niedziela, 16 listopada 2014

Gender wczoraj i dziś:)

...z cyklu "Rozmówki małżeńskie"


Jak kobieta nie zrobi, co do niej należy (czyli ciasta na niedzielę nie upiecze), to biedny mężczyzna musi sobie radzić sam. O, tak na przykład:) Jeśli mężczyźnie też nie chce się upiec, chociaż umie. Nawet lepiej umie


Za Ich (to znaczy Jego i Jej) czasów w szkole istniały zajęcia praktyczno-techniczne, czyli tak zwane ZPT (mówiło się: zetpete:). I na tych zajęciach wszyscy równo usiłowali dźgnąć kolegę, udając, że robią na drutach, kłuli się igłami, przyszywając do skrawka materiału guzik, ale także równo tłukli palce młotkami i kroili piłkami do drewna, zbijając karmnik dla ptaków. O budowaniu obwodów elektrycznych także nie należy zapominać. A dziś...

On
Ja tam lubiłem robić na szydełku. Robiłem szalik, beret czy coś. I pamiętam, że jak już dostałem ocenę za to, że umiem, to sobie jeszcze w domu dokończyłem.

Ona
No co ty, i mama ci na to pozwoliła? Taki dżenderyzm w takiej porządnej rodzinie?!

On
No. Dzisiaj jest dżender. Kiedyś każdy robił, co chciał.

18 komentarzy:

  1. I ja tak ostatnio wspominałam dzieciństwo i to że mój tata nie słyszał o gender, ale zawsze dawał mi lalkę i samochód. Chyba nie myślał, że będę mogła sobie wybrać, czy wolę być chłopcem, czy może jednak dziewczynką - jak mnie Pan Bóg stworzył :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo im mniej tak zwanej świadomości, tym więcej naturalności. A natura podpowiada, że dobrze jest, jak każdy robi co lubi i jeszcze czasem co musi:). Najgorzej, jak się zaczyna kombinowanie w stylu: wypada-nie wypada, można-nie można itp.:)
      Dostałam SLOW - dziękuję, jeszcze oddzielnie się na blogu pochwalę:)

      Usuń
  2. O. Popisowe danie JeszczeMęża :D.

    Podobnie jak naleśniki i jeszcze parę innych :).

    U nas JeszczeMąż przyszywa guziki i ceruje dzieciom rzeczy. No, po prostu jest w tym lepszy (a nazywając rzecz po imieniu - ja tego nie znoszę ;) ).

    Szal na ZPT zrobiła mi na drutach moja mama, miałam dwie lewe. Opanowałam robienie wtedy dopiero, jak już nie miałam czasu, by tym zajmować ręce.

    Za to np. kolega jeden podczas wyjazdów w skałki w latach studenckich zabierał hafty. Wymiatał!

    Gender po prostu musiało być. Od zawsze. Tylko go nie nazywano i kamuflowano jako rzecz wstydliwą. Teraz rzecz nazwano i narodził się potwór.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, to tylko nazwa na to, co w naturze od zawsze jest:)
      Potwór to się moim zdaniem narodził, a raczej obudził, w tych, co im do tej pory wygodnie było.
      Hafty! Łał! Wiesz, w życiu studenckim to hafty trochę inaczej się w pierwszej chwili kojarzą:) Ale nie powiedziałam tego, wróć:)

      Usuń
  3. Widzisz jaką masz złotą rączkę w domu:) . Dla mnie prawdziwy facet potrafi zająć się domem i dzieckiem gdy matka zaniemoże a nie ja tego nie zrobię bo to niemęskie . Mój synek lubi się bawić u swojej koleżanki wózkiem dla lalek ehh dżendera mam w domu:P . Kiedyś na wykładzie z socjologii Pani na powiedziałam,że gdyby rodzice dawali małym chłopcom lalki do zabawy to w dorosłym życiu by się nie "bawili " kobietami...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie Wam ta Pani na socjologii powiedziała, zaprawdę:)
      Co do faceta, z mojego punktu widzenia prawdziwy potrafi i chce zająć się dzieckiem zawsze, nie tylko wtedy, kiedy matka zaniemoże, bo odpowiednio: tak samo rozumny i tak samo rodzic:) jak matka. Ale fakt, w życiu robota musi być jakoś podzielona - wg każdego kryterium, każdego, naprawdę, tylko nie ze względu na płeć. Tak sądzę.

      Usuń
  4. PRAWDA SAMA W SOBIE!
    U mnie, to raczej teraz mąż robi więcej niż w domu. Teściowa jest w szoku jakich czyściochów wychowała ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, ale dobrze, że nie jest w szoku, że taki obowiązkowy:) i pracowity.

      Usuń
  5. u nas panowie nie gotowali tylko w tym czasie jakieś rysiki czy coś w ten deseń robili:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No popatrz, a my równo ciachaliśmy marchewki i palce na sałatki:)

      Usuń
  6. Piękne :)

    U mnie było podobnie, dzięki kolegom nauczyłam się montować wtyczkę i założyć gniazdko, ja ich nauczyłam haftu krzyżykowego i jak upiec idealny biszkopt - wspaniałe czasy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko, haftu krzyżykowego to ja do dziś nie umiem:) A robienia na drutach nauczył mnie dziadek. Idealny biszkopt - do dziś w sferze marzeń:) Jednak czasy wspaniałe - przyznaję:)

      Usuń
    2. Biszkopt idealny, spradzony, piekę go od 30 lat http://www.mojewypieki.com/przepis/biszkopt-przepis-ii

      wersja bezglutenowa też wychodzi całkiem nieźle :) mąke mieszam łyżką delikatnie, żeby ubite białka z żółtkami i cukrem nie straciły swojej konsystecji. Po upieczeniu, jednak rzucam dwa razy, ostatnio rzuciłam trzy. Taki niedowiarek ze mnie. Chodzi o to, żeby pod ciśnieniem uwolniło się gorące powietrze w biszkoptu, nie opada, studzisz go w uchylonym piekarniku

      wychodzą 3 spókne blaty z foremki o średnicy 23 cm

      biszkopt idealny

      serio

      Usuń
    3. Dzięki. Ale rzucasz?! No pięknie, widać, jaka ze mnie ignorantka w tej dziedzinie:) Spróbuję na pewno!

      Usuń
    4. ano, rzucam z wysokości kolan :) spróbuj, to najłatwiejszy biszkopt na świecie

      Usuń
  7. No, ale się uśmiałam. No właśnie taki dżenderyzm i kto by pomyślał ;-)

    OdpowiedzUsuń

Opinie Czytelników mojego bloga są niezwykle cenne. Dlatego serdecznie dziękuję za każdy komentarz.