Gotowe. Tu z kaszą gryczaną. Bo u nas jak zwykle podwójnie:) - z glutenem i bez.

Kolejny obiad zaliczony. Smaki takie, jak lubię. Z mięsem się nie paprałam. Przetrwałam. Wszystko gra. Ku pociesze tych, co podobnie do mnie z kuchnią się nie lubią. I ku inspiracji. Jeśli to nie za wiele z mojej strony uzurpacji:))) Wybaczcie, żenujące rymowanie to na tym blogu normalka. Wolnoć Tomku. Smacznego.

23 komentarze:

  1. Lubię takie jedzonko:) i wiesz co porządek w szufladzie z przyprawami to ty masz idealny chyba Ci zrobię zdjęcie swojej to zobaczysz co ja tam mam mydło i powidło hihi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Noo, porządek:) Bo wszystko na podłodze! Ale fotkę zrób, to może się pocieszę:)

      Usuń
  2. Taki bigos, mniaaaaam. Ale czy bigos może być z białej kapusty niekiszonej? Jak zwal tak zwał, grunt że na pewno smakowite żarełko.
    Podziwiam Twoje kulinarne zdjęcia - profesjonalne :) Pa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, Beatka:), jak zwał, tak zwał, smaczne było. A jeśli chodzi o bigos, co się zowie, to właśnie od rana pyrkocze sobie na kuchence. Miałam poczekać do 11 listopada, aby zainaugurować sezon bigosowy, ale skoro już teraz jest tak zimno:) Co zrobić, kapustę uwielbiam:)

      Usuń
  3. Oto i Kobieta gospodarna! nic się nie zmarnuje i jeszcze oryginalnie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Są rejony kucharzenia, w ktore się nie zapędzam. Jednemu na imię kapusta :) co z tego warzywa wynoszę, to kapuśniak, a reszta... Pewnie jeszcze muszę dojrzeć ;) (bez podtekstów :-*)
    Co nie zmienia faktu, ze Twój styl gotowania staje się moją doktryną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to pięknie, speszyłam się doktryną. Mówią, co mądrzejsi, że kapusta ponoć mocno zdrowa. Ja z lenistwa i z braku czasu zaczęłam ją gotować jako dodatek tylko z solą i odrobiną oleju. Czasem z kminkiem i z jabłkiem. Tak i tak jest pysznie, a w dodatku baaardzo tanio. Nie zasmażam, nie kombinuję, bo to i tłusto, i czasochłonnie. A dobrą kiszoną to w podstawówce kupowało się grupowo i grupowo zjadało na podwórku albo po drodze z religii w salkach. Cudo. Dojrzewanie do kapusty opłaci się:)

      Usuń
  5. Pychotka! ja czasami też robie bigos z białej kapusty ale zazwyczaj z mieszanej.Widzę że Lidl rządzi przyprawowo tak jak i u mnie! wiolina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lidl rządzi przyprawowo, bo jak już idę tam po wszystko, to po przyprawy nie będę się wybierać gdzie indziej. Bo my do tego Lidla to na randki raz w tygodniu chadzamy, a najmłodsze pod opieką starszaków zostaje na godzinę. Czas to cenny. Zakupy mogą być romantyczne:)

      Usuń
  6. Ja od dwóch lat robię bigos bez mięsa, bo taki mi smakuje, więc się nie dziwię, że Twoje danie pyszne było:)
    i wiesz... chyba pierwszy raz ktoś zalinkował mojego bloga, dzięki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę bardzo:) To Tobie należą się dzięki za prowadzenie bloga najtrudniejszego z możliwych. Szacunek. A ten bigos bezmięsny jest u Ciebie? To bym chętnie podpatrzyła:)

      Usuń
    2. Jeszcze nie ma, ale może wkrótce..
      Ja tam uważam, że takie pisanie jak Twoje jest trudniejsze.

      Usuń
    3. E tam, jak dla kogo:) Byle co ugotuję, co przynajmniej wylewnie opiszę:)))

      Usuń
  7. Wiesz co? To baaaardzo przypomina moje "gotowanie na pisarkę"! Czyli: "o nie, znowu zapomniałam zrobić zakupy, a po lodówce wala się mnóstwo dziwnych rzeczy. Nic to! Wrzucić wszystko razem do gara i nadać ładną nazwę. Będą jedli i chwalili." :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gotowanie na pisarkę. Dobre. Bardzo dobre:) Ale prawda jest taka, że przy odrobinie wyobraźni taka zrzutka resztek może naprawdę nieźle smakować. A czego jak czego, ale wyobraźni to pisarkom nie brakuje, prawda?:)

      Usuń
  8. Spóźniona tu jestem, ale mam coś dla Ciebie w ramach rekompensaty: http://cooks.pl/

    Już widzę, jak będziesz wymiatać, Pani Inspiracjo :) !



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skąd Ty bierzesz te adresy? I kiedy? Ponoć ciągle klepiesz w te klawisze:) Byłam, zobaczyłam, jak skończę to, co czytam, się zagłębię:) Nie wiem, czy inspiracja do kuchennego lenistwa, to jest akurat chwalebna sprawa, ale niech będzie:) Tytuł przyjmuję.

      Usuń
  9. Uwielbiam takie gotowanie "na spontanie". Właśnie dlatego, że jestem wegetarianką często mieszam to co mam. Po mistrzowsku robiłam już gołąbki ze wszystkim:) Teraz zrobię bigos, bo akurat kapusta mi zalega w lodówce:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale pięknie powiedziane: gotowanie na spontanie:) Cudnie. Dawaj te mistrzowskie gołąbki po kolei na bloga:)

      Usuń
  10. Dziewczyno, masz super pomysły, a ja kupuję wszystkie, bo w kuchni najbardziej lubię czytać :). Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Fakt, może nazwać cykl "Kulinarne pomysły na czytanie w kuchni"?:)

      Usuń
    2. Najlepiej mi idą potrawy, które same bulgoczą w garze, a ja przy stoliku z książeczką lub prasą udaję ciężko zapracowaną panią domu. Nooo, przecież na chwilę tylko przysiadłam :))) Proszę więc o taki cykl :D

      Usuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.